Strona głównaMagazyn„Życie ponad stan”. Nerwowe dyskusje i spory o budżetowe projekty

„Życie ponad stan”. Nerwowe dyskusje i spory o budżetowe projekty

-

- Reklama -

W rządowym Berlinie i eurokomunistycznej Brukseli od maja br. trwają już nerwowe dyskusje i spory o budżetowe projekty, wydatki i pieniądze – najsilniejsze od wielu lat.

Co najmniej od maja br. rządzący Unią Europejską różni etatyści, socjaliści i euro-komuniści – ci czerwoni, zieloni, tęczowo-zboczeni i inni, już bardzo gorączkowo szukają pieniędzy na finansowanie swoich licznych 7-letnich planów i „projektów europejskich” na lata 2028–2034. Postulują między innymi wdrożenie różnych nowych podatków i przymusowych opłat – w tym od usług cyfrowych, od gier hazardowych online i od zysków kapitałowych z kryptowalut i innych źródeł. Jak podała stacja telewizyjna Euronews, brukselska Komisja Unii Europejskiej szacuje, że następny budżet UE – ten na lata 2028–2034, mógłby zyskać, tylko dzięki tym trzem nowym podatkom, dodatkowe coroczne przychody w wysokości aż około 11 miliardów euro.

- Reklama -

Ale komisarze i inni zarządcy UE chcą także „ustanowienia dochodów własnych UE”. Miałyby one obejmować między innymi: wpływy z urzędowych pozwoleń na emisję dwutlenku węgla (z „klimatycznego” systemu ETS), z podatku węglowego („mechanizmu CBAM”), podatku akcyzowego od wyrobów tytoniowych, z przymusowych opłat za niezebrane odpady elektrotechniczne i ze „składek” pobieranych przymusowo od dużych przedsiębiorstw. Ogromna większość kosztów tych i innych podatków i opłat zostałaby oczywiście przerzucona na konsumentów niemieckich, polskich i innych. Ale to już mało interesuje rządzących UE lewicowych urzędników i polityków.

Tak więc w związku z postępującym kryzysem gospodarek i finansów większości państw UE – za wyjątkiem Szwecji, Danii, Finlandii, Holandii, Irlandii, Czech, Luksemburga, Malty i kilku innych małych państw, obecnie w instytucjach i krajach UE już niemal wszyscy chcą coraz większych wydatków na różne „polityki”, „projekty” itd. W sumie chcą znacznie większego budżetu UE na lata następne. A ponieważ z każdym miesiącem i kwartałem rosną budżetowe deficyty i długi większości państw UE – z już stopniowo bankrutującą, bo nadzwyczaj „socjalną” i „postępową” republiką francuską i podobną republiką włoską na czele – więc już od ubiegłego roku brakuje im środków na ich [neo-sowieckie] „ambitne projekty”, „polityki” itd. Różni euro-socjaliści i inni „demokraci” kombinują więc co najmniej od maja br., jak tu zaciągnąć i kiedy kolejne wielkie i „wspólne” pożyczki i długi dla realizacji ich celów. Kolejne po unijnych pożyczkach na KPO i programy SAFE, które przez wiele lat będą musieli spłacać podatnicy polscy i inni.

Sprzeciw rządu Niemiec

Jednak 18 czerwca kanclerz rządu Niemiec Fryderyk Merz powiedział dziennikarzom – tuż przed rozpoczęciem „szczytu” UE w Brukseli, że jego rząd nie zgodzi się na zaciągnięcie jakiegokolwiek nowego „wspólnego” długu przez władze UE. Bo przyszły budżet UE powinien być zrównoważony, stwierdził kanclerz. Zapowiedział, że budżetowe „liczby” i rozmiary przyszłych wydatków UE muszą stać się mniejsze niż te postulowane i planowane, a o przychodach UE należy podyskutować. Ale należy trzymać się zasady, że „możemy wydawać tylko tyle pieniędzy, ile rzeczywiście mamy” – powiedział Merz. Richtig! Kanclerz zaznaczył, że dla realizacji tego celu jest niezbędna jednomyślna decyzja członków Rady UE – rządów państw.

