Strona głównaMagazynAkta Jeffreya Epsteina, czyli zemsty nieboszczyka ciąg dalszy

Akta Jeffreya Epsteina, czyli zemsty nieboszczyka ciąg dalszy

-

- Reklama -

W przypadku „predatora seksualnego” Jeffrey’a Epsteina najciekawsze byłoby wyjaśnienie – tak do końca – krążących informacji, że był zagranicznym agentem. Tutaj pojawiają się służby rosyjskie i – najczęściej – izraelskie. W zamian otrzymujemy zaś kolejne partie materiałów, które nie powstrzymują plotek i tzw. teorii spiskowych.

Mimo wszystko wciąż mamy te same nazwiska, choć oczywiście szczegółów nieco przybywa. Przełomu czy jakiejś sensacji jednak nie ma i być może dlatego tym razem temat nie rozgrzał amerykańskich mediów. Przynajmniej na razie.

- Reklama -

Dwie wieże Eiffla

Departament Sprawiedliwości (DOJ) z końcem stycznia ogłosił zakończenie przeglądu akt Epsteina i udostępnienie opinii publicznej 3 milionów dodatkowych dokumentów. Zastępca prokuratora generalnego Todd Blanche oznajmił, że ujawniona partia jest jednym z ostatnich kroków wymaganych na mocy ustawy uchwalonej przez Kongres i podpisanej przez prezydenta Donalda Trumpa, nakazującej publikację akt.

„Dzisiejsze udostępnienie dokumentów oznacza koniec bardzo kompleksowego procesu identyfikacji i przeglądu dokumentów, mającego na celu zapewnienie przejrzystości amerykańskiemu społeczeństwu i zgodności z ustawą. Departament podjął w tym celu bezprecedensowe i szeroko zakrojone działania, a po przedłożeniu ostatecznego raportu Kongresowi, zgodnie z wymogami ustawy oraz opublikowaniu pisemnych uzasadnień redakcji w Rejestrze Federalnym, obowiązki departamentu wynikające z ustawy zostaną wypełnione” – powiedział Blanche.

Słusznie dodał, że nie wierzy, aby odtajnienie dokumentów zaspokoiło zainteresowanie sprawą lub zakończyło spekulacje na temat ich treści i wyjaśnił, że Departament Sprawiedliwości nie odmówił postawienia w stan oskarżenia nikogo, kto mógł mieć kontakty seksualne z ofiarami lub handlował ludźmi. Prokurator dodał, że łącznie DOJ udostępnił 6 milionów stron, co odpowiada „dwóm wieżom Eiffla”.

Nie wszyscy są jednak zadowoleni, a administracja Trumpa – oskarżana z różnych stron o tuszowanie sprawy – jest pod presją nie tylko demokratów, ale sporej części republikanów i ruchu MAGA (Make America Great Again). Kongresmen Ro Khanna (demokrata z Kalifornii), jeden ze współautorów ustawy o udostępnieniu akt, zakwestionował obliczenia Blanche’a i przejrzystość procesu. „Departament Sprawiedliwości stwierdził, że zidentyfikował ponad 6 milionów potencjalnie istotnych stron, ale po przejrzeniu i redakcji udostępnia tylko około 3,5 miliona. To rodzi pytania, dlaczego reszta jest ukrywana” – oświadczył. Przyłączył się kongresman Thomas Massie (republikanin z Kentucky), który powiedział, że „zbyt wiele dokumentów jest nadal ukrywanych lub zredagowanych, ale i tym się zajmiemy”.

Trump jest czysty

Epstein został aresztowany po raz pierwszy w lipcu 2006 r. po postawieniu mu zarzutów przez ławę przysięgłych w związku z jednym przypadkiem nakłaniania do prostytucji. W czerwcu 2008 r. przyznał się do winy w dwóch sprawach na szczeblu stanowym na Florydzie: nakłaniania do prostytucji i nakłaniania nieletniej do prostytucji. W ramach kontrowersyjnej ugody został skazany na 18 miesięcy więzienia, z czego odsiedział 13 miesięcy, korzystając z szerokich możliwości przebywania poza więzieniem, po czym został zwolniony w lipcu 2009 r.

