Strona głównaMagazynPrzełomowy rok 2026. Czego możemy się spodziewać?

Przełomowy rok 2026. Czego możemy się spodziewać?

-

- Reklama -

Komentatorzy polityczni i publicyści niemal zgodnie piszą, że bieżący rok ma być przełomowy. To ma wynikać z faktu, że wiele spraw dojrzało do zmian, a najważniejszą z nich jest rezygnacja USA z prymatu światowego. Skutkiem będzie nowe rozdanie kart, koncert mocarstw i nowe ustalenie stref wpływów. Zmiany następują szybciej, niż myśleliśmy. W nowy rok weszliśmy z kolejnymi protestami w Iranie. Poświęciliśmy temu osobny artykuł, więc tu tylko krótko napiszemy, że obecna sytuacja w tym kraju dojrzała do wielkiego wybuchu, ponieważ załamała się gospodarka. Ludziom wyłączane są woda i prąd.

Drugim wydarzeniem jest skuteczna akcja sił specjalnych USA zakończona porwaniem z Caracas, stolicy Wenezueli, uzurpatora Nicolasa Maduro, który trzykrotnie sfałszował wybory prezydenckie. Ta akcja będąca udaną wojskową operacją specjalną, różniąca się sukcesem od nieudanej wojskowej operacji specjalnej, jaką była próba porwania/zabicia prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego przez rosyjski specnaz czy inną formację, jest rezultatem nowej strategii amerykańskiej ogłoszonej w końcu ubiegłego roku.

- Reklama -

Co łączy oba te państwa? Iran i Wenezuela zaliczają się do krajów szczególnie bogatych w złoża ropy naftowej, a ich obywatele żyją w ubóstwie. Oba te kraje mają bardzo dobre relacje z Chinami i z Rosją.

USA

Nowa strategia bezpieczeństwa definiuje zachodnią półkulę, czyli cały kontynent amerykański jako wyłączną strefę interesów Stanów Zjednoczonych Ameryki. Prezydent Donald Trump oparł się na dawnej doktrynie, sformułowanej przez ówczesnego sekretarza stanu Johna Q. Adamsa, ogłoszonej przez prezydenta Jamesa Monroe w 1823 r. i znaną pod jego nazwiskiem. Monroe oświadczył, że USA nie mają interesów w Europie i zażądał, żeby mocarstwa europejskie nie dokonywały dalszej kolonizacji Ameryki ani nie próbowały dokonywać rekolonizacji wolnych już państw. Doktryna Monroe stała się podstawą amerykańskiego izolacjonizmu i panamerykanizmu.

Obecnie działania USA będą zmierzały w dwóch kierunkach. Pierwszy to konfrontacja z reżimami, które Waszyngton określa jako komunistyczne, prokomunistyczne lub skorumpowane, oskarżając je o destabilizację polityczną regionu, wspieranie terroryzmu, łamanie praw człowieka (Wenezuela Kuba, Nikaragua), czy o narkobiznes (Wenezuela, Kolumbia, Meksyk). Trump chce je złamać i doprowadzić do ograniczenia przerzutu narkotyków do USA. Nie jest wykluczone, że planowane są interwencje w innych krajach. Sekretarz stanu Marco Rubio, z pochodzenia Kubańczyk, mówił o ojczyźnie swoich przodków jako o ewentualnym kolejnym celu. Trump grozi też Kolumbii i Meksykowi.

Czego możemy się spodziewać? Nie wiemy jeszcze, jak rozwinie się sytuacja w Wenezueli, ale już możemy ocenić zarysy polityki Trumpa na amerykańskim kontynencie. Trump nie dokona pełnej inwazji na wymienione kraje. Będzie chciał je podporządkować jak najmniejszym kosztem. W Caracas dogadał się z wiceprezydent Decly Rodriguez, a nie z Edmundem Gonzalezem, który faktycznie wygrał sfałszowane wybory prezydenckie w 2024 r., ani też z Marią Machado, laureatką Pokojowej Nagrody Nobla.

