12 maja francuski Senat po raz drugi odrzucił projekt ustawy o „wspomaganym samobójstwie”, jak eufemistycznie określa się eutanazję. Bez problemów przegłosował jednak ustawę wzmacniającą dostęp do opieki paliatywnej (325 do 18 głosów).
Senat odrzucił natomiast cały projekt ustawy „wspomaganego samobójstwa” i to głosami centroprawicy i socjalistów. Pierwsi byli przeciw eutanazji, drudzy uważali, że ustawa jest… zbyt mało liberalna!
Głosowanie rozbiło się już o artykuł 2, odrzucony stosunkiem głosów 151 do 118. Dalsze procedowanie nie miało sensu, bo bez tego artykułu cala ustawa traciła sens. Socjaliści uważali, że ustawa to „zaostrzenie zapisów”, a cześć Republikanów odrzuca każdą formę eutanazji.
Jeszcze w lutym 2026 roku przegłosowano w izbie niższej projekt ustawy przyznającej prawo do eutanazji. Tekst stanowi, że „dorosły pacjent cierpiący na ciężką i nieuleczalną chorobę w stadium zaawansowanym lub terminalnym, doświadczający nieznośnego cierpienia, może zwrócić się o pomoc medyczną w celu zakończenia życia”. Po ponownym odrzuceniu ustawy przez Senat kompromis w tej sprawie wydaje się mało prawdopodobny. Jeśli wspólna komisja obydwu izb nie osiągnie porozumienia, rząd może „oddać głos” Zgromadzeniu Narodowemu, w którym zwolennicy eutanazji mają większość.
Prawica chciałaby w tej sprawie referendum. „Uważam, że oddanie głosu parlamentarzystom byłoby próbą przejęcia prerogatyw narodu” – ostrzegł senator i były szef MSW Bruno Retailleau, lider Republikanów w Senacie. Zaproponował, by o losach eutanazji „zdecydował naród”.
Wątpliwości wobec wejścia na ścieżkę legalizacji eutanazji budzą we Francji także przykłady z innych krajów. W Belgii i Holandii, które zaczynały podobnie od „wspomaganego samobójstwa”, obecnie już nawet nieletni mogą korzystać z eutanazji, np. w przypadkach depresji. W Kanadzie kryteria dostępu do „pomocy medycznej w umieraniu” też stopniowo się rozszerzają i od 2027 roku będzie ona dozwolona dla „osób cierpiących na choroby psychiczne”.
Dla Marie-Lys Pellissier, rzeczniczki stowarzyszenia Marsz dla Życia, ten rozwój sytuacji odzwierciedla niebezpieczną logikę rozwoju sytuacji. „To nie jest akt troski. To przede wszystkim porzucenie najsłabszych” – mówią obrońcy życia.
Wielka Loża Francji nie chce polityków… Zjednoczenia Narodowego
Oburzenie zapanowało w Wielkiej Loży Francji (GLNF) po ujawnieniu, że członkowie Zjednoczenia Narodowego (RN) też należą do loży masońskiej, a chodzi tutaj o lożę „Abbé Suger”. Tak przynajmniej twierdził komunistyczny dziennik „L’Humanité”. Loża „Abbé Suger” ma skupiać funkcjonariuszy policji, działaczy związkowych oraz radnych, posłów i polityków RN. Gazeta była oburzona, że w szeregi masonerii wdarło się kilku członków bliskich Zjednoczeniu Narodowemu.
Ojciec Suger był opatem i doradcą królów Ludwika VI Grubego i Ludwika VII. Żył w latach 1080–1151 i przyczynił się do odbudowy bazyliki Saint-Denis, pierwszej budowli w stylu gotyckim, a także dał początek sztuce gotyckiej. Jego imię nosi jedna z lóż Wielkiej Loży Narodowej Francji, sklasyfikowana jako prawicowa, ale przez… masonów lewicowych. Do wiadomości „L’Humanité” należy podchodzić z ostrożnością, ale taka wiadomość powinna też wywołać oburzenie prawdziwej prawicy. Najwyraźniej coraz mocniejsze wchodzenie narodowców w struktury polityczne Republiki łączy się z zakorzenianiem w strukturach masońskich.
Wspomniana loża „Abbé Suger” należy do Wielkiej Loży Narodowej Francji (GLNF), która natychmiast też wyraziła oburzenie „skażeniem brunatną dżumą” swoich szeregów. Zakomunikowano, że „sytuacja tej loży zostanie omówiona w najbliższych dniach”. Trwają jednak spekulacje, że owo zbliżenie się do masonerii nie jest przypadkiem. Dziennikarz Frédéric Ploquin uważa, że RN, mając na uwadze ewentualne przejęcie władzy, będzie potrzebowała kadr w administracji państwa, a te są często związane z ruchem wolnomularzy, więc zbliżenie z GLNF to „rozegranie kart w celu utworzenia punktów kontaktowych w aparacie państwa”.
