Strona głównaMagazynPrezydent czy morderca?

Prezydent czy morderca?

-

- Reklama -

5 lutego 1947 roku zdominowany przez komunistów sejm, po sfałszowanych wyborach, wybrał prezydentem RP (jeszcze nie PRL) komunistę Bolesława Bieruta. Faktycznie towarzysz Tomasz został wybrany przez towarzysza Stalina.

W przedwojennej wolnej Polsce Bierut był funkcjonariuszem Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików), Komunistycznej Partii Polski, po 17 września 1939 roku dobrowolnie przyjął obywatelstwo okupacyjnego państwa sowieckiego. Po wojnie należał do PPR, a następnie PZPR.

- Reklama -

Zdradził Polskę

W 2017 roku Społeczny Trybunał Narodowy uznał Bolesława Bieruta za infamisa (ktoś niegodziwy, bez czci, wykluczony ze społeczeństwa): „Bolesław Bierut w strukturach konspiracyjnej Komunistycznej Partii Polski w II Rzeczypospolitej, Polskiej Partii Robotniczej podczas okupacji niemieckiej i wreszcie Polskiej Partii Robotniczej i PZPR w Polsce Ludowej dopuścił się (…) zdrady stanu. To zbrodnia godząca w najbardziej żywotne interesy państwa, polegająca na udziale w działaniach innych organów przeciwko własnemu krajowi. Był funkcjonariuszem sowieckiej partii komunistycznej WKP(b) zmierzającej do pozbawienia Polski niepodległości i zagarnięcia jej terytorium. Zdrada stanu jest przestępstwem kryminalnym zagrożonym najwyższymi karami” – mówił wnioskujący o infamię Bieruta zasiadający w Społecznym Trybunale Narodowym Leszek Żebrowski.

Bez łaski

Leszek Żebrowski dodał, że Bierut jest winny szpiegostwa na rzecz Związku Sowieckiego i popełnienia zbrodni sądowych w tzw. Polsce Ludowej. Przedstawiając życiorys Bieruta, Żebrowski przypomniał m.in., że w II Rzeczypospolitej był on funkcjonariuszem zdelegalizowanej Komunistycznej Partii Polski, która jawnie zwalczała niepodległość Polski i działała na rzecz Związku Sowieckiego.

- Prośba o wsparcie -

Podkreślił też, że od 1944 roku wchodził w skład najwyższych władz partyjnych i państwowych zsowietyzowanej Polski:

„Jako »prezydent KRN« (Krajowej Rady Narodowej), a następnie »prezydent RP« decydował – w ramach komunistycznego »prawa łaski« – o życiu i śmierci tysięcy obywateli Polski, zasłużonych działaczy niepodległościowych, żołnierzy i oficerów organizacji walczących z obcym najazdem i przemocą od 1939 roku. W ten sposób stał się uczestnikiem zbrodni sądowych, popełnionych na masową skalę” – podkreślał Żebrowski.

Przypomniał, że Bierut, odmawiając „prawa łaski”, jest winny śmierci m.in. Danuty Siedzikówny „Inki”, rtm. Witolda Pileckiego i kmdr. Stanisława Mieszkowskiego, który był dowódcą Floty Marynarki Wojennej.

Bierut „wybawca”

„Lata przywództwa Bieruta to przede wszystkim lata niebywałego postępu cywilizacyjnego, gospodarczego i społecznego” – tak Federacja Młodych Socjaldemokratów, młodzieżówka Nowej Lewicy, uczciła 75. rocznicę „wyboru” Bolesława Bieruta. Zdaniem młodych komsomolców towarzysz Tomasz to jedyna osoba, „której przywództwo mogło podołać odbudowie Polski po zniszczeniach doznanych w wyniku II wojny światowej”. Wymienione przez nich sukcesy tego „jedynego” to: koniec feudalizmu i pańszczyzny, likwidacja analfabetyzmu, elektryfikacja wsi.

