Legenda złotego pociągu od lat rozpala wyobraźnię i regularnie wraca do debaty publicznej. Ale okazuje się, że to nie jedyna zagadka ukryta pod ziemią na Dolnym Śląsku. Poszukiwacze i pasjonaci historii kierują dziś uwagę także na inne miejsca, które – ich zdaniem – mogą skrywać ślady wydarzeń z czasów II wojny światowej.
Złoty pociąg to dopiero początek?
Historia legendarnego składu miała swój początek jeszcze pod koniec wojny. Według popularnej opowieści Niemcy mieli ukryć transport pełen kosztowności, dzieł sztuki i innych cennych depozytów, które nigdy nie dotarły do celu. Najczęściej wskazywanym miejscem pozostają okolice Wałbrzych i okoliczne podziemia.
Choć przez lata pojawiały się kolejne „przełomy”, żaden nie doprowadził do odkrycia legendarnego pociągu. Mimo to zainteresowanie nie słabnie.
Nowe tropy i kolejne ekspedycje
Tym razem poszukiwacze mają koncentrować się nie tylko na samym motywie ukrytego składu, ale szerzej – na nieznanych tunelach, podziemnych korytarzach i obiektach, które mogły pełnić funkcje wojskowe lub logistyczne.
Wśród miejsc, które regularnie pojawiają się w tego typu hipotezach, pozostaje również rejon Zamek Książ i związane z nim podziemne kompleksy.
Eksperci studzą emocje, ale tajemnica żyje
Jak podkreślają osoby zajmujące się historią regionu, dotychczas nie pojawiły się twarde dowody potwierdzające istnienie złotego pociągu. Jednocześnie właśnie brak jednoznacznych odpowiedzi sprawia, że legenda wciąż przyciąga kolejnych odkrywców.
Dla jednych to historia z pogranicza mitu i lokalnego folkloru, dla innych – nierozwiązana zagadka, która nadal czeka na odkrycie.
Nie tylko Wałbrzych. Trop prowadzi też do dawnego kościoła
Jak się okazuje, poszukiwacze nie ograniczają się już wyłącznie do legendy złotego pociągu. Coraz większe zainteresowanie budzą również inne obiekty na Dolnym Śląsku, które – według części eksploratorów – mogą skrywać wojenne tajemnice.
Jednym z takich miejsc ma być dawny kościół ewangelicki w Dusznikach-Zdroju.
Pod świątynią mają być tunele i depozyty?
O sprawie opowiedział eksplorator Michał Motak, który ujawnił kulisy projektu prowadzonego od dłuższego czasu.
Według jego relacji w 2025 roku doszło do spotkania z Łukaszem Orlińskim z grupy Odkrywca. W rozmowach uczestniczyli również przedstawiciele Fundacji im. Paula Denglera oraz osoby wspierające działalność organizacji.
Motak twierdzi, że przedstawił dokumenty archiwalne mające wskazywać, iż dawni parafianie mogli ukrywać na terenie kościoła różnego rodzaju depozyty.
Według przedstawionej relacji chodzić ma nie tylko o kosztowności, ale także broń i inne przedmioty zabezpieczane w czasie wojny.
Są dokumenty i własne badania
Eksplorator przekonuje również, że oprócz materiałów archiwalnych zaprezentował wyniki własnych badań terenowych.
Według jego ustaleń pod dawną świątynią mogą znajdować się nieznane wcześniej pomieszczenia oraz system tuneli.
Na razie nie przedstawiono jednak oficjalnego potwierdzenia istnienia takich struktur ani informacji o rozpoczęciu prac odkrywkowych.
To kolejna historia pokazująca, że Dolny Śląsk wciąż pozostaje regionem, wokół którego narasta wiele wojennych legend i hipotez — a poszukiwacze nie tracą nadziei, że pod ziemią nadal mogą czekać nieodkryte ślady historii.