Część prawicy postrzega to jednak jako zdradę fundamentów, na których powstała narodowa partia, odrzucająca masońskie koneksje republiki. Niektórzy zauważają, że całkowite „odczarowanie” RN nastąpi, kiedy partia ta ulegnie z czasem całkowitemu „podporządkowaniu”.
Mer Saint-Denis zapowiada „powstanie ludowe”
Mer miasta Saint-Denis Bally Bagayoko z partii Zbuntowana Francja (LFI) mówi o „ludowym powstaniu” w przypadku zwycięstwa kandydata Zjednoczenia Narodowego (RN) w wyborach prezydenckich w 2027 roku. Bally Bagayoko twierdzi, że zwycięstwo Jordana Bardelli lub Marine Le Pen w 2027 roku wywoła „ludowe powstanie”. Indagowany dalej w tej sprawie stwierdził, że sam nie musi wzywać do rewolucji, bo „młodzi ludzie nie potrzebują wezwania” i są już wystarczająco „świadomi, by zrobić to sami”. Te słowa padły w wywiadzie dla kanału YouTube (Oumma.com), który jest skierowany do muzułmanów francuskojęzycznych. Pokazuje to, że ów „potencjał rewolucyjny” stanowią zislamizowane, imigranckie przedmieścia dużych miast.
Bagayoko odpowiadał na pytanie „co się stanie, jeśli Jordan Bardella lub Marine Le Pen przejdą do drugiej tury w 2027 roku?”. Odpowiedział: „Głęboko wierzę, że ludzie są zdolni do powstania”. Mer Saint-Denis dodał ponadto, że „wszystkie ważne reformy w tym kraju zostały osiągnięte dzięki powstaniom ludowym” i wskazał np. na „zdobycie” Bastylii.
Bally Bagayoko po marksistowsku uważa, że „w pewnym momencie następuje forma alienacji społecznej, która przekłada się na masową mobilizację i właśnie dlatego w pewnym momencie wszyscy stają się nerwowi. I w ten sposób udaje się osiągnąć zwycięstwa”. Przyznał jednak, że chociaż sam nie „jest guru”, ale za to „młodzi ludzie są świadomi i nie potrzebują telefonu z wezwaniem”.
Bagayoko obarczył winą za sytuację także socjalistów i ich „zdradę klasową”, a i Zielonych, którzy „którzy poszli likwidować napoje gazowane zamiast zaangażować się w prawdziwą walkę”. Na zakończenie tego ciekawego i groźnie brzmiącego wywiadu, mer niegdyś królewskiego miasta Saint-Denis stwierdził odnośnie do ewentualnego powstania ludowego, że „byłoby to i tak wielkim osiągnięciem demokracji”.
„Ortografia nie jest religią”. „Zieloni” kryją swoje nieuctwo?
Szefowa partii Zielonych (EELV) we Francji Cécile Duflot weszła w spór z ministrem edukacji, który bronił wymogu zasad znajomości ortografii. W wywiadzie dla radia RMC była minister z Partii Zielonych oświadczyła, że pisownia nie powinna być „religią”. Obecny minister Édouard Geffray odpowiedział jej jednak dość ostro.
Jeszcze 23 kwietnia, w audycji radiowej „Les Grandes Gueules”, Cécile Duflot oświadczyła, że „pisownia nie jest religią”, po czym posunęła się jeszcze dalej, opisując ją jako jedynie „narzędzie selekcji akademickiej”. Duflot to była minister mieszkalnictwa z Partii Zielonych. Jej wystąpienie jednak nie dziwi, bo sama ma z pisownią pewne kłopoty i sama określiła siebie mianem „psychopatki ortograficznej”. Stwierdziła również, że prawdziwym celem języka jest „rozumienie się nawzajem, wyrażanie siebie i wspólne działanie”, a nie zasady pisowni w ocenie akademickiej.
Spór dotyczył tego, że obecne Ministerstwo Edukacji w sprawie ortografii zmieniło zasady nauczania i postanowiło jednak coś niecoś wymagać od uczniów. Minister Edukacji Narodowej Édouard Geffray opublikował okólnik w Biuletynie Urzędowym z 26 marca 2026 r., w który prosił o „podwyższenie standardów w zakresie wymagań dotyczących pisania ze wszystkich przedmiotów”.
