Zwycięzca wyborów na Węgrzech Peter Magyar chce szybko odmrozić unijne fundusze. Profesor prawa Alberto Alemanno uważa, że oczywistym wzorem dla Magyara jest Polska pod rządami Donalda Tuska. Według niego istnieją jednak ważne różnice, bo poza sądownictwem Węgry mają też inne problemy do rozwiązania. Mimo tego Polska jest pierwszym krajem na liście zagranicznych wizyt przyszłego premiera Węgier.
Węgry były drugim po Polsce krajem członkowskim UE, wobec którego uruchomiono procedurę z art. 7 Traktatu o UE. O ile Warszawie udało się ją zamknąć w maju 2024 r., o tyle procedura pozostaje w toku w przypadku Budapesztu. Chociaż sama w sobie nie przyniosła większych strat rządowi Viktora Orbana, to stała się punktem zwrotnym w relacjach pomiędzy Budapesztem a pozostałymi unijnymi stolicami i instytucjami.
W efekcie Węgry utraciły dostęp do 17 mld euro, co stanowi blisko 10 proc. rocznego PKB Węgier. 10 mld euro pochodzi z funduszu odbudowy, uruchomionego po Wielkiej Histerii zwanej „pandemią”. Czas na wydawanie tych pieniędzy minie już w sierpniu, co postawi możliwość wydania tych środków przez nowy węgierski rząd pod znakiem zapytania.
7 mld euro to z kolei fundusze pochodzące na rozwój regionów z siedmioletniego budżetu UE; obecna perspektywa upłynie w 2027 r. Rząd Orbana ubiegał się też o 16 mld euro pożyczek z programu obronnego SAFE, ale KE do tej pory nie zaakceptowała planu Węgier.
Polska ma być przykładem dla przyszłego rządu Magyara, który zapowiedział w kampanii wyborczej szybkie odmrożenie zablokowanych środków. Jak zadeklarował, już pierwszego dnia jego rząd złoży wniosek o dołączenie do Prokuratury Europejskiej, co zrobiła również Polska po przejęciu władzy przez rząd Tuska. Chodzi o organ walczący z nadużyciami finansowymi, uderzającymi w interes UE. Magyar zadeklarował też natychmiastowe przyjęcie pakietu ustaw antykorupcyjnych oraz przywrócenie „niezależności sądownictwa”, tzn. stworzenie takich zależności, które będą korzystne dla UE.
Alemanno, profesor paryskiej uczelni Ecole des Hautes Etudes Commerciales, powiedział PAP, że precedens Polski pod rządami Tuska będzie dla nowego rządu Magyara „oczywistym wzorem”, ale istnieją też ważne różnice.
– Nowy rząd Polski odblokował fundusze stosunkowo szybko na początku 2024 r., ponieważ problemy z praworządnością w Polsce koncentrowały się głównie w sądownictwie, a nowy rząd mógł zasygnalizować wiarygodny zamiar ich rozwiązania – podkreślił prof. Alemanno.
Tymczasem sytuacja Węgier jest bardziej złożona. Jak zaznaczył Alemanno, warunki obejmują nie tylko niezależność sądownictwa, ale również reformy antykorupcyjne, zagwarantowanie wolności akademickiej i przywilejów osób ruchu LGBT, a także kwestię kar, nałożonych przez Trybunał Sprawiedliwości w UE za nierespektowanie przez Węgry prawa azylowego. Rząd Orbana doprowadził m.in. do przeniesienia siedziby Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego (CEU) z Budapesztu do Wiednia w efekcie zmian w prawie o szkolnictwie wyższym z 2017 r.
– Pierwszy krok Węgier, jakim jest zobowiązanie do przystąpienia do Prokuratury Europejskiej, jest mądry i symbolicznie mocny. Sygnalizuje on zerwanie z systemem Orbana w zakresie walki z korupcją i powinien odnowić dobrą wolę Brukseli – uważa Alemanno.
W jego ocenie pełne odblokowanie zamrożonych środków będzie wymagało rzeczywistych reform legislacyjnych i instytucjonalnych na wielu frontach.
Jak zaznaczył, realistycznie rzecz biorąc, niektóre „wstępne gesty”, takie jak przystąpienie do Prokuratury Europejskiej, zniesienie weta finansowego wobec Ukrainy i przywrócenie dobrej współpracy w UE, mogłyby odblokować pierwsze transze w ciągu kilku miesięcy. W jego ocenie realizacja większości warunków stawianych przez unijne instytucje zajmie jednak co najmniej rok, bo wymaga zmian w prawie, np. dotyczących szkolnictwa wyższego czy zakazu promowania LGBT.
Kłopoty Orbana w Brukseli zaczęły się stosunkowo późno, bo dopiero w 2018 r., po trzecim z rzędu zwycięstwie jego partii Fidesz w wyborach parlamentarnych. Parlament Europejski zdecydował się wówczas na uruchomienie procedury z art. 7. Przez lata Orban korzystał z parasola ochronnego, który dawała mu przynależność do największej i najbardziej wpływowej Europejskiej Partii Ludowej (EPL). EPL zawiesiła w 2019 r. członkostwo Fideszu, powołując się na naruszanie praworządności przez jej rząd, po czym partia Orbana sama ją opuściła, zakładając własne europejskie ugrupowanie Patriotów dla Europy. Obecnie do EPL należy partia Magyara, TISZA.
Alemanno zwrócił uwagę, że ugrupowanie Magyara nie jest liberalne „w brukselskim rozumieniu”. Zwrócił uwagę, że zwycięska partia głosowała razem z Fideszem w sprawie migracji, była ostrożna w sprawie Ukrainy i sprzeciwiała się paktowi azylowemu UE. Bruksela powinna jednak przyjąć tę zmianę z zadowoleniem, traktując ją jako powrót do „normalności” w stosunkach instytucjonalnych UE. Niemniej, w ocenie rozmówcy PAP, EPL powinna zachować ostrożność.
– Powinna wspierać demokratyczną reintegrację Węgier, nie traktując jej jednak jak czeku in blanco – zaznaczył profesor prawa.
Według wyników na podstawie niemal 99 proc. przeliczonych głosów TISZA może liczyć na 138 mandatów w 199-miejscowym parlamencie Węgier. Koalicja Fidesz-KDNP pod przewodnictwem dotychczasowego premiera Viktora Orbana otrzymała 55 mandatów. Do parlamentu wejdzie też prawicowy Ruch Naszej Ojczyzny (Mi Hazank), który może liczyć na sześć miejsc.
Z kolei portal interia.pl Socenił, że „symboliczny ma być kalendarz pierwszych wizyt zagranicznych Petera Magyara”.
„Premier elekt najpierw uda się do Polski, następnie do Wiednia, a w trzeciej kolejności do Brukseli. Jak zaznaczył, „miejsce naszej ojczyzny od tysiąca lat było, jest i będzie w Europie;. Przy okazji wezwał do masowych dymisji – w tym urzędującego prezydenta Węgier” – oceniła redakcja.

