Strona głównaMagazynWorskla – 1399. Przegrane marzenie!

Worskla – 1399. Przegrane marzenie!

-

- Reklama -

Przesuńmy się w naszej wyobraźni na dalekie wschodnie stepy nadczarnomorskie. Tam, gdzie niegdyś kończyły się dziedziny dawnych Słowian, poddanych książąt kijowskich, a jeszcze nie zaczynają się terytoria podległe chanom tatarskim, płynie rzeka Worskla – wschodni dopływ Dniepru. Tam, na tych niezmierzonych równinach porośniętych trzciną i przecinanych szerokimi rozlewiskami Worskli, za panowania króla Władysława Jagiełły odbyła się wielka bitwa – prawdziwe symboliczne starcie pomiędzy Wchodem i Zachodem. Bitwa, której przebieg i rezultat w ogromnej mierze zaważyły na kształcie politycznego ustroju całej Europy Wschodniej.

Mam wrażenie, że starcie to jest traktowane jako daleko mniej ważne wydarzenie w stosunku do sławetnej bitwy pod Grunwaldem, Tannenbergiem – jak mawiają Niemcy, czy Żalgirisem – jak mawiają Litwini. Uchodzi ta bitwa za najważniejszy moment naszej historii. W szkole 15 lipca 1410 r. to była data absolutnie wyróżniona spośród dat rocznych. Dzień chrześcijańskiego święta Rozesłania Apostołów to jedyna data dzienna, którą powinni zapamiętać uczniowie historii w polskich szkołach. Chciałbym postawić tezę, że być może bitwa pod Worsklą – jedenaście lat wcześniej w stosunku do bitwy pod Grunwaldem, czyli jeszcze to samo pokolenie, ci sami ludzie, ci sami bohaterowie – być może była jeszcze ważniejsza, a jej skutki miały jeszcze większy wpływ na naszą historię niż zwycięstwo grunwaldzkie. Tymczasem bitwa pod Worsklą to w naszej zbiorowej pamięci taki mniejszy Grunwald księcia Witolda, niestety przez niego przegrany.

- Reklama -

Moje zdanie może się wydać herezją, dlatego postaram się wytłumaczyć, czemu tak myślę. Najpierw postawię pytanie, dlaczego ta bitwa jest w Polsce zapomniana? Dzieje się tak, ponieważ nasza wiedza dotycząca Grunwaldu, panowania króla Jagiełły i jego synów, opiera się w dużej mierze na kronice zasłużonej osoby (czego nie neguję) Jana Długosza – wychowawcy synów królewskich Władysława Jagiełły – który był stronnikiem kard. Zbigniewa Oleśnickiego. Długosz pisząc kronikę, nie ukrywał swoich celów politycznych. Dzieło miało pokazać ogromny wpływ i dobrodziejską rolę kard. Oleśnickiego, któremu zawdzięczał niemal wszystko. Ludzie, którzy czytali kronikę księdza kanonika Długosza, wiedzą, że on specjalnie nie przepadał za Władysławem Jagiełłą.

Dlaczego Długosz nie lubił Jagiełły?

Opis bitwy grunwaldzkiej jest ciekawy pod tym względem, że Jan Długosz nie może nie uwzględnić króla Jagiełły, ale robi wszystko, żeby jego rolę pomniejszyć, pominąć. Prawda jest taka, że po pierwsze Długosz w ogóle nie był świadkiem bitwy pod Grunwaldem. Jej przebieg znał z opowieści bardzo dobrego świadka naocznego, tzn. z opowieści swojego ojca, który brał w niej udział, był jednym z polskich rycerzy walczących na polach Grunwaldu. Natomiast niewiele pisze o początku panowania króla Jagiełły i o samej bitwie pod Worsklą. Dosłownie zapisanych jest kilka zdań na ten temat.

- Prośba o wsparcie -

Długosz wspomina o tym, że królowa (a właściwie król) Jadwiga, która wówczas jeszcze żyła (zmarła kilka tygodni przed bitwą), ostrzegała Witolda, wieszcząc, że to będzie wielka klęska. Pokazuję tę bitwę z polskiej perspektywy, uwzględniając rolę Jadwigi, która przewidziała klęskę. O samej bitwie, okolicznościach, przebiegu i znaczeniu Długosz pisze niewiele, ponieważ prawdopodobnie niewiele o niej wiedział. To były te czasy, kiedy jego ojciec nie był jeszcze rycerzem, nie walczył pod Worsklą, więc ta bitwa została przez niego pomniejszona. My patrzymy na historię oczami kronikarzy. Jan Długosz, Marcin Bielski, Marcin Kromer, wcześniej Wincenty Kadłubek czy Gall Anonim – widzimy historię ich oczami.

