Prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz wyskoczyła do Biedronki po wódkę, przepitkę i gumy do żucia. Nagranie z tej ekspresowej wizyty trafiło do sieci, co bardzo nie spodobało się polityk Koalicji Obywatelskiej. Poszła z tym do sądu, który po „zaledwie” sześciu latach wydał wyrok.
Sprawa sięga grudnia 2019 roku. Dulkiewicz weszła do jednej z gdańskich Biedronek, gdzie kupiła m.in. wódkę, napoje gazowane i gumy do żucia. Towarzyszył jej asystent oraz ochrona. Nagranie z tego zdarzenia błyskawicznie wyciekło do sieci, a zawartość koszyka prezydent Gdańska stało się przedmiotem ogólnopolskiego zainteresowania.
Dulkiewicz jako formę obrony wybrała batalię sądową. Uznała to za naruszenie dóbr osobistych i pozwała zarówno właściciela Biedronki (Jeronimo Martins), jak i agencję ochrony obsługującą sklep. Domagała się przeprosin, wpłat na cele charytatywne oraz zadośćuczynienia dla siebie i asystenta.
Po sześciu latach Sąd Okręgowy w Gdańsku ogłosił wyrok. Powództwo przeciwko Biedronce zostało w całości oddalone. Sąd uznał, że sieć posiada szczelne procedury, a za wyciek nie może odpowiadać, ponieważ pracownica sklepu, która poprosiła o skopiowanie nagrania, działała prywatnie, poza swoimi obowiązkami.
Winą obarczono firmę ochroniarską. To jej pracownik, wykorzystując służbowy dostęp do monitoringu, zgrał film i przekazał go dalej, łamiąc przepisy o ochronie danych.
Sąd nakazał agencji ochrony opublikowanie przeprosin w „Gazecie Wyborczej” i „Rzeczpospolitej”. Firma musi też wpłacić 10 tys. zł na cel charytatywny oraz po 5 tys. zł zadośćuczynienia dla Aleksandry Dulkiewicz i jej asystenta, Michała Wlazło, który zdaniem sądu także „ucierpiał wizerunkowo w wyniku afery”. Dulkiewicz chciała 50 tys. zł na cele charytatywne i po 10 tys. zł dla siebie oraz asystenta.

