Strona głównaGŁÓWNYŻurek przegrywa z piratami. Minister sprawiedliwości zwiększył bałagan i dał policji poczucie...

Żurek przegrywa z piratami. Minister sprawiedliwości zwiększył bałagan i dał policji poczucie bezkarności

-

- Reklama -

Minister sprawiedliwości wydał wojnę „piratom drogowym”. Zamiast bezpieczeństwa na ulicach zwiększył tylko bałagan w wymiarze sprawiedliwości. I dał policji poczucie bezkarności.

Symbolem nowego porządku może okazać się „policyjny” ford mustang. 19 kwietnia 2025, w Ślubowie, policjanci zatrzymali jego kierowcę – Kamila S. – który prowadził mustanga po pijanemu. Alkomat wykrył u niego niemal 2,23 promila alkoholu. Pięć miesięcy później sąd w Ciechanowie uznał S. za winnego przestępstwa prowadzenia samochodu pod wpływem alkoholu i wymierzył mu karę grzywny oraz… przepadek pojazdu. Warty około 150 tysięcy złotych Ford Mustang nie trafił jednak na licytację, ponieważ prokurator zawnioskował o przepadek pojazdu na rzecz Komendy Głównej Policji.

- Reklama -

Sąd się zgodził i w ten sposób w majestacie prawa policja stała się właścicielem pojazdu ukradzionego kierowcy. Mustanga pomalowano w barwy policyjne i wypuszczono na drogi, już jako radiowóz. Ta historia pokazuje, że możemy mieć do czynienia z nowym zjawiskiem: polowania na kierowców aut, które interesują polską policję.

Wielka propaganda

65-letni Mirosław A. ze Starachowic miał być przykładem tego, jak stanowczo i skutecznie „uśmiechnięty” rząd walczy z zagrożeniami na drogach. A. został 12 marca zatrzymany przez policjantów, gdy jechał „na podwójnym gazie” (wykryto u niego ponad dwa promile w wydychanym powietrzu). Okazało się też, że nie mógł kierować samochodem, bo zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych wcześniej wydał mu sąd. Seniora zatrzymano, osadzono w policyjnym areszcie, a następnego dnia postawiono przed sędzią. Sędzia po godzinnym posiedzeniu skazał Mirosława A. na półtora roku więzienia bez zawieszenia. Policjanci pochwalili się tym w Internecie jako przykładem ich skuteczności w zwalczaniu „piratów drogowych”. Tyle że wszystko to jest propaganda.

- Prośba o wsparcie -

Od wyroku sądu Mirosław A. będzie miał prawo się odwołać. Wówczas sprawa trafi do Sądu Okręgowego w Radomiu. Jaki będzie rezultat – tego oczywiście nie wiemy, ale można to spróbować przewidzieć w oparciu o dotychczasową praktykę orzeczniczą. A ta jest miażdżąca, choć „uśmiechnięty” rząd się tym nie chwali. Oto w styczniu Sąd Okręgowy w Warszawie (sygn. akt X Ka 917/25) rozpatrywał apelację od wyroku sądu niższej instancji, który „w trybie uproszczonym” skazał na 9 miesięcy więzienia kierowcę przyłapanego na jeździe „na podwójnym gazie” i osądzonego następnego dnia. Sąd wyrok uchylił, dopatrując się bardzo poważnego naruszenia prawa do obrony. Według 3-osobowego składu sądzącego, oskarżony nie mógł w celi przygotować się do obrony, nie mógł skorzystać z pomocy adwokata ani przy postawieniu zarzutów, ani podczas krótkiego posiedzenia sądowego. Zwrócił też uwagę na inne naruszenie: wyrok wydał neo-sędzia, czyli sędzia nominowany na wniosek nieprawidłowo obsadzonej Krajowej Rady Sądownictwa. Po ponad roku sprawa mieszkańca Warszawy wróci do ponownego rozpoznania…

Nowe przepisy

Na początku marca weszły w życie nowe przepisy o ruchu drogowym. Wprowadziły one bardzo surowe kary za wykroczenia. Prawo jazdy można już dziś stracić za przekroczenie prędkości o 50 km/godzinę poza obszarem zabudowanym, na drodze jednojezdniowej, dwukierunkowej. Nowe przepisy stały się dla policji inicjatywą do przeprowadzenia ogólnopolskiej akcji kontrolowania kierowców, w wyniku której zabrano w ciągu doby kilkaset praw jazdy. Choć rządowe ośrodki propagandy ruszyły do akcji chwalącej ministra Żurka za sprawność w walce z drogowym bandytyzmem, to rzeczywistość pokazuje co innego: tak przerażająca statystyka wynika wyłącznie z przepisów niedostosowanych do rzeczywistości.

Przykład: w Warszawie ulubionym miejscem dla drogówki do zabierania prawa jazdy jest odcinek między Mostem Gdańskim a wylotem w stronę Łomianek. Na trzypasmowym, prostym odcinku drogi ustawiono ograniczenie do 80 km/godz, którego prawe nikt nie przestrzega (łącznie z radiowozami i policjantami jeżdżącymi „po cywilnemu”). Wystarczy więc wypuścić tam na dobę kilka radiowozów i można zabrać nawet tysiąc praw jazdy. Jeśli mamy do czynienia ze zjawiskiem nagminnego łamania przez kierowców ograniczenia prędkości, to niekoniecznie świadczy to o tym, że co drugi kierujący to „drogowy bandyta”, tylko z tym, że prawo jest absurdalne i niedostosowane do rzeczywistości. A wówczas zmasowane kontrole i ciągłe policyjne akcje służą w istocie nie „poprawie bezpieczeństwa”, tylko podkręceniu statystyki i łataniu dziur w Skarbie Państwa (poprzez mandaty). Dodać należy, że z tych policyjnych statystyk wynika, że większość „piratów drogowych”, którym władza zabiera prawo jazdy, to doświadczeni kierowcy, którzy nigdy u nikogo nie spowodowali uszczerbku na zdrowiu. Jest to więc gigantyczna fikcja.

