Strona głównaWiadomościPolskaKtoś tu kłamie. Policja wyjaśnia, dlaczego Ukrainiec dostał tylko 100 złotych mandatu

Ktoś tu kłamie. Policja wyjaśnia, dlaczego Ukrainiec dostał tylko 100 złotych mandatu

-

- Reklama -

Funkcjonariusze z Zakopanego wytłumaczyli, dlaczego ukraiński influencer, który wjechał samochodem aż pod Morskie Oko, dostał najniższy możliwy mandat. Pewne jest jedno – albo Ukrainiec perfidnie policjantom skłamał, albo policjanci nie mówią teraz całej prawdy.

Przypomnijmy, że ukraiński influencer Andriy Gavryliv przejechał ośmiokilometrowy odcinek drogi objętej zakazem ruchu w Tatrzańskim Parku Narodowym i zaparkował pojazd przy samym Morskim Oku. Zdjęciami z tej „wyprawy” pochwalił się oczywiście w mediach społecznościowych.

W drodze powrotnej został zatrzymany przez policję. Dostał 100 złotych mandatu i 8 punktów karnych. Taryfikator w takich sytuacjach przewiduje mandat nawet do 5000 zł, jednak funkcjonariusze sięgnęli po najniższy wymiar kary.

Dlaczego? W rozmowie z wp.pl rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Zakopanem asp. sztab. Roman Wieczorek ujawnił, jak Gavryliv tłumaczył się na miejscu.

– Proszę podejść do tego ze zrozumieniem dla policjantów. Zatrzymali tę osobę, kiedy wyjeżdżała zza szlabanu na Palenicy Białczańskiej. Mężczyzna się tłumaczył, że właśnie w tej chwili nawrócił pod samym szlabanem – stąd te 100 zł – za to, że wjechał poza szlaban (…). Policjanci nic nie wiedzieli o tym, że on był nad Morskim Okiem – powiedział.

Mundurowi bezrefleksyjnie kupili te wyjaśnienia, co zaowocowało symbolicznym wymiarem kary. Wychodzi więc na to, że ukraiński influencer cynicznie wystrychnął funkcjonariuszy na dudka. Chyba, że scenariusz jest jeszcze gorszy – policjanci zaliczyli kompromitującą wpadkę, a teraz, pod presją opinii publicznej, serwują nam ten komunikat w ramach próby ratowania wizerunku? Jedno jest pewne – w tej sprawie ktoś ordynarnie kłamie.

Najnowsze