Został ponownie aresztowany 6 lipca 2019 r., czyli za pierwszej kadencji Trumpa, pod federalnymi zarzutami handlu ludźmi w celach seksualnych, związanymi z domniemanymi przestępstwami popełnionymi w latach 2002–2005. Epstein nie przyznał się do winy w sprawach federalnych, ale zmarł w wyniku – rzekomo – samobójstwa w swojej celi więziennej, 10 sierpnia 2019 r., oczekując na proces, w związku z czym w tej sprawie nie zapadł żaden wyrok skazujący. Jego samobójstwo wciąż rodzi podejrzenia i spekulacje, że zmarł inaczej, czyli że ktoś się do tego przyczynił. W tamtym roku prokurator generalna Pam Bondi, przedstawiając krytyczne nagrania z więzienia, przyznała oficjalnie, że było to samobójstwo. Ale na nagraniu wideo brakowało kilka sekund, co tylko wzmocniło spekulacje.

Trump mówi, że poza krótką znajomością nic go z Epsteinem nie łączyło. Nigdy też nie przebywał na wyspie milionera, gdzie przez lata dochodziło do wykorzystywania nieletnich dziewczyn. Już lata temu powiedział, że wyrzucił „predatora” ze swojego ośrodka Mar-a-Lago, ponieważ finansista wykorzystywał młode kobiety pracujące tam w spa i dawno zerwał kontakty. I to jest prawda. Nie postawiono mu też żadnych zarzutów w związku ze sprawą Epsteina.

Trump twierdzi ponadto, całkiem rozsądnie, że nie można ujawniać „jak leci” wszystkich zebranych i nadesłanych materiałów, ponieważ mogą one pochodzić od osób anonimowych, mogą mieć charakter donosów, a przede wszystkim należy chronić ofiary. Twierdzi również, że jeśli demokratom nie podoba się sposób podejścia DOJ i Białego Domu do dokumentów, to mogli to zrobić dużo wcześniej, gdyż mieli na to cztery lata za prezydentury Joe Bidena.

Teraz przekazał dziennikarzom, że najnowsza ujawniona transza dokumentów oczyszcza go z wszelkich zarzutów. „Kilka bardzo ważnych osób powiedziało mi, że to nie tylko mnie oczyszcza, ale jest przeciwieństwem tego, na co liczyli ludzie, wiecie kto, radykalna lewica” – oznajmił.

Prezydent jest wymieniany ponad 3000 razy w dokumentach. Wśród nich znajdują się zarzuty dotyczące Trumpa i Epsteina, które FBI otrzymało w formie donosów za pośrednictwem swojego Narodowego Centrum Operacji Zagrożeń. E-maile między pracownikami DOJ pokazują, że donosy zostały zebrane jako informacje od „oskarżycieli Trumpa” w sierpniu, czyli niedawno, co daje asumpt do przypuszczeń, że miały one charakter polityczny. Fragmenty pokazują, że FBI skontaktowało się z wieloma, ale nie wszystkimi, osobami, które początkowo zgłosiły informacje, a niektóre osoby nie podały swoich danych kontaktowych. Blanche wyjaśnił, że niektóre donosy były anonimowe i opierały się na informacjach z drugiej ręki, co „nie jest czymś, co można naprawdę zbadać”. DOJ oświadczył, że doniesienia dotyczące Trumpa nie mają żadnej podstawy.

„Ta publikacja może zawierać fałszywe lub nieprawdziwe obrazy, dokumenty lub filmy, ponieważ wszystko, co zostało przesłane do FBI przez opinię publiczną, zostało uwzględnione w publikacji zgodnie z ustawą. Niektóre dokumenty zawierają nieprawdziwe i sensacyjne twierdzenia przeciwko prezydentowi Trumpowi, które zostały przesłane do FBI tuż przed wyborami w 2020 roku. Aby było jasne, twierdzenia te są bezpodstawne i fałszywe” – powiedział rzecznik DOJ.

Głośne nazwiska

Do odtajnionych ostatnio informacji dołączono ponad 2000 filmów i 180 tys. zdjęć. Zaznaczmy, że ustawa o przejrzystości akt Epsteina wyraźnie nakazywała również „zredagowanie” wszelkich informacji lub zdjęć, które mogłyby ujawnić tożsamość ofiar. Departament Sprawiedliwości wyjaśnił, że wszystkie kobiety na zdjęciach zostały „zredagowane” jako potencjalne ofiary, z wyjątkiem Ghislaine Maxwell, współpracowniczki milionera, a żadni mężczyźni nie zostali „zredagowani”, chyba że w celu „zredagowania” wizerunku kobiety. Innymi słowy, zamazano wiele zdjęć i informacji, aby chronić ofiary, zgodnie zresztą z ich żądaniem.

