Strona głównaMagazynGlobalizm umarł w Davos i Monachium. Kapitalizm ma nowego szeryfa

Globalizm umarł w Davos i Monachium. Kapitalizm ma nowego szeryfa

-

- Reklama -

Trzy przemówienia, jedna całość. Wszystkie stanowią przejrzystą wykładnię amerykańskiej polityki międzynarodowej. Warto się przy nich zatrzymać. W czasie Światowego Forum Ekonomicznego w Davos najgłośniej było o Grenlandii i pomyśle Donalda Trumpa, aby Ameryka kontrolowała wyspę. Dużo jednak ciekawsze były inne oceny i pomysły amerykańskiego prezydenta, a mianowicie te dotyczące przede wszystkim Europy.

Do pełnego obrazu dołączyć także trzeba wystąpienie sekretarza handlu USA, Howarda Lutnicka, który oznajmił wszystkim, że „globalizacja zawiodła”. Przy okazji opublikował on w „Financial Times” artykuł poświęcony obecnej polityce Białego Domu.

- Reklama -

Suwerenność to wasze granice

Jak określiły liberalne media, przemówienie Lutnicka było konfrontacyjne, agresywne i przedstawiało administrację Trumpa jako przeciwnika polityki globalistycznej. Sekretarz oświadczył wprost: „Nie przyjechaliśmy do Davos, aby podtrzymywać status quo. Zamierzamy stawić mu czoła”. Skrytykował dziesięciolecia globalizacji jako porażkę, która „zniszczyła amerykańskich pracowników” i przyniosła korzyści „międzynarodowemu establishmentowi” kosztem suwerenności narodowej.

Lutnick argumentował, że przenoszenie produkcji za granicę, osłabienie granic i zależność od globalnych łańcuchów dostaw osłabiły amerykańską bazę przemysłową. Zachwalał model polityki „America First”, który priorytetowo traktuje krajową produkcję, niezależność energetyczną i sprawiedliwy handel. Stwierdził, że silne gospodarki narodowe – a nie globalne instytucje – są podstawą światowej stabilności.

- Prośba o wsparcie -

„Zbyt długo losy globalnej gospodarki były decydowane przez międzynarodowy establishment, który wykorzystał potęgę gospodarczą Ameryki i przekazał ją reszcie świata – napisał w brytyjskiej gazecie. – Niektórzy z naszych poprzednich przywódców uwierzyli w kłamstwa, że przenoszenie produkcji za granicę jest konieczne, granice nie mają znaczenia, a interes narodowy musi ustąpić miejsca niższym kosztom pracy na świecie dla wspólnego dobra. To podejście zawiodło Stany Zjednoczone, zdruzgotało amerykańskich pracowników i zniszczyło większość reszty świata. Zniszczyło przemysł, osłabiło łańcuchy dostaw i pozostawiło w tyle ludzi pracy w większości krajów zachodnich”.

Lutnick bronił programu „America First”, podkreślając odbudowę krajowej produkcji, niezależność energetyczną i sprawiedliwy handel. Podsumował: „Jesteśmy tutaj w Davos, aby jasno powiedzieć jedno: z prezydentem Trumpem kapitalizm ma nowego szeryfa”.

„Jesteśmy w Davos na Światowym Forum Ekonomicznym, a administracja Trumpa i ja osobiście chcemy jasno podkreślić: globalizacja zawiodła Zachód i Stany Zjednoczone Ameryki – powiedział. – To nieudana polityka. To polityka, za którą opowiadał się Zachód, polegająca na przenoszeniu produkcji za granicę, szukaniu najtańszej siły roboczej na świecie, w przekonaniu, że dzięki temu świat stanie się lepszym miejscem. Faktem jest, że Ameryka pozostała w tyle. Amerykańscy pracownicy zostali w tyle, a my jesteśmy tutaj, aby powiedzieć, że „America First” to inny model, który zachęcamy inne kraje do rozważenia, model, w którym nasi pracownicy są na pierwszym miejscu”.

Lutnickowi w pewnym momencie przerwał były wiceprezydent Al Gore, a niektórzy uczestnicy spotkania zaczęli wychodzić.

„Możemy wprowadzać politykę, która wpływa na naszych pracowników. Suwerenność to wasze granice. Macie prawo do granic. Nie powinniście przenosić produkcji leków za granicę. Nie powinniście przenosić produkcji półprzewodników za granicę. Nie powinniście przenosić całej bazy przemysłowej za granicę i dopuścić do jej osłabienia. Nie powinniście być zależni od żadnego innego narodu w kwestiach fundamentalnych dla waszej suwerenności, a jeśli już macie być od kogoś zależni, to niech to będą wasi najlepsi sojusznicy, dobrze? – wyjaśniał. – To jest inny sposób myślenia. Jest całkowicie odmienny od sposobu myślenia Zachodu”.