Choć młodzi Bierutowcy post usunęli, brzydki zapach pozostał. Nie pierwszy zresztą raz. Przypomnę, jak towarzyszka z Komunistycznej Młodzieży Polski i prokremlowskiej partii „Zmiana” niejaka Ludmiła Dobrzyniecka negowała zbrodnie Stalina: „Stalin był dobrym przywódcą, na pewno nie totalitarnym. Uratował Polskę po wojnie, choć wcale nie musiał. Przypisuje mu się różne błędy, ale nie można do nich zaliczyć »jakichś czystek«, bo o tym nie wiedział. Był w końcu prostym człowiekiem, a ile miał na głowie (panowanie nad tyloma krajami)”.

Kilka lat temu obywatelski Społeczny Trybunał Narodowy uznał, że za działalność w latach 1918–1956 Bierut jest winny zdrady stanu, szpiegostwa na rzecz ZSRS i zbrodni sądowych na masową skalę (zatwierdził m.in. zamordowanie Danuty Siedzikówny „Inki” czy rtm. Witolda Pileckiego).

Ale Bierut nie mógłby mordować Polaków, gdyby nie inni komuniści, którzy takie kary orzekali. Jednym z nich był przysposobiony do zawodu sędziego przyrodni brat naczelnego „Wyborczej” – Stefan Michnik.

Wyjątkowy cmentarz

Rok wcześniej, w 2016 roku, taka historia rozegrała się na Powązkach Wojskowych:

Ten w II RP cmentarz chwały polskiego oręża, został po 1945 roku zanieczyszczony przez komunistów. Tu co roku 1 sierpnia oddajemy hołd Powstańcom Warszawskim w godzinie rozpoczęcia przez nich bohaterskiego, tragicznego boju o stolicę i Ojczyznę. Tu, prócz żołnierzy AK (w tym młodzieży z Szarych Szeregów), wojny 1920 roku i 1939 roku, powstańców listopadowych, styczniowych, leżą zdrajcy polskiej sprawy: czerwoni notable i mordercy. Położyli się bezczelnie między tymi, którzy walczyli o wolność i niepodległość. Kaci obok ofiar. Zarezerwowali dla siebie także Aleję Zasłużonych, gdzie do dziś straszą mauzolea takich degeneratów, jak Władysław Gomułka, Karol Świerczewski czy Bolesław Bierut.

Nie był czerwonym katem?

I właśnie ten ostatni – towarzysz Tomasz – nie miał 1 sierpnia 2016 roku szczęścia. Na jego monumentalnym pomniku ktoś namalował czerwoną gwiazdę i napisał „kat”. A czyż nie był on czerwonym katem? Ten zbrodniarz, który podpisał wyrok śmierci na rtm. Witolda Pileckiego i tysiące polskich patriotów, nie wiedzieć czemu, jest wciąż uznawany przez niektórych za legalnego prezydenta Polski.

Doprawdy trudno pojąć, jak w 2016 roku można było otaczać szacunkiem i chronić agenta sowieckiego NKWD. A jednak znaleźli się tacy. I to nie żadni spadkobiercy komuny, przedstawiciele SLD czy KOD. To stróże prawa, funkcjonariusze policji państwowej.

Wynieść komunistów z Powązek

I tak 1 sierpnia w godzinach popołudniowych nasza kochana policja zatrzymała autorów prawdziwej przecież informacji, że Bierut był katem. Dziewczyna i chłopak zostali przewiezieni na komisariat i… aresztowani na 48 godzin. Potraktowani jak przestępcy, w sytuacji kiedy za prawdziwego, groźnego przestępcę państwo polskie powinno uznać Bieruta, tak jak jego bolszewickich kumpli i wyznawców. Tymczasem w świetle obowiązujących przepisów taki „atak” na stalinowskiego funka mógł być najwyżej uznany za wykroczenie i ukarany mandatem.

Szczęśliwie następnego dnia do sprawy włączył się prokurator generalny, który zażądał zwolnienia z izby zatrzymań dwójki „przestępców”. Zbigniew Ziobro oświadczył, że zatrzymanie odbyło się bez wiedzy i udziału prokuratury i było „niezasadne”.

Co należy zrobić, aby do takich „ekscesów”, takiego „szargania autorytetów” nie dochodziło? Wynieść wszystkich komunistycznych niegodziwców nie tylko z Alei Zasłużonych, ale z całych Powązek Wojskowych. Najlepiej na cmentarz Armii Radzieckiej. Swój do swego. Może być dostojnie, przy dźwiękach Międzynarodówki.

Najnowsze