Zbiór udostępniono online i każdy może zobaczyć e-maile, zdjęcia i nagrania wideo oraz wzmianki o licznych wpływowych osobach, takich jak wspomniany prezydent Trump, Elon Musk, Bill Gate, Woody Allen czy były książę Andrzej Mountbatten-Windsor. Mamy też polskie wątki, z których Wojciech Fibak to najgłośniejsze nazwisko.

Mimo to spora grupa ofiar Epsteina nadal twierdzi, że ich domniemani oprawcy „pozostają ukryci i chronieni”. Z kolei narrację, że prawdy ciągle nie znamy i że rząd zamazuje sprawę, przyjęły niektóre media i politycy.

W 2021 r. federalna ława przysięgłych w Nowym Jorku skazała Maxwell, brytyjską celebrytkę, za handel ludźmi w celach seksualnych, za pomoc w werbowaniu niektórych nieletnich ofiar Epsteina. Odbywa 20-letni wyrok więzienia, będzie zeznawać w Kongresie i liczy na ułaskawienie. Zeznawać będą też Bill i Hillary Clintonowie, którzy w obawie przed więzieniem – za obrazę Kongresu – zmienili zdanie. To na pewno zainteresuje media. Zaznaczyć trzeba, że żadna z ofiar Epsteina, które publicznie opowiedziały swoje historie, nie oskarżyła Clintona o jakieś przestępstwa.

Amerykańscy prokuratorzy nigdy nie postawili też zarzutów nikomu innemu. Jedna z ofiar – Virginia Roberts Giuffre pozwała Mountbatten-Windsora, twierdząc, że miała z nim kontakty seksualne, począwszy od 17 roku życia. Obecnie już były książę zaprzeczył, jakoby uprawiał seks z Giuffre, ale zawarł z nią ugodę za nieujawnioną kwotę. Giuffre zmarła w wyniku samobójstwa w zeszłym roku w wieku 41 lat.

Konserwatywny dziennikarz Byron York pisze: „Sondaże pokazują, że zainteresowanie opinii publicznej sprawą Epsteina gwałtownie spadło. Jest ku temu powód. Ludzie podejrzewają, że biorąc pod uwagę intensywną kontrolę, jakiej poddawany był Trump w ciągu 10 lat od pierwszej kandydatury na prezydenta, a także głęboko upolityczniony charakter tej kontroli oraz fakt, że Departament Sprawiedliwości znajdował się w tym czasie pod kontrolą zarówno republikanów, jak i demokratów, prawdopodobnie, gdyby istniało coś istotnego do odkrycia, już dawno by to wyszło na jaw. Nie oznacza to, że odkrycie czegoś ważnego jest niemożliwe. Ale wydaje się to coraz mniej prawdopodobne”.

Akta Epsteina jeszcze długo będą budzić – mniejsze lub większe – zainteresowanie i prawdopodobnie nigdy nie przestaną być przedmiotem „konspiracjonizmu”. Nowo ujawnione dokumenty jeszcze bardziej podkreślają, jak bardzo Epstein był zintegrowany z życiem towarzyskim niektórych najpotężniejszych ludzi na świecie nawet po tym, jak w 2008 r. został skazany za przestępstwa związane z wykorzystywaniem seksualnym.

Epstein i jego bezkarność stanowią obrzydliwy przykład osobistej korupcji elity rządzącej, jej odporności na prawo i konsekwencje oraz jej wzajemnego, szkodliwego układu. To także przykład pogardy dla „zwykłych” ludzi.

„Myślę, że teraz nadszedł czas, aby kraj zajął się czymś innym, na przykład opieką zdrowotną – mówi Trump. – Czymś, na czym ludziom zależy”.

Tylko czas pokaże, czy nawet tak kolosalne, bo idące w miliony ujawnienie informacji zadowoli opinię publiczną. Być może w przyszłości pojawią się jakieś prawdziwe rewelacje, które swą ohydnością potrząsną światem na dobre. Ale wydaje się to mało prawdopodobne. Swego czasu Russel Kirk, konserwatywny myśliciel, skomentował teorie spiskowe dotyczące Dwighta Eisenhowera, mówiąc, że „Ike” nie był komunistą, bo był golfistą. Może Jeffrey Epstein nie był agentem Mossadu, lecz prostu osobą o rozległych kontaktach. Ale kto to naprawdę wie?

Najnowsze