Strona głównaMagazynJak były AK-owiec skazywał „kułackiego syna”

Jak były AK-owiec skazywał „kułackiego syna”

-

- Reklama -

11 października 1953 r. o godz. 13:30 w więzieniu w Białymstoku komuniści zamordowali kpt. Kazimierza Kamieńskiego „Huzara”, jednego z najdłużej walczących żołnierzy niepodległości, ostatniego komendanta 6. Brygady Wileńskiej AK/WiN – odtworzonej na Podlasiu. Na sześciokrotną karę śmierci skazał go Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie na sesji wyjazdowej w Łapach w trybie doraźnym 26 marca 1953 roku. Przewodniczył Mieczysław Widaj. Na rozmowy do „Huzara” jeździł w imieniu rtm. Witolda Pileckiego – Tadeusz Płużański, mój Ojciec.

Syn kułacki, płód sanacyjnego, faszystowskiego wójta, wyrafinowany zdrajca i zbrodniarz – tak kpt. Kamieńskiego przed komunistycznym sądem wyzywał morderca sądowy Widaj. Jako wykształcony w II Rzeczpospolitej prawnik, a w czasie okupacji oficer Armii Krajowej Okręgu Lwowskiego musiał zdawać sobie sprawę, że takimi samymi epitetami można by określić jego samego.

- Reklama -

Protest senatora

Kiedy zmarł w styczniu 2008 roku w Warszawie, rodzina chciała pochować go na cmentarzu parafialnym kościoła św. Katarzyny na warszawskim Służewie. I nie byłoby w tym nic dziwnego – w końcu pogrzeb należy się każdemu śmiertelnikowi – gdyby nie jeden „drobiazg”. Na tej samej nekropolii leżą ofiary denata. Zmarły – Mieczysław Widaj skazał na śmierć ponad 100 żołnierzy i działaczy powojennego podziemia niepodległościowego.

- Reklama -

Pogrzeb został wstrzymany dzięki protestowi, jaki na ręce metropolity warszawskiego Kazimierza Nycza złożył wicemarszałek Senatu Zbigniew Romaszewski. Kuria interweniowała następnie u proboszcza św. Katarzyny, księdza Józefa Maja.

- Reklama -

– Zbrodniarz, którzy ma tyle krwi na rękach, nie może być chowany na cmentarzu katolickim. Od tego są cmentarze komunalne – argumentował senator. Nie miała być to zresztą zwyczajna, kameralna uroczystość. Oprawcy szykowano pogrzeb ze specjalną oprawą – zadbali o to jego towarzysze, skupieni w organizacji komunistycznych weteranów. To była druga sprawa, którą oprotestował Zbigniew Romaszewski, a razem z nim rodziny ofiar Widaja.

Ostatecznie pogrzeb oprawcy odbył się w parafii św. Zofii Barat w Grabowie na Ursynowie. Ponieważ ludzie przychodzili na grób Widaja, aby wyrazić pamięć o jego zbrodniach, prawdopodobnie w 2009 roku szczątki zostały ekshumowane i przeniesione na cmentarz w okolicach Grodziska Mazowieckiego.

„Odpowiednia ocena dowodów”

Przez lata, do końca życia stalinowski sędzia mieszkał w centrum Warszawy, przy ul. Koziej. Zaraz obok budynku prokuratury (byłej siedziby Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu) i dzisiejszej centrali Instytutu Pamięci Narodowej na Placu Krasińskich. Tak wygląda do dziś rozliczanie komunistycznych zbrodniarzy.

Czym przez lata zajmował się Mieczysław Widaj? Mordowaniem, w świetle komunistycznego bezprawia, żołnierzy niepodległościowego podziemia. I tak w listopadzie 1950 roku, skazał na śmierć członków „bandy” słynnego majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, dowódcy 5 Brygady Wileńskiej Armii Krajowej, który wcześniej przez 2,5 roku był maltretowany w śledztwie w więzieniu przy ul. Rakowieckiej 37 w Warszawie. Widaj wielokrotnie „sądził” w tzw. procesach kiblowych w więzieniu (od kibla w rogu celi, na której oskarżony, z braku innego miejsca, musiał siedzieć podczas „rozprawy”). Czasami okazywał łaskawość – podpułkownika Jana Mazurkiewicza „Radosława” skazał 16 listopada 1953 roku „tylko” na karę dożywotniego więzienia. W 1956 roku w ramach próby rozliczania stalinowskich „błędów i wypaczeń”, Widaj mówił: „taka w tym czasie obowiązywała ocena dowodów, jaka była zastosowana przeze mnie czy przez innych sędziów. Do skazania, jak wiemy, nie wystarczy przekonanie sędziowskie, potrzebna jest odpowiednia ocena dowodów. To nie były sprawy bez dowodów – to były sprawy z dowodami, które należało tylko właściwie ocenić”. Dla Widaja taką sprawą, którą należało „właściwie ocenić” był proces kpt. Kazimierza Kamieńskiego.

