Jarosław Kaczyński został zapytany o coraz większy problem z dzikami w Polsce. Postanowił opowiedzieć anegdotę z początku lat 90-tych, czym rozbawił dziennikarzy. Problem jednak jest coraz większy i bardzo poważny.
„Fakt” zapytał Kaczyńskiego, co państwo powinno zrobić w obliczu narastającego problemu dzików i związanych z tym zagrożeń.
– Byłem na wakacjach w 1992 r. w leśniczówce. Obok była wielka zagroda leśna, około 200 hektarów. Była tam masa zwierząt, w tym ogromne stada dzików. Wtedy leśniczy mi powiedział, że mogę tam chodzić. Jak chodzą dziki wielkim stadem, to trzeba na nie iść, nie można się przestraszyć. Samce mogą się odwracać i tak chrząkać – powiedział Jarosław Kaczyński.
Następnie zaczął naśladować odgłos dzika.
– Mają kły, ale trzeba iść. Ja to robiłem, jakoś żyję – podsumował Kaczyński.
Prezes doprowadza dziennikarki do wybuchu śmiechu. Zapytany o problem dzików. Opowiada pewną historię i w pewnym momencie zaczyna udawać dzika. Chrumka. pic.twitter.com/A4E92nWA8t
— Piotr Woźniak (@Woz_Piotr) April 14, 2026
Śmiechom nie było końca. Jednak dziki stają się coraz poważniejszym i coraz częściej występującym problemem w miastach.
W ostatnim czasie w Brwinowie stado dzików zaatakowało psa wyprowadzanego na spacer koło miejscowego żłobka. Pies został rozszarpany na oczach ludzi.
Pod koniec marca w Wołominie na ul. Reja dzik zaatakował niespodziewanie 78-letnią kobietę. W wyniku ataku została ranna i trafiła do szpitala.
Ponadto dziki coraz częściej wdzierają się na tereny osiedli jak i na prywatne posesje, które forsują mimo postawionego ogrodzenia.

