Życie w Dubaju toczy się normalnie, pomimo huku przechwytywanych pocisków. Z kolei w Kuwejcie na terenie amerykańskiej ambasady widoczny jest dym i ogień. Ponadto brytyjska baza została zaatakowana przez drona, a w Jerozolimie i Tel Awiwie odnotowano eksplozje.
Trwa trzeci dzień wojny, która rozpoczęła się od amerykańsko-izraelskiego ataku na Iran. W odpowiedzi Persowie ostrzeliwują kraje Bliskiego Wschodu. Zaatakowana została także – przy użyciu drona – brytyjska baza na Cyprze. Według niepotwierdzonych medialnych informacji mógł to być irański dron bojowy Shahed 136.
Informację o tym przekazał w nocy z niedzieli na poniedziałek cypryjski dziennik „Cyprus Mail”. Według informacji gazety personel bazy został poinformowany o uderzeniu „małego drona” w lotnisko. Incydent nie spowodował ofiar, ale wywołał „niewielkie szkody”.
Prezydent Cypru Nikos Christodulidis potwierdził incydent. – Chcę jasno powiedzieć, że nasz kraj nie uczestniczy i nie ma zamiaru uczestniczyć w żadnej akcji militarnej – zapewnił Christodulidis w oświadczeniu. Dodał, że jest w stałym kontakcie z europejskimi przywódcami.
Agencja AP podkreśliła, że atak Shaheda na bazę RAF na Cyprze nastąpił wkrótce po oświadczeniu brytyjskiego premiera Keira Starmera, który poinformował w niedzielę, że na prośbę USA zgodził się, by brytyjskie bazy były wykorzystywane do uderzeń w magazyny lub wyrzutnie irańskich rakiet w „celu defensywnym”. Zaznaczył przy tym, że siły brytyjskie nie są zaangażowane w ataki ofensywne na Iran.
Eksplozje w Izraelu
Głośne eksplozje, poprzedzone wyciem syren alarmowych, rozległy się w poniedziałek nad ranem w Jerozolimie i Tel Awiwie – podała AFP. Wybuchy nastąpiły wkrótce po tym, jak izraelskie siły zbrojne poinformowały o wykryciu pocisków rakietowych wystrzelonych z terytorium Iranu.
„Przed chwilą siły zbrojne zidentyfikowały pociski wystrzelone z Iranu w kierunku terytorium państwa Izrael” – oświadczyła armia w oficjalnym komunikacie. Wojskowi dodali, że natychmiast aktywowano systemy obrony powietrznej w celu przechwycenia nadlatujących rakiet.
Świadkowie i korespondenci AFP poinformowali, że liczne odgłosy wybuchów było słychać nie tylko w samej Jerozolimie, ale również w gęsto zaludnionym regionie Tel Awiwu w centralnej części Izraela. Władze nakazały ludności cywilnej natychmiastowe udanie się do schronów i oczekiwanie na dalsze instrukcje, ostrzegając przed bezpośrednim zagrożeniem.
🚨SHOCKING | Iranian missile hit in Jerusalem, huge explosion and smoke reported in the city pic.twitter.com/tTtN8xyJiI
— The Tatva (@thetatvaindia) March 2, 2026
JUST IN: A huge explosion has been recorded in Tel Aviv; reports say this is the “big one.”
Follow: @DissidentWire pic.twitter.com/tkTncPyVn4
— Dissident Wire (@DissidentWire) March 2, 2026
Operacja potrwa wiele dni
Szef Sztabu Generalnego Sił Obronnych Izraela generał Ejal Zamir ogłosił w poniedziałek rano rozpoczęcie „kampanii ofensywnej” przeciwko Hezbollahowi w Libanie – podał portal Times of Israel. Generał dodał, że działania zbrojne, będące odpowiedzią na niedawny ostrzał rakietowy, potrwają prawdopodobnie wiele dni.
„Rozpoczęliśmy kampanię ofensywną przeciwko Hezbollahowi. Nie jesteśmy już tylko w defensywie, teraz przechodzimy do ofensywy” – oświadczył Zamir po ocenie sytuacji operacyjnej. Podkreślił, że wojsko musi przygotować się na „wiele dni walki” oraz utrzymać „silną gotowość obronną”.
Dym i ogień na terenie ambasady USA
Po irańskim ataku na terenie amerykańskiej ambasady w Kuwejcie widoczny jest dym i ogień – przekazała w poniedziałek rano agencja AP, powołując się na doniesienia świadków. W najbliższych okolicach placówki dyplomatycznej USA widziane były karetki pogotowia oraz wozy straży pożarnej.
Saudyjski portal Asharq podał, że ambasada wydała ostrzeżenie dla obywateli USA, wzywając ich do „schronienia się i pozostania w domach”, podkreślając, że zagrożenie ze strony irańskich rakiet i dronów nadal istnieje. Zalecono, by nie przychodzić do ambasady.
🚨Iran strikes US embassy in Kuwait in retaliation for US-Israel joint attacks on Iran. pic.twitter.com/gkMAcVAdn0
— The Tatva (@thetatvaindia) March 2, 2026
Życie toczy się dalej
Tymczasem w Dubaju życie toczy się w miarę normalnie i nie jest przerywane sporadycznym hukiem przechwytywanych pocisków. Obraz miasta widziany z ulicy – otwarte kawiarnie, spacerujące rodziny, działające galerie handlowe – różni się od nagrań krążących w sieciach społecznościowych.