W listopadzie 2024 r. Trump nominował Lutnicka, który odbudował firmę Cantor Fitzgerald po ogromnych stratach poniesionych w wyniku ataku terrorystycznego na World Trade Center 11 września 2001 r., na stanowisko sekretarza handlu.

Słaba polityka Europy

Z kolei Trump oznajmił w Davos, że USA chcą „silnych sojuszników” i wezwał kraje europejskie do zmiany polityki, która osłabiła ich gospodarki i bezpieczeństwo energetyczne, jednocześnie wskazując na program swojej administracji jako wzór wzrostu gospodarczego. Jego zdaniem USA „bardzo troszczą się o mieszkańców Europy” i chcą, aby Europa była silna, a kwestie energii, handlu, imigracji i wzrostu gospodarczego uznał za kluczowe dla utrzymania „silnego i zjednoczonego Zachodu”. Ostrzegł, że sojusznicy ryzykują „poważne osłabienie”, co niesie ze sobą konsekwencje dla bezpieczeństwa narodowego.

Niektóre rejony Europy są „nie do poznania” w porównaniu z poprzednimi laty i obwinił za to, jak to nazwał, konwencjonalne podejście rządowe w Waszyngtonie i europejskich stolicach, oparte na wyższych wydatkach rządowych, masowej migracji i zależności od importu zagranicznego.

Jego zdaniem USA odrzuciły ten model i dokonały „cudu gospodarczego”, a pierwszy rok jego administracji przyniósł transformację, „jakiej Ameryka nie widziała od ponad 100 lat”.

Wskazał na kroki, które miały na celu rozszerzenie krajowego przemysłu i obniżenie kosztów dla konsumentów, w tym ponowne uruchomienie elektrowni, zmniejszenie liczby pracowników federalnych, ograniczenie regulacji oraz połączenie niższych podatków dla krajowych producentów z wyższymi cłami na towary z zagranicy. Nowe cła pomogły zmniejszyć miesięczny deficyt handlowy o 77 proc. i że eksport USA wzrósł o ponad 150 miliardów dolarów. Wspomniał również o zwiększonej krajowej produkcji stali i wzroście liczby budowanych fabryk, a także o tym, że USA zawarły ważne umowy handlowe obejmujące znaczną część amerykańskiego handlu, w tym umowy dotyczące sektora energetycznego.

Zauważył, że wstrzymał politykę, która podnosiła ceny i powodowała przenoszenie fabryk za granicę. Stwierdził, że produkcja gazu ziemnego w USA osiągnęła rekordowy poziom, a produkcja ropy naftowej wzrosła o 730 tys. baryłek dziennie, jednocześnie chwaląc niższe ceny benzyny.

Prezydent stwierdził, że europejska polityka w ostatnich latach była „destrukcyjna”, prowadząc do „niższego wzrostu gospodarczego, niższych standardów życia, niższych wskaźników urodzeń, bardziej destabilizującej społecznie migracji, większej podatności na wrogich zagranicznych przeciwników i znacznie, znacznie mniejszych sił zbrojnych”.

„Stany Zjednoczone bardzo troszczą się o mieszkańców Europy. Naprawdę. Przecież pochodzę z Europy – ze Szkocji i Niemiec. Moja matka była w stu procentach Szkotką, a ojciec w stu procentach Niemcem – powiedział. – I głęboko wierzymy w więzi, które łączą nas z Europą jako cywilizacją”.

Prezydent oświadczył, że energia, imigracja, handel i wzrost gospodarczy muszą być priorytetami dla tych, którzy pragną „silnego i zjednoczonego Zachodu”. „Europa i te kraje muszą wziąć się w garść; muszą porzucić kulturę, którą stworzyły w ciągu ostatnich dziesięciu lat. To, co robią sobie, jest okropne. Niszczą się same” – kontynuował.

Wyraźnie zaznaczył, że USA chcą „silnych sojuszników, a nie poważnie osłabionych”. „USA są motorem gospodarczym planety, a kiedy Ameryka kwitnie, cały świat kwitnie” – wyjaśnił.

Mówiąc o miliardach dolarów defraudacji odkrytych przez federalnych śledczych w ogromnej społeczności imigrantów somalijskich w Minnesocie, Trump powiedział zachodnim przywódcom, aby przestali przyjmować imigrantów z „upadłych” kultur w nadziei, że zasymilują się z zachodnimi zwyczajami. „Sytuacja w Minnesocie przypomina nam, że Zachód nie może importować obcych kultur, którym nie udało się zbudować własnego, dobrze funkcjonującego społeczeństwa – powiedział. – Mam na myśli, że przyjmujemy ludzi z Somalii, a Somalia to upadłe państwo – nie ma rządu, nie ma wojska, nie ma policji, nie ma nic”.