To pokazuje, jak wielka jest rola intelektualistów, którzy spisują historię. To, co jest dzisiaj dla nas oczywiste, co dotyczy naszych czasów w XXI w. – percepcja różnych faktów – wcale nie będzie takie dla ludzi, którzy będą żyli za 100, 200 czy 500 lat. Dlatego my patrzymy na historię oczami kronikarzy. Ponieważ Długosz nie pisał wiele o Worskli, my o tej bitwie też niewiele wiemy. Zupełnie niesłusznie.

Panuje opinia, że bitwa pod Grunwaldem była największą bitwą średniowiecznej Europy. Z jakiego względu? Ze względu na to, że starły się tam największe potęgi Europy Środkowej. Europa Zachodnia była wówczas pogrążona w walkach wewnętrznych, była w dużej mierze rozdrobniona. Żadnemu władcy Europy Zachodniej wówczas nie udawało się zgromadzić, zmobilizować tak potężnych sił, jakie udało się zgromadzić z jednej strony Jagielle i Witoldowi, a z drugiej wielkiemu mistrzowi zakonu krzyżackiego. Państwo krzyżackie nie było może wielkich rozmiarów, za to było świetnie zorganizowane. Miało ogromny potencjał, który w następstwie Grunwaldu oczywiście zaczął się wyczerpywać, ale wówczas to była absolutna potęga.

100 tysięcy zbrojnych rusza na Europę

Przyglądamy się bitwie na ogół pod kątem liczby jej uczestników. Według szacunków historyków XIX-wiecznych po stronie polskiej było od 50 tys. do 100 tys. rycerzy. Raczej było około 30 tys. po stronie polskiej i około 20 tys. po stronie krzyżackiej, zachodnioeuropejskiej, bo bitwa była traktowana jako krucjata przeciwko poganom. W percepcji przeciętnego Anglika, Fryzyjczyka, Flandryjczyka, Francuza czy poddanego króla Kastylii bądź Aragonii, Polacy i Litwini postrzegani byli jako dzikie narody wschodniosłowiańskie, wschodnioeuropejskie, jako pół-poganie, jeśli nie poganie. Nawet nie przyjmowali oni faktu, że Litwa jest już krajem ochrzczonym, ulegali bowiem propagandzie krzyżackiej.

Pod Grunwaldem zatem zgromadzono 40–50 tys. wojowników po obu stronach. Natomiast kilkanaście lat wcześniej, w bitwie nad Worsklą, po stronie koalicji litewsko-polsko-rusińsko-krzyżackiej było około 40 tys. żołnierzy. Po jednej stronie prawie tyle co cały Grunwald. Druga strona to tzw. strona tatarska, chociaż to jest duże uproszczenie, bo istotnie więcej Tatarów walczyło po stronie Witolda niż przeciwko niemu. Można bardziej mówić o stronie tatarsko-uzbeckiej, bo wodzowie Tamerlana, którzy walczyli z Witoldem, to byli Azjaci żyjący w okolicach Samarkandy, Buchary. Było także trochę Azerów, Persów, Uzbeków, Kazachów. To był istny konglomerat ludów – Tatarzy wśród nich nawet stanowili mniejszość. Ich wszystkich było 90 tys. Mamy około 120–130 tys. wojowników! Tak naprawdę bitwa nad Worsklą była największą w całej średniowiecznej historii Europy.

Każdy z władców litewskich musiał patrzeć na Wschód i dążyć do podboju tych ziem. To, że to się nie udało, że ten program doprowadzany został de facto tylko do połowy, zemści się po wiekach. Ale można zapytać, skąd się to w ogóle wzięło? Dlaczego Witold pomaszerował nad Worsklę?

Timur – Bóg Wojny

W pewnym momencie na scenie azjatyckiej pojawił się watażka, bardzo ciekawa postać – Timur, który działał pierwotnie na terenie dzisiejszego Uzbekistanu, w okolicy Samarkandy. Jego ojciec był przywódcą, rozbójnikiem w okolicach miasta Kesz, leżącego na współczesnych terytoriach republik środkowoazjatyckich. Oni mieli tam swoją bandę, jednakże nie byli w stanie utrzymać się z samego łupiestwa. Timur stopniowo powiększał swoje wpływy, zdobył Bucharę, Samarkandę, te emiraty środkowoazjatyckie i wypłynął na szersze wody. W pewnym momencie zaczął wpływać również na Złotą Ordę. Okazało się, że ona się dzieliła: Tamerlan poparł władcę, który tworzył oddzielny organizm – Białą Ordę, wypędził dotychczasowego władcę, potomka Czyngisa w prostej linii, czyli chana Tochtamysza. Chan Tochtamysz poczuł się bardzo skrzywdzony i uciekł… na Litwę, do wielkiego księcia litewskiego, który go przyjął. Doszło do umowy, o której wiedział również król Władysław Jagiełło, w myśl której Tochtamysz poprosił księcia Witolda o wsparcie w walce z Tamerlanem. Timur Lenk to znaczy po polsku Timur Chromy, ponieważ w jednej z bitew, kiedy był jeszcze chuliganem i rozbójnikiem działającym na skalę lokalną, doznał rany biodra i kuśtykał. W Europie tę nazwę zastąpiła nazwa Tamerlan. Potęga Tamerlana była przeogromna. Bitwa pod Worsklą, ważna z naszego punktu widzenia, z punktu widzenia Tamerlana stanowiła tylko jedną z licznych bitew. Trzy lata później dokonał w zasadzie podboju całego Imperium Osmanów. W bitwie pod Ankarą wziął do niewoli nawet sułtana Bajazyda. Umieścił go w żelaznej klatce i wszędzie ze sobą w niej woził. Bajazyd zmarł w tej niewoli. Tamerlan dokonał podboju całej Azji, podporządkował sobie część Indii i miał ambicje, żeby całe Indie sobie podporządkować, podporządkował sobie cały Chorezm, czyli Azję Środkową, dzisiejszą Persję i Iran, i nawet myślał o podboju Chin. Myślał w skali Czyngis-chana!