W sobotę rano, przed południem, pierwsze rakiety wystrzelone z Iranu dotarły do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. W ciągu dwóch dni – według oficjalnych informacji – spadające odłamki zabiły trzy osoby w Abu Zabi i Dubaju, a 58 zostało rannych.
Dla Dubaju to sytuacja bez precedensu – miasto zbudowało swoją pozycję na wizerunku stabilności i dystansu wobec regionalnych konfliktów. Z perspektywy turystów, zwłaszcza tych, którzy utknęli na lotnisku po zamknięciu przestrzeni powietrznej, ataki rakietowe to realny problem. Codzienne życie większości mieszkańców nie zostało jednak zawieszone.
Brak oznak paniki i względna normalność wynikają nie tyle z nieuświadamiania sobie zagrożenia, lecz z przekonania, że system obrony działa. Władze poinformowały, że w kierunku Emiratów wysłano 541 dronów, z których przechwycono 506. Wystrzelono także 165 rakiet balistycznych – 152 zostały przechwycone, a pozostałe wpadły do morza – oraz dwa pociski manewrujące, które również zostały zneutralizowane.
W wielu dzielnicach, gdy dochodziło do przechwyceń, huk był wyraźnie słyszalny. Od wstrząsów drgały szyby w mieszkaniach. Zdarzało się to częściej w rejonach położonych bliżej obiektów wojskowych i wybrzeża.
Na ulicach ani w budynkach nie ma paniki. W sobotę samochodów było wyraźnie mniej niż zwykle. Trwa ramadan, więc w ciągu dnia i tak jest spokojniej, ponieważ wielu muzułmanów odpoczywa przed iftarem, czyli wieczornym posiłkiem. Po iftarze więcej osób pojawia się na ulicach. Jest wtedy chłodniej, więc mieszkańcy wychodzą na spacery.
W niektórych dzielnicach, zwłaszcza turystycznych i zamieszkanych głównie przez Europejczyków, część sklepów i punktów usługowych została zamknięta. W niektórych supermarketach w tych rejonach widać było mniejsze zapasy produktów spożywczych. Nie był to jednak obraz typowy dla całego miasta.
Największe galerie handlowe działały, choć nie było w nich tłumów. W wielu typowo mieszkaniowych częściach Dubaju nie było śladów robienia zapasów ani braków produktów.
W sobotę wieczorem w różnych częściach miasta nadal słychać było huki przechwytywanych rakiet. Mieszkańcy siedzący w kawiarniach na zewnątrz i spacerujący po promenadach spokojnie obserwowali na niebie przechwytywane pociski. Nie było syren alarmowych.
W nadmorskiej dzielnicy Al-Sufuh grupa mężczyzn paliła sziszę w kawiarni. Jeden z nich powiedział PAP, że przyjechali z różnych dzielnic, żeby razem obejrzeć mecz piłki nożnej. Drugi dodał, że jest z Libanu i „żadne rakiety nie robią na nim wrażenia”.
W ciągu weekendu w meczetach nie odwołano modlitw, w tym dodatkowych modlitw ramadanowych, które trwają kilkadziesiąt minut lub dłużej. W niedzielę w większości z kilkunastu dubajskich kościołów odbyły się msze.
W całym mieście doszło jednak do wielu incydentów wywołanych spadającymi odłamkami przechwyconych pocisków. W sobotę jeden z nich wywołał pożar przed pięciogwiazdkowym hotelem w popularnej dzielnicy Palm Jumeirah – sztucznie usypanej wyspie w kształcie palmy, jednej z najbardziej rozpoznawalnych inwestycji Dubaju.
Odłamki spadły także m.in. na teren lotniska w Dubaju, w rejon największego na Bliskim Wschodzie portu w Dżebel Ali oraz w pobliżu hotelu-symbolu miasta – Burdż al-Arab.
Władze ostrzegły influencerów i użytkowników portali społecznościowych przed publikowaniem „niezweryfikowanych” nagrań pokazujących miejsca upadku odłamków. W Emiratach regulacje dotyczące komunikacji w sieci bywają ściśle egzekwowane, a za naruszenia grożą dotkliwe kary finansowe.
Jedynie niewielka część mieszkańców Dubaju mogła pozwolić sobie na wyjazd – do innych emiratów, a nawet do Omanu czy Arabii Saudyjskiej. Większości ludzi nie stać na to, by z dnia na dzień porzucić pracę i zmienić miejsce zamieszkania, lub ufają w emirackie systemy antyrakietowe.
W niedzielę rano w turystycznej dzielnicy JBR było pusto, a na morzu nie było widać jachtów, choć zazwyczaj horyzont wypełniają dziesiątki jednostek. Później w ciągu dnia na deptakach pojawiło się jednak więcej osób.
Giełdy w Dubaju i Abu Zabi pozostaną zamknięte w poniedziałek i wtorek. W sektorze prywatnym zalecono umożliwienie pracy zdalnej, ale w wielu miejscach nie jest to stosowane. Dla większości mieszkańców poniedziałek będzie normalnym dniem pracy.


