Strona głównaGŁÓWNYBitwa o Kraków, wojna o Polskę. PiS kontra dwie Konfederacje

Bitwa o Kraków, wojna o Polskę. PiS kontra dwie Konfederacje

-

- Reklama -

W przyspieszonych wyborach prezydenckich w Krakowie kandydaci partii powszechnie uznawanych za prawicowe nie mają wprawdzie większych szans na zwycięstwo, ale na marginesie walki o najważniejsze stanowisko w mieście przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości, Konfederacji Wolność i Niepodległość oraz Konfederacji Korony Polskiej stoczą inną walkę, która będzie miała znaczenie w kontekście przyszłorocznych wyborów parlamentarnych.

Dnia 24 maja 2026 roku mieszkańcy Krakowa udali się do urn, by zdecydować o dalszym losie Prezydenta Miasta oraz Rady Miasta. W wyniku głosowania odwołany został wybrany zaledwie dwa lata wcześniej włodarz stolicy małopolski Aleksander Miszalski, a radni utrzymali swoje stanowiska, gdyż nie osiągnięto wymaganej frekwencji. Dla opozycji strącenie ze stołka ówczesnego przewodniczącego Koalicji Obywatelskiej w województwie małopolskim było jasnym sygnałem, iż Polacy mają dość uśmiechniętej władzy i za rok pogonią również premiera Donalda Tuska z całą ministerialną ferajną. Sam Miszalski robił zaś dobrą minę do złej gry i w kolejnych wpisach w swoich mediach społecznościowych przekazał, że decyzję suwerena przyjmuje z szacunkiem i nie zamierza znikać, ale dalej będzie angażował się w sprawy miasta. Referendalna porażka wywodzącego się z KO prezydenta stanowiła jednak poważny problem wizerunkowy dla całej partii, o czym dobitnie świadczyła decyzja Zarządu Krajowego KO, który zdecydował o rozwiązaniu regionalnych struktur w Małopolsce. Pytana o powody takiej decyzji wicemarszałek Sejmu Dorota Niedziela wskazała, że „czekają nas nowe wybory, więc te struktury muszą być sprawne i zaangażowane”.

- Reklama -

Poprzedzająca wybory kampania krakowska nie będzie jednak miała jedynie regionalnego charakteru, lecz będzie de facto stanowiła wstęp do kampanii parlamentarnej. Nic zatem dziwnego, że w szranki chce stanąć już (do momentu ukończenia niniejszego artykułu) kilkanaścioro kandydatów: Bartosz Bocheńczak (Konfederacja WiN), Michał Drewnicki (PiS), Daria Gosek-Popiołek (Nowa Lewica), Michał Klimek (Konfederacja KP), Aleksandra Owca (Partia Razem), Monika Piątkowska (KO i PSL), Sławomir Pietrzyk (Socjaldemokracja Polska), Marta Ratuszyńska (Dobry Radom), Grażyna Zofia Świat (Bezpartyjni Samorządowcy Małopolski), a także jeden z inicjatorów referendum Jan Hoffman, były radny Krakowa Łukasz Wantuch, były prezes Najwyższej Izby Kontroli Marian Banaś oraz patocelebrytka Marianna Schreiber.