Tymczasem aktualna wówczas „propozycja” komisarzy i parlamentu UE zakładała budżet „wspólnoty” na lata 2028–2034 w wysokości aż około dwóch bilionów euro (!). Więc 19 czerwca, na początku drugiego dnia obrad Rady UE, kanclerz Merz ocenił, że (przedłożona szefom rządów) propozycja nowego budżetu UE jest „abstrakcyjnie za wysoka” i „te liczby muszą zostać obniżone”. Powtórzył, że jego rząd nie zgodzi się na dalsze zadłużanie UE (wg DPA). Podobne stanowiska zajęły ponoć rządy Holandii, Szwecji, Danii i Finlandii, które chcą cięć wydatków w budżecie UE planowanym w Brukseli. Ma on być przygotowany i uchwalony do grudnia br. Główna polityczna batalia o wysokość i kształt wydatków UE w latach 2028–2034 rozegra się zapewne w listopadzie br. Politycy i komisarze UE wiedzą przy tym, że sama spłata wielkiego długu, zaciągniętego przez komisarzy UE latach 2021–2022 na tzw. Krajowe Plany Odbudowy ma stanowić – poczynając od roku 2028 – aż około 8 proc. wszystkich przewidywanych wydatków UE w kolejnej budżetowej „siedmiolatce”.

Kompromisową propozycję nowego budżetu UE ma przygotować rząd Irlandii, który 1 lipca obejmie przewodniczenie w Radzie UE. Irlandzki premier Micheál Martin powiedział mediom 19 czerwca, że pogodzenie ze sobą tak wielu wzajemnie sprzecznych żądań i propozycji będzie dużym wyzwaniem. Przypomniał, że na początku czerwca tzw. prezydencja cypryjska zaproponowała redukcję budżetu UE na lata 2028–2034 o 2 proc. w stosunku do pierwszej propozycji komisarzy UE z lipca 2025 r. – tj. redukcję budżetu do poziomu 1,95 biliona euro w cenach bieżących. A mimo to propozycja rządu Cypru jako niewystarczająco oszczędna spotkała się z krytyką nie tylko rządu Niemiec, ale też władz Holandii i trzech państw skandynawskich. A także z krytyką przedstawicieli Włoch, Hiszpanii i kilku innych rządów państw UE jako finansowo niewystarczająca – głównie dla postulowanego przez te rządy zwiększenia subsydiowania regionów, rolnictwa i części przemysłu.

Deficyty i długi władz RFN

Wydaje się, że rząd Niemiec zapewne nie ulegnie tej presji. Bo sytuacja finansowo-budżetowa samej RFN już od kilkunastu miesięcy jest trudna. Rekordowy budżet RFN na rok 2026 zawiera bowiem nowy dług w wysokości aż ponad 200 miliardów euro (!), z czego sam zaplanowany budżetowy deficyt rządu sięga prawie 120 mld euro. A rządowi eksperci prognozują na rok 2027 kolejną wielką „dziurę” w budżecie federalnym – w wysokości co najmniej 34 mld euro. Do roku 2030 ta dziura ma wynieść w sumie aż około 140 miliardów, co ponoć już od marca wywiera presję na szybkie wdrożenie oszczędności w wydatkach RFN i na zmiany ustawowe. Świadczy o tym między innymi wprowadzony niedawno (przez ministra finansów Larsa Klingbeila z SPD) obowiązek redukcji rocznych wydatków o 1 proc. w każdym rządowym resorcie. A także wstępne plany m.in. podwyższenia stawek podatku VAT i podatku od spadków oraz zmniejszenia dotychczasowych subwencji i ulg podatkowych dla części firm. Jest przy tym charakterystyczne, że te plany pewnego ograniczenia niektórych wydatków państwa chyba zupełnie nie dotyczą nadal budowanego „zielonego ładu” ani ogromnie rozdętych wydatków na „cele socjalne”. A w latach 2022–2024 w Niemczech nastąpił aż około 23-procentowy wzrost wydatków federalnych na tzw. świadczenia socjalne – nie licząc wydatków władz landów i gmin. Wynikał on głównie z wprowadzenia w styczniu 2023 r. tzw. świadczenia obywatelskiego. Obecnie ten suty Bürgergeld, pobierany co miesiąc przez aż ponad 5,5 miliona chętnych, w tym przez około 2,7 mln cudzoziemców, którzy nie są obywatelami Niemiec (!), kosztuje budżet RFN, tj. niemieckich podatników, aż ponad 52 miliardy euro rocznie (!). Wunderbar!