Nowe wytyczne

Po wprowadzeniu nowych przepisów Waldemar Żurek ruszył do desperackiej walki z kierowcami. Wydał rozporządzenie, że po ujawnieniu przez policję przypadku pijanego lub brawurowego (a brawura jest sprawą uznaniową) kierowcy, prokurator, do którego trafia sprawa, ma już następnego dnia postawić zatrzymanego przed sądem, by ten wydał wyrok „w trybie ekspresowym”. Ma też sprawdzić, czy wobec zatrzymanego nie orzeczono wcześniej zakazu prowadzenia pojazdów lub cofnięcia uprawnień na trzy miesiące. A jeśli orzeczono – prokurator ma przed sądem domagać się kary bezwzględnego więzienia na okres co najmniej roku. Prokurator, który tego nie zrobi, ma się potem tłumaczyć z tej decyzji. Żurek tłumaczył dziennikarzom, że chodzi o to, aby wyeliminować z polskich dróg główną plagę, czyli pijanych kierowców.

Tyle że nijak ma się to do rzeczywistości. W trybach przyspieszonych orzekają najczęściej młodzi sędziowie lub asesorzy. Większość z nich nominację sędziowską uzyskało po roku 2017, na wniosek nieprawidłowo obsadzonej Krajowej Rady Sądownictwa. Są to więc tzw. „neo-sędziowie”, których wyroki – jako nieważne – są uchylane przez sądy II instancji. Po takim uchyleniu sprawa ponownie wraca do I instancji, gdzie rozpatrzyć ją musi sędzia mianowany przed rokiem 2017. Szkopuł w tym, że takich sędziów w sądach rejonowych jest już mniej niż połowa (a i ta liczba wciąż spada, bo starsi wiekiem sędziowie odchodzą na emerytury). W rezultacie „neo-sędziowie” wykonują pracę zupełnie bezużyteczną (bo ich wyroki są uchylane), a sędziowie prawidłowo obsadzeni są zalewani sprawami, przez co powstają zatory i opóźnienia. W efekcie wymiar sprawiedliwości tonie pod tysiącami kolejnych spraw, co ma wpływ na to, że nie radzi sobie ze sprawnym osądzeniem faktycznie groźnych przestępców.

Domniemanie winy

Waldemar Żurek powiększył jeszcze jedną prawną patologię. To słynny artykuł 180a, który przewiduje karę więzienia dla kierowcy, któremu cofnięto uprawnienia na czas trzech miesięcy. Takie cofnięcie jest środkiem karnym stosowanym przez policjanta zabierającego dokument (a jeśli kierowca nie ma go w formie papierowej – wpisującym adnotację w systemie elektronicznym). Aby takie cofnięcie było ważne – kierowca musi przyznać się do wykroczenia. Jeśli się nie przyzna – sprawa trafia do sądu. Niezależnie od tego starosta wydaje decyzję o cofnięciu uprawnień, która staje się od razu wykonalna. Decyzję można jednak zaskarżyć do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. Szkopuł w tym, że nie jest wielką sztuką przeciągnąć to przez okres 3 miesięcy. Samorządowe Kolegium Odwoławcze wprawdzie podtrzyma decyzję, ale co z tego, skoro okres „cofnięcia” uprawnień zdążył się już zakończyć. Te wadliwie sporządzone przepisy stały się powodem kolejnego bałaganu: czy kierowca, który odmówi przyznania się do winy, może jeździć samochodem? Sądy dziesiątki razy orzekały w takich sytuacjach i dochodziły do wniosków, że arbitralna decyzja policjanta przy sprzeciwie kierowcy naruszałaby zasadę domniemania niewinności.

Zamach na własność

Żurek w swoich wytycznych nakazał prokuratorom, aby samochody zabierane pijanym kierowcom oddawać w depozyt osobom trzecim. Dotychczas bowiem funkcjonowało prawo, na podstawie którego prokurator mógł taki samochód zabezpieczyć (do czasu prawomocnego rozstrzygnięcia sądowego), a na ten czas powierzyć go osobie zaufanej. Powierzał go więc albo samemu podejrzanemu, albo jego krewnemu (a krewny podejrzanemu). W ten sposób do czasu prawomocnego rozstrzygnięcia podejrzany kierowca miał prawo dysponować swoją własnością. Teraz Żurek nakazał prokuraturze, by zabezpieczony samochód oddać komu innemu (ale nie sprecyzował, komu). To skandaliczne naruszenie zasady domniemania niewinności. Wystarczy, że teraz jeden kierowca podejrzany o prowadzenie samochodu po alkoholu zostanie uniewinniony, a potem wniesie sprawę do sądu i stwierdzi, że przez okres użytkowania jego auta przez inną osobę, maszyna została uszkodzona. Dostanie więc odszkodowanie, które zapłaci mu Skarb Państwa. Socjalizm jest to ustrój, w którym bohatersko pokonuje się problemy nieznane w żadnym innym ustroju.

Najnowsze