Zdemoralizowanym establishmentem łatwiej jest dyrygować, narzucić mu swoje warunki i zmusić do zapłaty za znacjonalizowane mienie amerykańskich koncernów naftowych i w ogóle zmusić do ponownego zainstalowania tych koncernów w Wenezueli. Trump dąży do przejęcia kontroli nad wenezuelską ropą, którą kupują Chińczycy i jest to drugi kierunek działania, wyparcie z Ameryki wpływów Chin i Rosji. Skierowanie wenezuelskiej ropy na światowe rynki zamiast do Chin spowoduje dalsze spadanie jej ceny. To jest jeden z celów Trumpa. W ten sposób amerykańscy wyborcy będą kupowali taniejącą benzynę, a to jest zawsze ważne dla przeciętnego Amerykanina w ocenie prezydenta, zdaniem niektórych najważniejsze. Poza tym uderzy to w budżet Rosji.

Warto zaznaczyć jeszcze jedną rzecz. W dzień przed nocą porwania Maduro, on przyjął państwową delegację chińską z Qiu Xiaoqi. To wysoki rangą ekspert ds. Ameryki Południowej i Środkowej. b. ambasador Chin w Brazylii, w Boliwii i w Meksyku. Amerykańska akcja to „gest” w stosunku do Pekinu pod tytułem: nie macie tu nic do szukania.

Odnośnie do innych amerykańskich krajów to Waszyngton zastosuje podobne środki, polegające na rozłamie w rządzącej elicie. Szczególnie będzie to dotyczyło Kuby i Nikaragui. Niewykluczone, że w przypadku tego pierwszego kraju Amerykanie zdecydują się na pełną blokadę morską, żeby dobić kubańską gospodarkę. Jeśli Kuba by padła, to bardzo wielu Amerykanów wybaczyłoby Trumpowi wszystko.

Z pewnością Amerykanie nie zapomną o Panamie. Porty tamtejszego kanału są kontrolowane przez chińską firmę CK Hutchison z Hongkongu. Jak na razie próba odkupienia ich przez Amerykanów nie powiodła się. Sprawę zablokował rząd chiński. Inne rozwiązanie przybierze spór z Kolumbią. Tutaj można się spodziewać nalotów na kolumbijskie fabryki produkcji narkotyków.

Po Wenezueli na topie zainteresowania znalazła się Grenlandia. Ta sprawa będzie tematem osobnego artykułu.

Przedstawiona wizja działań Stanów Zjednoczonych jednoznacznie wskazuje na siłę jako środek rozstrzygania sporów i problemów. Ameryka odstępuje od działań prodemokratycznych na rzecz bezwzględnego priorytetu własnych interesów. Działania te mają też inny cel. Mają dyscyplinować Amerykanów różnych narodowości od Ziemi Ognistej aż po Kanadę. America First.

Jeszcze jedno. W listopadzie odbędą się tzw. połówkowe wybory do Kongresu USA. Odnowiona będzie 1/3 składu Senatu i wybrana cała nowa Izba Reprezentantów. Zazwyczaj partia rządzącego prezydenta traci głosy. Dodatkowo Trump po roku władzy ma dość niskie poparcie. Sam twierdzi, że grozi to zwycięstwem Demokratów w tych wyborach, w skali umożliwiającej rozpoczęcie procesu impeachmentu, czyli pozbawienia Trumpa władzy. Dlatego on zrobi wszystko, żeby odnieść sukces.

