Przed ambasadą Ukrainy w Warszawie oraz na rynku we Wrocławiu odbyły się w niedziele pikiety, podczas których apelowano o wzajemny szacunek oraz o nie uleganie próbom skłócenia narodów. „Nie dajmy się podzielić” – skandowali manifestanci w Warszawie.
Uczestnicy manifestacji „Dobrego Sąsiedztwa” przed ambasadą Ukrainy w Warszawie – Polacy, Ukraińcy i Białorusini – przynieśli ze sobą narodowe flagi, a także znaczki i transparenty. Skandowano „nie dajmy się podzielić”; na transparentach widniały napisy w języku polskim i ukraińskim: „stop nienawiści”, „nie bądźmy obojętni – reaguj na zło”, „jesteśmy z wami – całym sercem”. Podczas wystąpień dominowały głosy wzywające do wzajemnego szacunku i obrony przed celowym konfliktowaniem Polaków i Ukraińców.
Główny organizator wydarzenia, Dzmitry Hałko, z pochodzenia Białorusin, w przeszłości korespondent wojenny na Ukrainie, a także analityk ds. zwalczania dezinformacji, powiedział, że pikieta była spontaniczną reakcją na serię niepokojących, ksenofobicznych incydentów w polskiej przestrzeni publicznej.
– W internecie nie wygramy z botami, ponieważ farmy trolli zawsze tworzą tam iluzję przewagi liczebnej. Problem polega na tym, że zwykli użytkownicy sieci nie weryfikują setek agresywnych komentarzy, a ludzki mózg podświadomie dostosowuje się do opinii rzekomej większości. W ten sposób internetowe boty dosłownie wychowują i radykalizują realnych ludzi – powiedział PAP Halko.
– Strach to domena reżimów dyktatorskich. Jeśli w państwie mniejszości zaczynają się bać i są zmuszane do milczenia, to nie jest to już do końca demokracja. Milczenie oznacza zgodę, a strach ostatecznie zatruwa całe społeczeństwo. Dlatego musimy wychodzić na ulice. Boty na ulice nie wyjdą, wychodzą na nie prawdziwi ludzie – dodał Hałko. Zapowiedział, że we wrześniu lub sierpniu zostanie zorganizowany ogólnokrajowy Marsz Przyjaźni.
Wydawca polsko-ukraińskiego portalu Sestry.eu Jerzy Wójcik, wskazał w rozmowie z PAP na niebezpieczne tendencje w debacie publicznej. – To, co dzieje się obecnie w przestrzeni internetowej, a przede wszystkim politycznej, mocno przesunęło się w stronę zawiści, roszczeń i sztucznego szczucia Polaków na Ukraińców – powiedział. Jego zdaniem, jest to zjawisko jednostronne, bo – jak ocenił – w ukraińskiej przestrzeni informacyjnej nie widać nienawiści wobec Polaków, najwyżej rozżalenie postawą niektórych polityków.
„Lista hańby”. Ukraińcy plują Polakom w twarz, a ONI chcą nadać Zełeńskiemu „obywatelski” order
Wydawca Sestry.eu przyznał, że choć dzisiejsza frekwencja przed ambasadą może wydawać się skromna, to ma ona fundamentalne znaczenie. – Dziś to garstka, ale niezwykle ważna, bo płomień zawsze zaczyna się od iskry. Ktoś wreszcie musiał wyjść i powiedzieć głośne: „Stop, dość tego”. Im ciemniej jest wokół nas, tym większą wartość ma światło, które przynieśli ze sobą ci ludzie – Polacy, Ukraińcy i Białorusini. Jeśli pozwolimy na dalsze nakręcanie tej spirali, skończy się to potwornym nieszczęściem dla relacji między naszymi krajami, na co nie możemy sobie pozwolić – zaznaczył Wójcik.
Jeden z uczestników pikiety w stolicy, Maciej, powiedział, że swoją obecnością chce wesprzeć tych, którzy są nękani w Polsce przez propagandę płynącą ze Wschodu. – Przypisywanie nienawiści całym nacjom jest błędem, złe zachowania nie mają narodowości. Biorąc pod uwagę tragedie, jakich Ukraina doświadcza od 2022 roku w Buczy czy Irpieniu, ci ludzie potrzebują wsparcia i spokoju, a nie potępienia. Ponadto każdy Ukrainiec oddaje nam w podatkach i pracy cztery razy więcej środków, niż wynosi pomoc dla nich – dodał.
Tetiana, Ukrainka mieszkająca w Polsce od wielu lat, która przyszła z transparentem „Miłość i szacunek”, zawierającym grafikę łączącą polską i ukraińską flagę w jedno serce podkreśliła, że osobiście nigdy nie doświadczyła w Polsce ksenofobii. – Ale docierają do nas niepokojące sygnały. Przyszłam bez żadnego strachu, bo uważam, że problem nie leży w narodowościach, ale w charakterach poszczególnych ludzi. Wszyscy urodziliśmy się pod jednym słońcem i musimy się jednoczyć, by pokazać, że chcemy żyć w pokoju – powiedziała.
Manifestacja, która odbyła się na Rynku we Wrocławiu zgromadziła kilkanaście osób. Jak mówili jej uczestnicy, chcieli sprzeciwić się „fali agresji wobec mniejszości ukraińskiej, która jest widoczna na ulicach polskich miast i w mediach społecznościowych”. Apelowano o reagowanie na wszelkie akty agresji wobec obywateli Ukrainy. – Musimy się temu przeciwstawić, głosy nienawiści nie są głosami Polaków – podkreśliła jedna z uczestniczek manifestacji.
Ewa Trojanowska, jedna z organizatorek zgromadzenia, powiedziała PAP, że „obywatelska pikieta” została zorganizowana w odpowiedzi na „akty przemocy fizycznej i słownej” wobec Ukraińców. – Musimy dać temu odpór, my zwykli ludzie, nie organizacje, nie partie. Bezwarunkowo wspieramy walczącą Ukrainę, historię zostawiamy historykom. Nic się nie zmienia w stosunku do obywateli Ukrainy, jak zresztą do przedstawicieli każdej mniejszości – powiedziała Trojanowska.