Latem 1399 r. po koncentracji wojsk pod Żytomierzem, na dzisiejszej Ukrainie, nieco na zachód od Kijowa, ruszono na tę wyprawę. Czterdzieści tysięcy zbrojnych, może nawet więcej, ruszyło na wschód. To była siła, jakiej nie widziano od wieków! Pod Kijowem wojsko podległe Tachtamyszowi i Witoldowi przeprawiło się na drugą stronę Dniepru. Wywiad litewski wówczas działał bez zarzutu. Litwini wiedzieli, że oto nadchodzi jeden z najbardziej utalentowanych wodzów Tamerlana – Timur Kutłuk i że siły te się spotkają, zapewne dojdzie do bitwy. Do dziś nie wiadomo jednak, czy wywiad zawiódł – a wywiad króla polskiego czy wielkiego księcia pracował bardzo dobrze i wydaje się niemożliwe, żeby tego nie wiedzieli – natomiast relacje nielicznych ocalałych z tej bitwy mówią o tym, że byli zaskoczeni, że na polu bitwy pojawił się również inny wódz azjatycki, poddany Tamerlana, jeden z jego najzdolniejszych, jeśli nie najzdolniejszy wódz, sam Edygej, którego pojawienie się zadecydowało o przebiegu bitwy.

Bitwa zakończyła się klęską Witolda. Na polu bitwy legło kilkudziesięciu kniaziów litewskich i ruskich. W tym dwóch Olgierdowiczów, rodzonych braci Jagiełły. Gdyby popuścić wodzę fantazji i założyć, że największa bitwa europejska potoczyła się po myśli Witolda i Jagiełły – który w Krakowie z niepokojem i niecierpliwością pewnie czekał na informacje na temat jej losów – mielibyśmy Litwę, która objęłaby swoimi granicami wszystkie księstwa ruskie. Nie byłoby niezależnej Moskwy. Gdyby przy wsparciu Tatarów Tochtamysza, owej potężnej siły ord, wojowników, wojska litewskie, polskie i być może krzyżackie uderzyły na Moskwę, być może przemogłyby jej siły i opór niezależnych książąt moskiewskich. Być może nawet ci książęta by zostali, ale już z nadania Witolda zostaliby panami podporządkowanymi. Władzę przejęłaby Litwa. Moskwa byłaby podporządkowana politycznie Wilnu.

Czy by się ta przewaga utrzymała, tego nie wiemy, ale przy założeniu, że by tak się stało, mielibyśmy Litwę, która nie ma praktycznie żadnego przeciwnika na wschodzie. Jest to miraż niesamowity, trudny do wyobrażenia: Litwa, która może dokonywać podbojów ziem wschodnich, sięgać po Ural i za Ural, bo tam nie było żadnej siły politycznej, poza oczywiście Złotą Ordą. Zakładając, że gdy Litwa zdobywa te terytoria, Złota Orda się rozpada (ona istotnie się rozpadła), to Litwa nie ma na wschodzie żadnego rywala. Mamy naszą historię, która się rozwija bez złowieszczego północno-wschodniego cienia Moskwy, która potężnieje i z każdym wiekiem staje się coraz większym zagrożeniem. Najpierw dla Wielkiego Księstwa Litewskiego, a potem dla całej zjednoczonej Rzeczpospolitej, w następstwie dla całej Europy. Warto sobie to wyobrazić. Nasi Kozacy, poddani króla polskiego, Kozacy zaporoscy, a nie Jermak znad Donu, idą podbijać chanat syberyjski…

Tekst jest fragmentem książki „Chwała Korony”, która wkrótce zostanie wydana nakładem naszego wydawnictwa.

Najnowsze