Europoseł Konfederacji Wolność i Niepodległość Ewa Zajączkowska-Hernik w mocnych słowach oceniła działania prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełeńskiego. Ujawniła też, jak odpowiedziałaby na jego politykę gloryfikującą UPA.
W rozmowie z Do Rzeczy europoseł Ewa Zajączkowska-Hernik odniosła się m.in. do odznaczenia, jakie z rąk Andrzeja Dudy otrzymał w 2023 r. Wołodymyr Zełeński. W jej ocenie ukraiński prezydent „absolutnie nie” powinien był zostać odznaczony najstarszym i najważniejszym odznaczeniem Rzeczpospolitej – Orderem Orła Białego. Jak stwierdziła, „nie wolno go dawać byle komu”.
– Natomiast cieszę się, że prezydent Karol Nawrocki podjął decyzję – co prawda dość spontaniczną, ale jednak – aby order prezydentowi Zełenskiemu odebrać – dodała.
Dalej Zajączkowska-Hernik wskazała, że prezydent Ukrainy nie ma na swoim koncie dokonań, które by go predysponowały do otrzymania tak ważnego odznaczenia.
– Jego postawa wobec Polski jest roszczeniowa, poza tym donosił na Polskę, kiedy próbowaliśmy zablokować produkty rolne z Ukrainy, które napływały na nasze terytorium. Ciągle wyciągał rękę po pieniądze, bez grama jakiejkolwiek wdzięczności. To nie jest postawa, która zasługuje na to, aby odznaczyć kogoś najwyższym odznaczeniem narodowym – powiedziała.
Europoseł Konfederacji WiN stwierdziła też, że „osobiście poszłaby dalej” i „każde przejście graniczne, lądowe i kolejowe, nazwałaby np. imieniem księcia Jaremy Wiśniowieckiego”, a lotnisko w Jasionce – „lotniskiem upamiętnienia ofiar UPA”. – Jeżeli poruszamy się na symbolicznej płaszczyźnie, to być może to dotarłoby do prezydenta Wołodymyra Zełenskiego – wyjaśniła.
W ocenie Zajączkowskiej-Hernik jednak „nikt tak mocno do tej pory nie przyczynił się do tego, by sprawa Rzezi Wołyńskiej rozniosła się po całym świecie, jak właśnie prezydent Zełenski”. Sam akt nazwania jednej z ukraińskich jednostek imieniem „Bohaterów UPA” nazwała natomiast „napluciem na Polaków”. Jak oceniła, „Zełeński doskonale wiedział, jaka będzie reakcja polskiej opinii publicznej” oraz reakcja części polskich polityków. Europoseł stwierdziła też, że prezydent Ukrainy „zrobił to – jej zdaniem – z premedytacją”.
Z drugiej strony podkreśliła, że Zełeński jest „zakładnikiem nacjonalistycznych ruchów, które odradzają się na Ukrainie i być może właśnie tym nacjonalistycznym, szowinistycznym wręcz, organizacjom chciał zrobić pewną przysługę”.
Zdaniem Zajączkowskiej-Hernik do takiego traktowania Polski przez Ukrainę przyczyniła się polityka rządów – zarówno PiS, jak i obecnego. Wskazała, że wobec naszego wschodniego sąsiada należy stosować „politykę transakcyjną”.
Na uwagę, że kiedy Konfederacja o tym mówiła, przypinano jej łatkę „ruskich agentów”, europoseł stwierdziła, że „teraz okazuje się, że największym agentem jest Zełeński, bo to on przyczynił się do tego, że w Polsce z powrotem rozgorzała dyskusja na temat tego, co ukraińscy szowinistyczni nacjonaliści robili z polskimi cywilami na Kresach Wschodnich i w Małopolsce Wschodniej”.
Dalej dodała, że „jeżeli mówimy o ruskich onucach, to największą ruską onucą jest Wołodymyr Zełeński, bo to on teraz spowodował, że bardzo duża niechęć wobec Ukraińców pojawiła się w polskim społeczeństwie”. Wskazała też, że postawa ukraińskiego prezydenta szkodzi Ukraińcom, którzy przebywają w Polsce.
– Nie wiem, czy on sobie zdaje sprawę, że wojna prędzej czy później się skończy, a wtedy będą musiały się odbyć wybory na Ukrainie, a Ukraińcy, którzy są za granicą, mają prawo głosu. Więc w tym momencie celowe nakręcanie antyukraińskich nastrojów w Polsce, może przyczynić się do tego, że Ukraińcy, którzy w Polsce są od wielu, wielu lat, na Zełenskiego nie zagłosują. Więc to też pokazuje, że polityka prezydenta Ukrainy jest bardzo krótkowzroczna, bardzo rozchwiana emocjonalnie. Facet, który opiera się agresji rosyjskiej, traci kontrolę nad swoim zachowaniem i to nie jest pierwsza taka sytuacja – skwitowała.