Fantazje o „świecie bez granic”

Sekretarz stanu Marco Rubio pojawił się natomiast w Monachium i potępił pomysł „świata bez granic”, ostrzegając europejskich przywódców, że niekontrolowana masowa migracja destabilizuje zachodnią cywilizację i podważa suwerenność narodową. Przemawiając na dorocznej Konferencji Bezpieczeństwa, skrytykował post z zimnowojennym przekonaniem, że świat doszedł do „końca historii” – ery, w której rozprzestrzeni się liberalna demokracja, a granice narodowe zanikną – nazywając to „niebezpiecznym złudzeniem”.

„To był głupi pomysł, który ignorował zarówno ludzką naturę, jak i lekcje płynące z ponad 5000 lat zapisanej historii ludzkości, i drogo nas kosztował” – powiedział. Rubio podkreślił, że bezpieczeństwo granic nie opiera się na wykluczeniu, ale na odpowiedzialności. „Musimy także przejąć kontrolę nad naszymi granicami narodowymi, kontrolując, kto i ile osób wjeżdża do naszych krajów – oświadczył. – To nie jest wyraz ksenofobii. To nie jest nienawiść. To podstawowy akt suwerenności narodowej”.

Zaznaczyć trzeba, że uwagi te pojawiły się w momencie rosnących napięć politycznych w Europie i USA w związku z migracją, polityką azylową i bezpieczeństwem granic.

Nakreślając kierunek Ameryki pod rządami Trumpa, Rubio powiedział, że USA starają się odbudować swój sojusz z Europą na silniejszych podstawach. „Chcemy sojuszników, którzy potrafią się bronić, aby żaden przeciwnik nigdy nie uległ pokusie sprawdzenia naszej wspólnej siły – zadeklarował. – Dlatego nie chcemy, aby nasi sojusznicy byli spętani poczuciem winy i wstydem. Chcemy sojuszników, którzy są dumni ze swojej kultury i dziedzictwa, którzy rozumieją, że jesteśmy spadkobiercami tej samej wielkiej i szlachetnej cywilizacji i którzy razem z nami chcą i potrafią jej bronić”. Dodał: „My, Amerykanie, nie jesteśmy zainteresowani byciem uprzejmymi i uporządkowanymi opiekunami kontrolowanego upadku Zachodu. Nie staramy się rozdzielać, ale ożywić starą przyjaźń i odnowić największą cywilizację w historii ludzkości”.

Sekretarz powiedział, że Stany Zjednoczone poszukują sojuszu „gotowego bronić naszych obywateli, chronić nasze interesy i zachować swobodę działania, która pozwala nam kształtować nasz własny los, a nie taki, który istnieje po to, aby kierować globalnym państwem opiekuńczym i odpokutować za rzekome grzechy przeszłych pokoleń”.

Rubio przypomniał uczestnikom, że związki Ameryki z Europą sięgają wieków wstecz, mówiąc, że USA pozostaną trwale połączone z kontynentem. „To, co wspólnie odziedziczyliśmy, jest czymś wyjątkowym, charakterystycznym i niezastąpionym – powiedział. – Działając razem w ten sposób, nie tylko pomożemy odzyskać rozsądną politykę zagraniczną, ale przywrócimy nam jasne poczucie siebie. Przywrócimy miejsce w świecie, a czyniąc to, zganimy i odstraszymy siły wymazania cywilizacyjnego, które dziś zagrażają zarówno Ameryce, jak i Europie”.

Przemówienie Rubio było jednym z jak dotąd najjaśniejszych o zerwaniu z globalnym status quo. Podkreśliło ono szerszą zmianę w stosunkach transatlantyckich, bowiem Waszyngton naciska na europejskich sojuszników, aby wzięli na siebie więcej obronności i wzmocnili suwerenność narodową. Rubio odrzucił to, co nazwał „przestarzałymi strukturami globalistycznymi” i przestrzegł przed „polityką autodestrukcyjną”, w szczególności powołując się na niekontrolowaną masową migrację i politykę klimatyczną. Opisał jednocześnie to, co scharakteryzował jako politykę zagraniczną prezydenta Trumpa „America First” – doktrynę, która priorytetowo traktuje suwerenność narodową, jednocześnie wspierając współpracę między silnymi, niezależnymi narodami.

Byłoby dobrze, aby europejscy przywódcy serio potraktowali przesłanie Waszyngtonu, bowiem obojętnie, kto wygra jesienne wybory do Kongresu, najważniejszy gospodarz Białego Domu nie zmieni się przez trzy lata…

Najnowsze