Wojskowy Sąd Garnizonowy w Lublinie uniewinnił żołnierza Karola S. oskarżonego o przekroczenie uprawnień. Według ustaleń oddał 12 strzałów z broni służbowej przy granicy z Białorusią, gdzie znajdowali się migranci i inni funkcjonariusze. Od początku 25-latek nie przyznawał się do winy.
Wojskowy Sąd Garnizonowy uniewinnił Karola S. od zarzutu przekroczenia uprawnień i narażenia osób na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. – Sąd absolutnie nie zgodził się z aktem oskarżenia – powiedział sędzia Radosław Hunek.
Argumentował, że każdy żołnierz ma konstytucyjny i ustawowy obowiązek obrony granic ojczyzny, a zgodnie z art. 11. ustawy o obronie ojczyzny Siły Zbrojne w takich sytuacjach mają prawo stosowania środków przymusu bezpośredniego, użycia broni i innego uzbrojenia „w sposób adekwatny do zagrożenia”. – Zdaniem sądu pogląd prokuratury był całkowicie chybiony – dodał sędzia.
Sąd nie zgodził się również ze stanowiskiem prokuratury, iż żołnierze oddelegowani do pomocy Straży Granicznej w ochronie granicy całkowicie tracą status żołnierza i mają używać broni w celu zaalarmowania lub wezwania pomocy. – Idąc tym tokiem myślenia, to można by powiedzieć – żartując trochę tragicznie – że powinni wydać im broń hukową i pistolety sygnałowe z racami – ocenił sędzia Hunek.
Dodał, że żołnierzom oddelegowanym do służby przy granicy przysługują uprawnienia funkcjonariusza SG np. sprawdzanie dokumentów, przeszukanie bagażu, ale „to nie powoduje, że tracą swoje uprawnienia, co do użycia broni”.
Oskarżony był – jak mówił sędzia – bardzo dobrze wyszkolonym żołnierzem i miał bardzo dobre wyniki ze strzelania. W ocenie sądu strzały, które oddał wówczas przy granicy z Białorusią, nie były wycelowane w osoby tj. w funkcjonariuszy SG, żołnierzy i migrantów. – Jak słusznie wyjaśnił oskarżony – gdyby chciał, żeby ktoś zginął, to by zginął – wskazał sąd.
Sędzia Hunek przypomniał, że formalnie pokrzywdzeni w sprawie sądowej funkcjonariusze SG i żołnierze powiedzieli, że nie czuli żadnego zagrożenia i nie żądali ścigania oskarżonego. Odnosząc się do opinii biegłych stwierdził, że nie wynika z nich nic, co mogłoby potwierdzić tezę prokuratury, że „ktoś był narażony na utratę życia lub zdrowia”.
Sąd zwrócił uwagę, że do agresji ze strony osób nielegalnie przekraczających granicę dochodziło wówczas często, a miesiąc później od tego zdarzenia – w tym samym miejscu – zginął żołnierz ugodzony nożem. – Prawo nie może ustępować przed bezprawiem. Nie jest tak, że człowiek broniący swojego kraju, ma w takiej sytuacji salwować się ucieczką, dzwonić po wsparcie (…) Żołnierz po to został wysłany na granice, żeby chronić jej nienaruszalności – i to robił – ocenił.
W zachowaniu szeregowego sąd nie dopatrzył się naruszenia żadnych uprawnień. – Żołnierz wykonywał swoje zadanie zgodnie z obowiązkami – stwierdził sąd.
Z aktu oskarżenia Prokuratury Okręgowej w Warszawie wynika, że 25 marca 2024 r. przy granicy z Białorusią w rejonie Dubicz Cerkiewnych doszło do nielegalnego przekroczenia granicy przez migrantów. Za pomocą samochodowego lewarka rozgięli oni przęsła stalowej bariery i przeszli na stronę polską, niosąc drabiny, które miały posłużyć do pokonania kolejnej przeszkody, czyli zwojów drutu ostrzowego – concertiny.
„W czasie biegu oskarżony, znajdując się od ok. 210 metrów do ok. 164 metrów od tego miejsca, przyjmując za każdym razem postawę strzelecką, oddał łącznie 12 strzałów z broni służbowej wzdłuż drogi granicznej w kierunku znajdującej się na tej drodze grupy osób złożonej z migrantów, funkcjonariuszy SG i żołnierzy” – wynika z ustaleń śledczych.
Według prokuratury spośród tych 12 strzałów – trzy pociski rykoszetowały po uderzeniach w słup betonowy, ziemię i zwoje drutu kolczastego. Pozostałe dziewięć przeszło obok grupy. W tym czasie migranci cofali się na stronę białoruską, rzucając gałęziami i kamieniami w stronę funkcjonariuszy i żołnierzy, na co ci reagowali rozpylaniem gazu łzawiącego.
„Biegły z zakresu badań broni i balistyki stwierdził, że pociski wystrzelone w czasie dziewięciu strzałów, które nie rykoszetowały, miały energię wystarczającą do spowodowania zranienia lub śmierci człowieka, zależnie od miejsca trafienia, na całym torze lotu” – podawała prokuratura.
Oskarżony pełnił wówczas służbę w 1 Warszawskiej Brygadzie Pancernej (Batalion Zmechanizowany w Białej Podlaskiej). W trakcie śledztwa i podczas procesu w sądzie, szeregowy nie przyznał się do zarzutów. Wyjaśniał, że do zauważonych migrantów krzyknął „Wojsko Polskie, stój”, następnie „Wojsko Polskie, stój, bo strzelam”, po czym oddał strzały – w jego ocenie – w kierunku bezpiecznym, tj. pod lekkim kątem w powietrze, aby zaalarmować sąsiednie posterunki. Wskazał, że były to strzały alarmowe i ostrzegawcze.
Po ogłoszeniu wyroku w środę oskarżony Karol S. powiedział dziennikarzom, że zwolnił się ze służby, ale w przyszłym roku zamierza wrócić do wojska albo wstąpić do Legii Cudzoziemskiej. Jego zdaniem państwo polskie powinno lepiej chronić swoich żołnierzy czy funkcjonariuszy. – Ja nie jestem politykiem, robiłem tam to, do czego zostałem powołany – podkreślił. Zaapelował też do polityków, żeby „nie próbowali robić sobie PR z naszego zwycięstwa”.
Sprawa tego incydentu i zatrzymania wówczas trójki żołnierzy w związku z oddaniem strzałów na granicy z Białorusią nagłośniona została w mediach w czerwcu 2024 r. Stała się przedmiotem gorącej dyskusji politycznej dotyczącej tego, czy polscy żołnierze mają prawo użycia broni w ochronie granicy z Białorusią i czy nie będą pociągani do odpowiedzialności.
Oskarżony nie był dotychczas karany. Wyrok jest nieprawomocny.
Wojskowy Sąd Garnizonowy w Lublinie uniewinnił 25-letniego szer. Karola S., który oddał 12 strzałów z broni służbowej do grupy osób na granicy z Białorusią. „Musiał bronić polskiej granicy” orzekł sąd. @RadioZET_NEWS pic.twitter.com/ctVvls2Sy1
— Mateusz Kasiak (@mateusz_kasiak) May 27, 2026
