Władza ściga człowieka, który dla ukazania absurdów KSeF kupił prezerwatywy i chciał wystawienia faktury na Kancelarię Premiera. Aktywista został już przesłuchany i zapowiedział, że w razie wydania aktu oskarżenia będzie walczył w sądzie o sprawiedliwość.
„Tomek Sidorczuk, który kupił prezerwatywy na fakturę dla Kancelarii Prezesa Rady Ministrów ma już przedstawione zarzuty. Państwo stanęło na wysokości zadania” – ironizował na X użytkownik coolfonpl, udostępniając wideo z informacją od Sidorczuka.
Jak mówi sam Sidorczuk, został przesłuchany w Śląskim Urzędzie Celno-Skarbowym w Katowicach.
– Zostały mi przedstawione zarzuty podżegania do wystawiania nierzetelnej faktury. Przesłuchanie, podczas którego złożyłem wyjaśnienia, przebiegło profesjonalnie i spokojnie. Za zarzut, który jest mi stawiany, grożą poważne konsekwencje – powiedział Tomasz Sidorczuk.
– Należy jednak pamiętać, że postawienie zarzutów nie musi oznaczać wydania aktu oskarżenia. I oczekuję na dalsze kroki organów ścigania w tej sprawie – zaznaczył.
– Dla mnie jest to kuriozum, że tak ważne instytucje zajmują się sprawą za 89 groszy. Gdyż tyle dokładnie wynosi podatek VAT od zakupionych przeze mnie prezerwatyw. A władza, zamiast zająć się problemem, który pokazałem, zajmuje się ściganiem mojej osoby – komentował.
– Mam nadzieję, że jest to jedynie proceduralny skutek zawiadomień, które wpłynęły do organów. Nie przyznaję się do stawianych mi zarzutów i w przypadku skierowania przeciwko mnie aktu oskarżenia będę walczyć o sprawiedliwość w sądzie – zapowiedział.
Absurdalną sprawę skomentował m.in. redaktor naczelny „Najwyższego Czasu!” Tomasz Sommer.
„Kupił prezerwatywy na Tuska. Urzędnicy chcą go dojechać” – podsumował.
Kupił prezerwatywy na Tuska. Urzędnicy chcą go dojechać. https://t.co/ll723GMwBi
— Tomasz Sommer (@1972tomek) February 26, 2026

