Portal brd24.pl poinformował o ujawnieniu zawartości czarnych skrzynek pojazdów, które wzięły udział w wypadku na A1, w wyniku którego zginęła rodzina, o co oskarżony jest Sebastian M. Jak podkreśla redakcja, zawartość urządzeń niszczy całą dotychczasową linię obrony.
Sprawą Sebastiana M. interesuje się już od lat cała Polska. Obecnie zainteresowanie rośnie, ponieważ proces dobiega końca.
Obrona Sebastiana M. polegała w znacznym stopniu na próbach podważania kompetencji biegłych oraz przekonywaniu, że to nie Sebastian M., lecz kierowca kii czy też zły stan samochodu nieżyjącego już kierowcy jest odpowiedzialny za wypadek.
„Jak się okazuje, najnowsze informacje z czarnych skrzynek obu samochodów rujnują całą linię obrony Sebastiana M. – pod każdym względem” – podkreśla „Super Express”.
– Ta wiedza pozwala zrozumieć, dlaczego na procesie Sebastiana M. obrona nie mówi o danych z czarnych skrzynek, za to próbuje m.in. podważyć to, czy biegły miał odpowiedni certyfikat i uprawnienia do ich odczytania. Z zerami i jedynkami, dane zapisywane są w formie binarnej, pochodzącymi z czujników samochodów trudno powiem polemizować – powiedział redaktor naczelny serwisu brd24.pl Łukasz Zboralski.
Próbki z czujników auta – pobierane co pół sekundy – wskazują na prędkość pojazdu, kąt skrętu kierownicy oraz szybkość obrotową każdego z kół. Informacje te mają być niemożliwe do zmanipulowania.
Z ustaleń brd24.pl wynika, że czarna skrzynka kii spłonęła, jednak eksperci próbowali odczytać dane z „kości pamięci” i „ponoć się udało”.
Redakcja brd24.pl podała, że kia jechała prosto, około 130 km/h. Czujniki mają margines błędu wynoszący 1-2 stopnie, jednak to już nie robi różnicy i niszczy wersję przedstawioną przez obronę Sebastiana M.
– Przyjmując nawet, że kierowca Kii miał kierownice delikatnie wychyloną w lewo (o 2 stopnie), to przy 130 km na godz. zjazd ze środka środkowego pasa do linii rozdzielającej pasy ruchu zająłby mu ponad 10 sekund i ponad kilometr. Przejechanie całą bryłą auta Kia na lewy pas ruchu zajęłoby ponad 30 sekund. Tymczasem Sebastian M. przekonywał w swoim ostatnim oświadczeniu w sądzie, że kierowca Kii nagle zjechał na jego pas ruchu, tak, że on nie mógł już zareagować. To musiałoby zostać odwzorowane w EDR samochodu Kia, jako duży kąt skrętu kół. Jak wynika z informacji brd24.pl, nic takiego moduł EDR tego pojazdu nie zapisał – wyjaśnił Zboralski.
Zapisy uderzają też w prywatną ekspertyzę powstałą na zlecenie oskarżonego. Ta zakładała, że rodzina mogła mieć zamontowane w kii koło dojazdowe, co zmniejszyłoby manewrowość pojazdu. Dane obrotowe jednak nie wykazują innej prędkości obrotowej w żadnym z kół – wszystkie miały taką samą wartość.
Nie aktywowały się też systemy, które w razie takiej sytuacji zostałyby włączone automatycznie.
Ponadto moduł wskazuje, że podejrzany oświadczył nieprawdę w kwestii prędkości. Jak odczytywał podczas wygłaszania oświadczenia, miał jechać „może” 170 km/h, „ewentualnie” 200 km/h. Dane z czarnej skrzynki bmw wskazywały na 253 km/h. Co ważne, to maksymalny limit, jaki mogło zapisać urządzenie. Oznacza to, że prędkość mogła być znacznie wyższa. Biegli uważają, że Sebastian M. pędził bmw z prędkością 300 km/h, a na pewno „nie mniej niż 253 km/h”.
Jeśli chociaż część z powyższych informacji zostanie potwierdzona, dotychczasowa obrona Sebastiana M. runie.
Sebastianowi M. grozi do ośmiu lat pozbawienia wolności.