Zielonym się to nie spodobało. Cécile Duflot skrytykowała „powracającą modę” na poprawną ortografię. Jej zdaniem ministrowi edukacji brakuje pomysłów i chce dowartościować dyktanda, a nawet „zwiększyć znaczenie ortografii na egzaminie maturalnym”, co jej zdaniem jest „przestarzałym i bezsensownym wymogiem”.
W rzeczywistości Geffray wydał okólnik dla szkół francuskich ze względu na coraz niższy poziom znajomości języka francuskiego. Odnosząc się do polityk Zielonych powtórzył, że opanowanie języka francuskiego obejmuje nie tylko pisownię, ale także „gramatykę i składnię”. Dodał, że „dzieci, często z ubogich środowisk, nie powinny pozostawać w niewiedzy”. Wyjaśnił, że brak wiedzy jest „podstawową nierównością zawodową, a gdy idziesz na rozmowę kwalifikacyjną, piszesz CV, konieczna jest biegłość językowa”. Poluzowanie wymagań szkolnych w tej dziedzinie okazuje się więc betonowaniem wykluczenia pewnych środowisk.
USA kontra UE. Co dalej z NATO?
Francuski prezydent Emmanuel Macron podczas wizyty w Grecji mówił o „wyjątkowym momencie, w którym Donald Trump, Władimir Putin i Xi Jinping „zaciekle sprzeciwiają się Europejczykom”. Umieścił tych trzech przywódców niemal na tym samym poziomie i w tej samej kategorii przeciwników Europy, chociaż później dodał, że jego amerykański odpowiednik nadal jest jeszcze „sojusznikiem”. Najwyraźniej Unia zaczęła grać przeciw Amerykanom, a Francja, która wobec tego sojusznika zawsze miała zastrzeżenia i gdzie od zawsze obecne są antyamerykańskie resentymenty, pełni tu rolę „lokomotywy”.
„To właściwy moment na nasze odrodzenie” – mówił podczas wizyty w Atenach Emmanuel Macron i dodał, że Europa przeżywa „wyjątkowy moment”, w którym „prezydent USA, prezydent Rosji i prezydent Chin” są „zaciekłymi przeciwnikami Europejczyków”. Później dodał, że prezydent Stanów Zjednoczonych jest nadal „sojusznikiem”, nawet jeśli nie zawsze jest „godny zaufania” i „nieprzewidywalny”. Według Macrona Unia Europejska przeciwnie, jest „niezawodna” i „przewidywalna”.
Prezydent Francji podkreślił, że według niego „wyzwaniem jest teraz stanie się prawdziwą potęgą”. Jego zdaniem połączone zasoby obronne, handlowe i finansowe krajów Unii Europejskiej są na tyle znaczące, że mogą konkurować ze Stanami Zjednoczonymi i Chinami. Na tym nie koniec, bo Prezydent Francji najwyraźniej chce zastąpić słynny Artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego „artykułem 42.7”, czyli klauzulą o wzajemnej pomocy między krajami Unii Europejskiej. W Grecji mówił, że nie ma tu żadnej „dwuznaczności”, a „dla Grecji i Francji artykuł 42.7 traktatów UE jest niepodważalny, co oznacza, że jest zobowiązaniem”. „Żelbet” – dodał towarzyszący mu premier Grecji Kyriakos Mitsotakis.
Francja wspiera poszerzenie tej klauzuli, która stanowi, że jeśli państwo członkowskie stanie się „obiektem zbrojnej agresji na swoim terytorium”, to pozostałe państwa „winne udzielić pomocy i wsparcia przy zastosowaniu wszelkich dostępnych im środków”. Trzeba dążyć do „bardziej suwerennej Europy, której wszyscy pragniemy” – mówił Macron, ale ciekawe, czy klauzula unijna nie wejdzie np. w konflikt z art. 5 NATO, jeśli np. powróci spór o taką Grenlandię. Robi się ciekawie…
Według Emmanuela Macrona, artykuł 42.7 jest spoiwem „w istocie silniejszym niż artykuł 5” traktatu NATO. Także Kyriakos Mitsotakis argumentował, że „nikt wcześniej nie mówił o tym artykule (42.7), chociaż jest on zawarty w traktatach i ma silniejszą moc prawną, przynajmniej w swoim brzmieniu, niż artykuł 5 NATO”. Przy okazji obydwaj prezydenci odnowili „francusko-greckie partnerstwo obronne”. I tutaj znowu w grę wchodzą ciekawe relacje w postaci ciągłego sporu turecko-greckiego i złych relacji Paryża z Ankarą, a Turcja to przecież także kraj NATO… Świat się nam układa na nowo.