Chiny

Głównym politycznym problemem Chin będzie ułożenie sobie relacji z USA. W roku ubiegłym Pekin zanotował sukcesy w tej rywalizacji. Na wiosnę Trump zaatakował Chiny bardzo wysokimi cłami, ale Pekin odpowiedział tym samym i prezydent USA musiał się wycofać. Druga odsłona wojny handlowej pomiędzy USA a Chinami nastąpiła na jesieni. Amerykanie użyli broni celnej, a Chińczycy ograniczyli eksport metali ziem rzadkich, gdzie zajmują dominującą pozycję w świecie. Obie strony wkrótce wycofały się na poprzednie pozycje, a Amerykanie przekonali się, że wojny handlowej z Chinami nie są już w stanie wygrać. Co wydarzy się w relacjach pomiędzy tymi państwami w tym roku? Mówi się, że podczas wizyty prezydenta Trumpa w Chinach w kwietniu Amerykanie mogą zaproponować Chińczykom stworzenie tandemu G2, który rządziłby światem. Taka propozycja została podobno przedstawiona Chińczykom za czasów prezydentury Baracka Obamy, ale miała ona charakter nierównorzędnego partnerstwa, czyli z USA jako seniorem i z Chinami jako junior partnerem. Miała być przez Pekin odrzucona. Obecnie oczywiście o takim statusie nie ma mowy.

Podstawowe pytanie, jakie się nasuwa to: co stałoby się z Tajwanem? Czy zostałby poświęcony przez Amerykanów? Nie można tego wykluczyć. Warto zauważyć, że w ubiegłym roku Trump zaproponował, żeby połowa produkcji półprzewodników tajwańskich została przeniesiona do USA. Tajpej zdecydowanie odrzuciło tę sugestię. Propozycję można uznać za próbę przeniesienia produkcji do bezpieczniejszego kraju, ale też za próbę pozbawiania tarczy Tajwanu, dzięki której nikt nie chce zaatakować wyspy, która dostarcza połowę półprzewodników dla całego świata. Wydaje się, że również w alternatywnym scenariuszu dominuje opcja nieniszczenia tej wyspy. Zakończone w samym końcu ub. roku manewry chińskiej floty i lotnictwa wokół Tajwanu wskazują, że Pekin będzie zamierzał opanować wyspę nie przez militarny szturm, ale przez blokadę morską i zmuszenie Tajpej do kapitulacji.

Chiny nie zmienią także swojego stanowiska odnośnie do wojny na Ukrainie. Dla Chin Rosja to najważniejszy sojusznik. Chiny kierują się następującą strategią: nie możemy dopuścić do porażki Rosji, ponieważ wtedy USA skoncentrowałyby swoje wysiłki na nas. Minister spraw zagranicznych Chin Wang Yi odrzucił jednocześnie zarzut o udzielaniu pomocy wojskowej i finansowej Rosji. On miał powiedzieć, że „gdybyśmy naprawdę pomagali Moskwie, ta wojna już by się skończyła”. To jest prawda. Chiny pomagają Rosji tak, żeby nie padła, ale w ich interesie nie jest, żeby zdominowała i przejęła kontrolę nad Ukrainą. Ich stanowisko jest lustrzanym odbiciem stanowiska USA, które też nie chcą klęski Rosji, ale z innego powodu: żeby nie stała się wasalem Chin.

Europa

Nasz kontynent znalazł się w trudnej sytuacji. USA Trumpa systematycznie poluzowują relacje z nami, uważając, że przez lata za darmo chronili Europę. Z drugiej strony Chińczycy w ubiegłym roku pokazali, że nie liczą się z Europą ogóle, a z Unią Europejską w szczególności. Kontynent nadaje się do remontu. Nawet lewicowa Gazeta.pl opublikowała na początku roku artykuł pt. „Europa w 2026 roku. Koniec iluzji: albo reformy, albo upadek”.

