Strona głównaOpinieDywersja przy obwodzie królewieckim? Sommer: Konstrukcja zagrożenia, którego obiektywnie nie ma

Dywersja przy obwodzie królewieckim? Sommer: Konstrukcja zagrożenia, którego obiektywnie nie ma

-

- Reklama -

Redaktor naczelny „Najwyższego Czasu!” Tomasz Sommer skrytykował wpis, w którym ppłk rez. Maciej Korowaj analizował doniesienia o możliwym sabotażu w północno-wschodniej Polsce. „Sposób formułowania myśli przywodzi na myśl jakiś kult, tajemniczą religię, poziomy wtajemniczenia. A wszystko to razem jest małym fragmentem konstrukcji zagrożenia, którego obiektywnie nie ma, ale subiektywnie można na nim zarobić i można dzięki niemu zyskać władzę” – ocenił Sommer.

„Cezar zapisał to zdanie przy okazji podstępu. Jego legat Tyturiusz Sabinus wysłał do obozu Gallów człowieka udającego zbiega, który opowiedział, że Rzymianie nocą się wycofają. Gallowie uwierzyli, bo chcieli uwierzyć, ruszyli do szturmu i zostali rozbici. Nie przegrali przez brak informacji. Przegrali przez informację, która pasowała do ich oczekiwań. W analizach doszedłem do wniosku, że tydzień, który właśnie się zaczyna, dobrze koresponduje z tym cytatem Gajusza Juliusza Cezara i z tym, co się dzieje we Mgle Wojny” – przekonywał na X Maciej Korowaj.

- Reklama -

Maciej Korowaj: co widać po rosyjskiej stronie granicy

Korowaj przytoczył informację Komendanta Głównego Policji, że „Służba Wywiadu Wojskowego (SWW) ostrzegła, że na granicy z obwodem kaliningradzkim może dojść do działań dywersyjnych, w tym naruszenia granicy przez uzbrojone grupy”.

- Reklama -

„W Komendzie Głównej Policji (@PolskaPolicja) powstał sztab operacji specjalnej, pełną gotowość zarządzono na 2–8 listopada, a według Wirtualnej Polski (@wirtualnapolska) w rejon granicy skierowano żołnierzy GROM, którzy razem z policyjnymi kontrterrorystami mają się spodziewać grup dywersyjno-rozpoznawczych w części powiatów warmińsko-mazurskiego i podlaskiego” – czytamy we wpisie Korowaja.

- Reklama -

Przyznał, że „treści ostrzeżenia SWW nie znam”, ale też „nie mam podstaw, by je kwestionować”.

„Postanowiłem natomiast sprawdzić, co w tym samym czasie widać po drugiej stronie granicy w źródłach rosyjskich, przede wszystkim kaliningradzkich” – napisał.

Wskazał, że w obwodzie królewieckim Flota Bałtycka niedawno ćwiczyła odpieranie ataków grup dywersyjnych na obiekty wojskowe. Z kolei 1 listopada „płetwonurkowie bojowi przeszukiwali port wojenny w Bałtyjsku pod kątem ładunków wybuchowych i skrytek podwodnych”.

Mniej więcej w tym samym czasie administracja okręgu niestierowskiego, „czyli rejonu przy przesmyku suwalskim, opublikowała instrukcję zachowania ludności podczas ataku dronów”.

„Na stronie rządu obwodu wisi projekt dekretu gubernatora zakazującego publikowania informacji o użyciu dronów i rakiet, pracy obrony powietrznej i walki radioelektronicznej, dyslokacji wojsk, obiektach łączności, energetyki, mostach i strefach portowych” – czytamy dalej.

Ponadto 29 października FSB miała zatrzymać mężczyznę za „propagandę terroryzmu”.

„Sądy wydały 20 i 22 października wyroki 16 i 12 lat za zdradę stanu, w drugim przypadku za 9 przelewów na łączną kwotę 1371 rubli. 27 października pogranicznicy FSB ogłosili zatrzymanie obywatela Łotwy, który 23 września wszedł do obwodu po moście kolejowym przez Niemen, i obywatela Polski, który 25 października przeszedł granicę brzegiem Mierzei Kurońskiej. Pierwszego trzymano w FSB pięć tygodni, zanim o nim powiedziano” – napisał Maciej Korowaj.

