Serwis autokult.pl sprawdził, co dzieje się ze słynnym mustangiem legalnie zagrabionym na policyjny użytek. Otóż wychodzi na to, że nie wiadomo.
W marcu policja chwaliła się mustangiem, który został skonfiskowany kierowcy i przekazany na policyjny użytek. Sprawa wywołała wówczas duże kontrowersje.
„Policja chwali się, że jeździ skonfiskowanym samochodem. Jest to absolutny skandal – bo to może się skończyć celowym konfiskowaniem takich samochodów pod potrzeby policji. Przysłowie mówi, że złodzieje i policja to jednak banda. Policjanci z Radomia chcą chyba udowodnić, że tak rzeczywiście jest” – komentował wówczas redaktor naczelny „Najwyższego Czasu!” Tomasz Sommer.
Więcej o tym przeczytacie w artykule poniżej.
Co po dwóch miesiącach dzieje się z mustangiem? Odpowiedzi na to pytanie poszukiwał autokult.pl. Jak się okazuje, bezskutecznie.
Redakcja pyta na swojej stronie, czy pojazd „pełni rolę, której nie mogłyby odegrać inne, zapewne tańsze w eksploatacji samochody?”.
„Tak z pewnością byłoby, gdyby Mustang radomskiej policji był nieoznakowany. Obecnie obowiązujące przepisy mówią, że udział w nielegalnym wyścigu jest przestępstwem zagrożonym karą od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności. Nieoznakowany Mustang mógłby być pojazdem, który nie budziłby podejrzeń podczas nielegalnych 'ustawek’. Mógłby odsiać tych, którzy na widok mocnego auta są gotowi zainicjować ściganie się spod świateł. Pomagałby więc w wyłapywaniu tych, którzy są skłonni do niebezpiecznych szaleństw na publicznych drogach. Oznakowany Mustang nie skłoni jednak żadnego drogowego szaleńca do pokazania swojej prawdziwej twarzy” – zauważyła redakcja.
Rzecznik prasowa KMP w Radomiu Justyna Jaśkiewicz w odpowiedzi na pytania redakcji odpowiedziała, że pojazd ten „wykorzystywany jest w codziennej służbie przez radomskich policjantów w celu zapewnienia bezpieczeństwa na drogach. Jest to szybkie narzędzie do walki z najbardziej niebezpiecznymi kierowcami”. Ponadto „nie jest wyposażony w wideorejestrator”, więc nie będzie w stanie udokumentować przekraczania prędkości ani innych wykroczeń.
„Można się zatem zastanawiać, co takiego w radomskiej policji robi Mustang, czego nie mógłby zrealizować tańszy w eksploatacji radiowóz” – zaznaczył autokult.pl.
„Odpowiedzi nie przynosi przegląd informacji prasowych radomskiej policji. 23 marca funkcjonariusze w Mustangu dokonywali kontroli osób realizujących przejazdy na aplikację. Od 21 do 23 kwietnia Mustang był prezentowany w Kielcach podczas targów Polsecure 2026. Poza tymi dwoma epizodami informacji o służbie Mustanga nie dostarcza nam ani strona internetowa radomskiej policji, ani jej media społecznościowe” – zaznaczono.
Po co więc policji mustang i konfiskata aut? Zapewne po to, by oszczędzić na zakupie radiowozów. A koszty z tym związane? O tym najwyraźniej nikt nie pomyślał.
Ale nie ma co się martwić – w końcu to tylko podatnicy są stratni.