Nie dziwi więc to, że ten bardzo rozrzutny i marnotrawny system Bürgergeld doczekał się już pierwszej „reformy” – wskutek dość powszechnej krytyki mediów i działań części rządowych polityków, głównie tych z CDU i bawarskiej CSU. Przyjęta w marcu br. reforma ww. systemu, która ma prowadzić do jego naprawy i większych oszczędności, ma wejść w życie 1 lipca br. Ale już wiadomo, że przynajmniej w tym roku nie spełni ona pokładanych w niej nadziei. Bo faktyczne oszczędności, wynikające od lipca z pewnych ograniczeń i zmian systemu Bürgergeld, ponoć wyniosą w tym roku zaledwie około 86 mln euro (wg dw.com).

Tymczasem niemieccy ekonomiści i inni eksperci nadal ostrzegają rząd i parlament RFN, że obecna skala wydatków i świadczeń socjalnych to już „życie ponad stan”, które trwa co najmniej od roku 2020. I może skończyć się dla Niemiec źle już za kilkanaście miesięcy. Ostrzegają, że przy obecnym tempie wzrostu wydatków państwa na socjal i inne cele nieproduktywne już za najdalej trzy lata władze Niemiec mogą stracić jakąkolwiek zdolność finansowania nowych projektów inwestycyjnych, przemysłu itp. Bo choć wpływy z podatków wciąż są wysokie, to jednak gospodarka nadal tkwi w stagnacji, a „zegar zadłużenia tyka coraz szybciej”. Na koniec 2024 r. łączny dług niemieckiej federacji, 16 landów i gmin przekroczył 2,5 biliona euro. Ile wynosi teraz? Być może już ponad 2,8 biliona. A koszty obsługi tego długu rosną ogromnie: jeszcze w 2021 r. Niemcy płaciły „tylko” niespełna 3 mld euro odsetek od swoich długów. Na koniec 2024 r. było to już ponad 34 mld euro, a w 2025 prawie 49 mld. Bo w 2025 r. wydatki państwa były aż o 119,1 mld euro wyższe niż jego dochody. Super!

Tak więc od roku 2020 kolejne ogromne wydatki socjalne i różne „pakiety ratunkowe”, wielkie państwowe subwencje na „zielone” OZE i całą tzw. transformację energetyczną oraz wielomiliardowe fundusze na cele wojskowe i obronne wywindowały dług RFN do już niebezpiecznego poziomu prawie 70 proc. PKB. Samo federalne ministerstwo pracy i spraw socjalnych pochłania niemal połowę wpływów z podatków (w roku 2024 ponad 175 mld euro). Więc np. prof. Weronika Grimm z przyrządowej Rady Ekspertów Ekonomicznych ostrzega, że Niemcy już za trzy lata „mogą dotrzeć do ściany”. Bo „już w roku 2029 wydatki na cele socjalne i obronne oraz odsetki od zaciągniętych długów pochłoną niemal wszystkie dochody państwa” na poziomie federalnym. I wtedy dojdzie do „całkowitego paraliżu państwa”, gdyż zabraknie środków na jakiekolwiek nowe inwestycje czy projekty polityczne, ostrzegła p. Grimm. Donnerwetter!

W reakcji na te i inne czarne prognozy między innymi niemiecki Związek Podatników apeluje do władz o radykalne cięcia wydatków na „socjal” i biurokrację oraz o głęboką reformę administracji – zamiast [prowadzonego od lat] dalszego zadłużania przyszłych pokoleń. Ten Związek i szereg ekonomistów uważają, że jeśli Niemcy nie przeprowadzą „bolesnych reform strukturalnych” przed rokiem 2029, to staną się jedynie „administratorem własnego zastoju” (wg faz.net). Schlimm!

Tekst ukazał się w tygodniku „Najwyższy CZAS!” nr 27-28, 29 czerwca – 12 lipca 2026 r. Do nabycia w najlepszych salonach prasowych lub w e-wydaniu na stronie Biblioteki Wolności.

Najnowsze