Jak jednak podkreślił autor wpisu, nie widać było informacji o „przemieszczeniach wojsk, zamknięciu stref przygranicznych ani nowych ograniczeniach dla ludności, które wskazywałyby na przygotowanie działań transgranicznych”. Brakowało też reakcji Kremla na polską operację, jeśli nie liczyć „cytowania starszych wypowiedzi”.

Cały wpis to zbiór luźnych informacji o tym, co pojawia się w rosyjskiej i polskiej infosferze. Nie ma w nim żadnych tajnych danych.

Sommer: przemysł rozrywkowy żywiący się wojną

Wpis skomentował redaktor naczelny „Najwyższego Czasu!” Tomasz Sommer, zwracając uwagę na „wojenną” odmianę przemysłu rozrywkowego. Podkreślił też, że tego typu twórczość może szkodzić społeczeństwu, bo uzasadnia „tajne” wydatki z budżetu, nad którymi nie ma realnej kontroli.

„Długi tekst, z którego kompletnie nic nie wynika. To oczywiście fragment przemysłu rozrywkowego żywiącego się wojną i zagrożeniami z nią związanymi i jeśli robiony jest prywatnie to w zasadzie nie jest szkodliwy” – ocenił Tomasz Sommer.

Podkreślił jednak, że taka twórczość „usprawiedliwia istnienie rozmaitych państwowych struktur finansowanych z kieszeni podatnika, uzasadnia kult tajności, szpiegomanię”, czyli „wydatki podatkowe na niejasne cele”.

„Sposób formułowania myśli przywodzi na myśl jakiś kult, tajemniczą religię, poziomy wtajemniczenia. A wszystko to razem jest małym fragmentem konstrukcji zagrożenia, którego obiektywnie nie ma, ale subiektywnie można na nim zarobić i można dzięki niemu zyskać władzę” – podsumował Tomasz Sommer.

Korowaj odpowiada: mój tekst nie dowodzi istnienia zagrożenia

Korowaj odniósł się do komentarza Sommera. Zwrócił uwagę, że jego tekst „nie dowodzi istnienia zagrożenia”.

„Przeciwnie, wskazuję, że na podstawie dostępnych informacji nie potrafię rozstrzygnąć, czy jest ono realne, a jedną z rozważanych możliwości jest celowe wywołanie alarmu, po którym nic się nie wydarzy. To nie budowanie atmosfery zagrożenia, lecz pytanie, czy ktoś próbuje ją wytworzyć i wykorzystać” – napisał Maciej Korowaj.

Zakwestionował też stwierdzenie, że zagrożenia „obiektywnie nie ma”.

„Na jakiej podstawie Pan to rozstrzygnął? Brak publicznych dowodów nie pozwala uznać zagrożenia za potwierdzone, ale nie pozwala też stwierdzić, że ono nie istnieje. Ja zaznaczam granicę swojej wiedzy. Pan zastępuje ją pewnością” – napisał Korowaj.

„Zgadzam się, że tajność nie może być uniwersalnym uzasadnieniem wydatków ani sposobem ochrony instytucji przed rozliczeniem. Z tego wynika jednak potrzeba kontroli służb, ich skuteczności i budżetów, a nie dowód, że każde niejawne ostrzeżenie jest fikcją. Pytanie, czy państwo właściwie reaguje na zagrożenie, i pytanie, czy racjonalnie wydaje pieniądze, są równie zasadne, ale nie są tym samym pytaniem” – przekonywał dalej.

Podkreślił, że z jego tekstu wynika wniosek, iż nie należy uznawać „samej mobilizacji służb za dowód istnienia zagrożenia ani późniejszego braku incydentu za dowód, że alarm był politycznym przedstawieniem”.

Przeczytaj także: Tusk alarmuje, że Ruscy z latarkami chodzą nocą przy granicy. Straż Graniczna studzi emocje. Zasłona dymna dla awantury o TK?

Źródło:X / nczas.info

Najnowsze