Plan PiS na Konfederacje

W tle walki o zwycięstwo ciekawa rywalizacja rozegra się w Krakowie pomiędzy partiami uważanymi przez wyborców za „prawicowe”. Już początek tego starcia pokazał, jak PiS planuje rozegrać obie Konfederacje. Kandydat na premiera partii z Nowogrodzkiej Przemysław Czarnek zamieścił w swoich mediach społecznościowych nagranie ze spotkania, na którym zaapelował do Krzysztofa Bosaka oraz Sławomira Mentzena, używając deprecjonujących określeń „Krzysiu” i „Sławku”, o wystawienie wspólnego kandydata na Prezydenta Krakowa. „Tylko wspólny kandydat prawicy jest w stanie wygrać w Krakowie i jest w stanie zaprowadzić tam porządek” – przekonywał Czarnek, jednocześnie pomijając w swojej układance Koronę Grzegorza Brauna. To dziwić nie może, gdyż politycy PiS od dłuższego czasu starają się podkreślać, że o koalicji z polskim posłem do Parlamentu Europejskiego nie może być mowy. Sam prezes Jarosław Kaczyński przyznał niedawno w rozmowie z „Wirtualną Polską”, że wolałby nie rządzić, niż rządzić z Braunem i podkreślił, iż „w żadnym wypadku nie można się godzić na funkcjonowanie takiej osoby w polityce, na jej poglądy”. W przypadku Konfederacji WiN ekipa z Nowogrodzkiej stara się zaś przekonać wyborców, że różnice między ugrupowaniami nie są aż tak duże, przy okazji dobitnie pokazując, że koalicja Nowej Nadziei i Ruchu Narodowego może być dla PiS-u jedynie junior partnerem.

Z propozycją Czarnka oprócz jej protekcjonalnej formy był jeszcze ten problem, że padła 29 maja, a więc kilka dni po tym, jak zapowiedziano, że Konfederacja WiN przedstawi jako swojego kandydata Bartosza Bocheńczaka. Trudno przypuszczać, by były minister, tak zaangażowany w zaprowadzanie pokoju na „prawicy”, przegapił tę informację. Na wpis polityka PiS zareagował wicemarszałek Bosak, według którego „operowanie retoryką jedności w taktyczny sposób zatruwa debatę, nasyca ją lepką atmosferą hipokryzji i przewrotności, jest po prostu złe”. Lider narodowców podkreślił, iż „ich partie różnią się na tyle mocno, że jest najzupełniej naturalne, że powinny mieć osobnych kandydatów”, a „czas na mniejsze zło jest ewentualnie w drugiej turze”. Niezrażony Czarnek ocenił, że spokojna i wyważona odpowiedź Bosaka była „bardzo nerwowa” i dalej apelował o przemyślenie ich propozycji wspólnego kandydata, bez którego podobno „rosną szanse, że wybory wygra… kandydat liberalno-lewicowy”. Widać klarownie, że w ostatnim czasie w grupie rekonstrukcji historycznej sanacji nastąpił zwrot o sto osiemdziesiąt stopni nie tylko w sprawach ukraińskich, ale także w podejściu do zwalczanej przez osiem lat ich rządów Konfederacji.

Trzy głosy

O wspólnym kandydacie nie mogło być mowy, ponieważ tego samego dnia, którego Czarnek – niczym Filip z konopi – wyskoczył z propozycją dla partii Bosaka i Mentzena, ta organizowała w stolicy małopolski inaugurację prekampanii prezydenckiej wspomnianego Bocheńczaka. Podczas wydarzenia polityk Nowej Nadziei przekonywał, że „rolą miasta nie jest wychowywanie mieszkańców, rolą miasta nie jest jakaś tresura”. Według Bocheńczaka „Kraków znowu musi stać się miastem normalnym, musi stać się miastem rozsądku, miastem rozwoju, miastem współpracy i miastem, które nie prowadzi wojny z własnymi mieszkańcami”. Jak wskazał, jego celem ma być „Kraków wygodny do życia”. „Kraków, po którym można poruszać się sprawnie. Kraków, w którym nie stoimy godzinami w korkach” – podkreślił i wypowiedział się przeciwko Strefie Czystego Transportu. „Potrzebujemy miasta współistnienia. Miasta, po którym da się sprawnie poruszać samochodem, rowerem czy komunikacją publiczną” – zaznaczył i dodał, że stolica małopolski potrzebuje metra. Przedstawiciel partii Mentzena zapowiedział także po objęciu urzędu rozpoczęcie budowy Krakowskiej Strefy Nowych Technologii. „Chcę, żeby Kraków był miejscem tworzenia technologii. Chcę, żeby Kraków był miejscem przyszłości” – powiedział. Inną jego obietnicą było wprowadzenie zasady pełnej przejrzystości finansów publicznych. „Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, na co wydawane są ich pieniądze” – podkreślił Bocheńczak.