Czy coś się zmieni? Na pewno nie zostanie przeprowadzony generalny remont. Nomenklatura brukselska jest tak zafiksowana ideologicznie, tak przekonana o swojej zupełnej racji odnośnie do prowadzonej polityki, że jest zupełnie niezdolna do realistycznego działania. UE oficjalnie nie zrezygnowała z Zielonego Ładu czy z innych absurdalnych pomysłów krępujących gospodarkę europejską. Nadal uprawia politykę pouczania innych. Nastąpi jednak nieuchronne zderzenie polityki brukselskiej z polityką państw narodowych. Ten proces widać na przykładzie Niemiec, gdzie kanclerz Friedrich Merz, który przez część życia zawodowego pracował w biznesie, widzi negatywne oddziaływanie unijnych dyrektyw na gospodarkę. Będzie to prowadziło do poluzowania więzi politycznych w Unii. Ona się nie rozpadnie, ale nastąpi poluzowanie relacji wewnętrznych i coraz bardziej zróżnicowany rozwój państw zwany różnymi prędkościami. Europa nie jest w stanie skonsolidować się i przeciwstawić się politycznie Stanom Zjednoczonym oraz gospodarczo USA i Chinom.

Wojna na Ukrainie

Nie będzie realnego zakończenia wojny na Ukrainie. Być może nastąpi jakaś przerwa i to wszystko. Między Rosją a Ukrainą są zbyt wielkie różnice odnośnie do spraw terytorialnych. Prawdopodobnie wojna będzie trwała dotąd, aż któremuś z walczących zabraknie sił. Ukraina otrzymała ostatnio od Europy środki finansowe, które umożliwią im prowadzenie wojny przez następne dwa lata.

Może to brzmi cynicznie, ale przedłużająca się wojna jest w interesie Polski, ponieważ osłabia ona potencjał Rosji: militarny, finansowy i gospodarczy. W interesie Polski jest także podtrzymywanie Ukrainy i udział w finansowaniu jej egzystencji. Dziś armia ukraińska jest najważniejszym oraz najpewniejszym gwarantem naszego bezpieczeństwa. Osobiście uważam, że gdyby Ukraina padła, to koszty poniesione przez nas na nasze bezpieczeństwo byłyby dramatycznie wyższe, niż dziś dajemy na Kijów. Mam przy tym na myśli nie tylko koszty finansowe.

AI

Z wyścigu w rozwoju sztucznej inteligencji pomiędzy USA a Chinami, Europa wyeliminowała się sama, na własne życzenie. AI będzie najważniejszym zjawiskiem w 2026 r. To wyścig o wiele mniej zauważany niż wydarzenia polityczne czy gospodarce, ale ta rywalizacja technologiczna będzie decydowała o przyszłości świata. Kto go wygra, będzie dominował na naszym globie. Obecnie nie wiadomo, kto wygra, ponieważ nie wiemy, jakie sukcesy generują się w laboratoriach obu krajów. Mówienie, która ze stron obecnie prowadzi w tym wyścigu, jest wróżeniem z fusów.

Szary nosorożec

To określenie, które oznacza widoczne niebezpieczeństwo lekceważone lub ignorowane. Do tego określenia można przypisać wiele istniejących już zdarzeń. Na czele ich niewątpliwie jest wiele procesów przez lata ignorowanych przez UE z widoczną ekspansją gospodarczą Chin. Do tego można dodać lekceważony przez Zachód stosunek do globalnego południa, w wyniku czego nasza zachodnia cywilizacja przegrywa tam walkę o wpływy z państwami grupy BRICS, choć umowa UE z Mercosurem i wzrost zainteresowania USA Ameryką Płd. wydaje się to zmieniać.

Szarym nosorożcem będzie też bardzo szybki wzrost znaczenia Indii, których Zachód nie jest w stanie przeciągnąć na swoją stronę.

Szarym nosorożcem wydaniu polskim jest nieprzygotowanie się na przyjęcie nowych emigrantów z Ukrainy, tych, którzy prędzej czy później do nas napłyną, gdy wojna się wreszcie skończy. Część tych ludzi to będą byli frontowcy, których wojna wykoleiła z normalnego życia. Powstanie kwestia naszego wewnętrznego bezpieczeństwa.

Czarny łabędź

To zjawisko, które nie da się przewidzieć albo też jest mało przewidywalne. Można założyć, że jedno lub dwa takie wydarzenia będą miały miejsce w obecnym roku w skali globalnej.

Najnowsze