Dzień później swoją propozycję dla krakowian przedstawiła Konfederacja KP. Wbrew medialnym pogłoskom kandydatem tej formacji nie został jej prezes, ale lokalny przedsiębiorca z branży florystycznej Michał Klimek. Na konferencji prasowej Klimek ocenił, że Kraków „potrzebuje ratunku”. Kandydat Korony zapowiedział, że jako prezydent miasta „dołoży wszelkich starań, żeby podatki w Krakowie były maksymalnie niskie dla wszystkich”. „Dołożę wszelkich starań, żeby magistrat i wszystkie podległe urzędy w Krakowie były przyjazne mieszkańcom” – zadeklarował i dodał, że po jego wygranej w wyborach „będą zwolnienia w urzędach”. Zwracając się do przedsiębiorców, zapewnił, że „pierwszy raz w historii Krakowa, Kraków będzie dla nich, a nie dla urzędników”. Jak zaznaczył, szczególnie upominał się będzie o interesy małych i średnich przedsiębiorców. Klimek w ostrych słowach skrytykował również tzw. politykę klimatyczną, stwierdzając, że „pozwalamy rządzić sobą szalonym ludziom”. Swoje przemówienie kandydat Konfederacji KP zakończył mocnym akcentem, mówiąc: „Stop tresurze. Niech żyje wolność gospodarcza”.

Również przedsiębiorcę, a do tego krakowskiego radnego Michała Drewnickiego do boju posłało PiS, ogłaszając swój wybór w sposób dość archaiczny. O decyzji Komitetu Politycznego partii poinformował bowiem jej rzecznik Rafał Bochenek. Sam Drewnicki, będący wiceprezesem PiS w okręgu krakowskim, potwierdził na portalu X, że będzie startował w wyborach prezydenckich i robi to, aby „skończyć z Krakowem dwóch kategorii”. Podczas późniejszego spotkania w Nowej Hucie Drewnicki przedstawił filary swojej wizji miasta, wśród których – jak relacjonowała Polska Agencja Prasowa – znalazły się między innymi: „likwidacja różnic między poszczególnymi częściami miasta, aby każdy mieszkaniec miał równy dostęp do usług i infrastruktury; ukrócenie wpływów różnego rodzaju grup interesów; partnerskie relacje między mieszkańcami, władzą miasta i przedsiębiorcami; ograniczenie kosztów życia i poprawa komfortu mieszkańców; liczenie się ze środkami publicznymi oraz wydatkowanie ich w sposób racjonalny, uczciwy i transparentny”. Kandydat formacji Kaczyńskiego zaprezentował też typową dla pisowców gigantomanię i przekonywał, że o stolicy małopolski trzeba myśleć „w perspektywie śmiałych projektów”. „Sądzę, że dla Krakowa potrzeba jest pewnego mitu” – powiedział i przywołał jako przykład Centralny Port Komunikacyjny, zaznaczając, że nie chce budować CPK w Krakowie, ale chciałby, aby „mieli taki projekt ambitny, który mógłby pchnąć Kraków na drogę rozwoju”.

Kampania przed prekampanią

W wyborach prezydenckich w Krakowie ani kandydat PiS-u, ani żadnej z Konfederacji, nie ma dużych szans na zwycięstwo. Krakowska kampania będzie jednak dla przedstawicieli tych formacji próbą sił przed dużo ważniejszą kampanią parlamentarną. Brak wspólnego kandydata stwarza sytuację korzystną dla obu Konfederacji, mogących budować własną tożsamość. Widać też wyraźnie, że o ile Bocheńczak i Klimek przedstawili dość prawicowe postulaty, o tyle w przypadku Drewnickiego mamy do czynienia z typowo pisowską prawicowo-lewicową mieszanką.

Najnowsze