„Huzar” siedem lat młodszy

Urodzony w 1912 roku w Mościskach (woj. lwowskie), w 1934 roku Mieczysław Widaj ukończył wydział prawa na Uniwersytecie im. Jana Kazimierza we Lwowie, a rok później Szkołę Podchorążych Rezerwy Artylerii we Włodzimierzu Wołyńskim. W kampanii wrześniowej dowódca plutonu w 60 Dywizjonie Artylerii Ciężkiej. Jak większość Polaków, wychowanych w II RP wstąpił do Armii Krajowej, gdzie przyjął pseudo „Pawłowski” i został oficerem łączności Obwodu Mościska, należącym do lwowskiego okręgu AK. Pod koniec wojny awansowany na stopień kapitana.

Kazimierz Kamieński był od Widaja siedem lat młodszy. Urodził się 8 stycznia 1919 roku w Markowie-Wólce, wsi położonej w gminie Nowe Piekuty (powiat wysokomazowiecki). Późniejszy kapitan „Huzar” ukończył szkołę powszechną w Hodyszewie, a następnie Gimnazjum Handlowe w Wysokiem Mazowieckiem. Służbę wojskową odbył w Szkole Podchorążych Rezerwy Kawalerii w Grudziądzu. Brał udział w wojnie obronnej 1939 roku w szeregach 9. Pułku Strzelców Konnych. Po bitwie pod Kockiem dostał się do niewoli niemieckiej, skąd udało się mu wydostać.

Po przegranej kampanii 1939 roku Kamieński wrócił w rodzinne strony, które znajdowały się wówczas pod okupacją sowiecką. Na Podlasiu zasilił Batalion Śmierci Strzelców Kresowych. Uczestniczył w likwidacji wielu funkcjonariuszy i konfidentów NKWD. Na początku 1942 roku wstąpił do Armii Krajowej, zostając dowódcą plutonu, a od 1944 roku adiutantem Witolda Leszke, ps. „Witold”, komendanta Obwodu AK Wysokie Mazowieckie.

Po wejściu na polskie ziemie Armii Czerwonej Kamieński ukrywał się. W grudniu 1944 roku uciekł funkcjonariuszom MO, którzy chcieli go aresztować. W styczniu 1945 roku odnowił kontakt z Witoldem Leszke i stanął na czele oddziału samoobrony Obwodu Armii Krajowej Obywatelskiej Wysokie Mazowieckie. Następnie związał się ze Zrzeszeniem Wolność i Niezawisłość.

„Zupa była ciepława”

Z komunistyczną władzą Widaj nawiązał flirt 15 marca 1945 roku, kiedy został zmobilizowany do „L” WP. Po latach zarzekał się, że nie chciał iść do sądownictwa wojskowego (wolał artylerię), ale… musiał. Już po miesiącu orzekał w sprawie ppłk Edwarda Pisuli, ps. „Tama” – szefa Kedywu Okręgu AK Tarnopol, który wskutek śledztwa zmarł w więzieniu UB przy ul. 11 Listopada na Pradze w Warszawie. W 1948 roku Widaj – jak twierdził – prosił o zwolnienie z wojska, ale jego wniosek odrzucono. Zamiast tego, w tym samym roku – został… zastępcą szefa WSR w Warszawie, a w 1952 roku szefem tegoż sądu. Na słuszność wydawanych przez siebie wyroków lubił przywoływać fakt, że były one zatwierdzane przez sąd II instancji, czyli Najwyższy Sąd Wojskowy. W 1956 roku mówił: „dla mnie zawsze druga instancja była gwarancją, że jeżeli ja się pomylę, to zostanie to naprawione, że ja nie jestem sędzią ostatecznym”.

W 1954 roku Widaj sam trafił do Najwyższego Sądu Wojskowego, awansując na zastępcę szefa. Od 1948 roku należał do partii. W 1955 roku został pułkownikiem. Nad Stanisławem Skalskim, asem polskiego lotnictwa (w czasie II wojny światowej strącił 22 niemieckie samoloty) znęcało się wielu oprawców-śledczych UB: Humer, Kobylec, Midro, Serkowski, Szymański. Zmarły w III RP Skalski wspominał swój proces kiblowy 7 kwietnia 1950 roku w katowni przy ul. Rakowieckiej w Warszawie: „Pamiętam, był akurat Wielki Piątek. Jak mnie wywoływali z celi, akurat oddziałowy wydawał obiad. Zdążyłem go wziąć, ale nie zdążyłem zjeść. »Prędzej, prędzej«, ponaglał strażnik. Nawet nie wiedziałem, że idę na swój proces. Wróciłem, to jeszcze zupa była ciepława. Dokończyłem jeść. Ile więc mógł trwać cały proces – pół godziny maksimum. Sądził mnie mjr Widaj. Do niczego w śledztwie, jak i na rozprawie się nie przyznałem. Jedyny świadek, jakiego wezwano – Władysław Śliwiński – też zaprzeczył, abym przekazywał mu jakieś wiadomości lub orientował się w jego szpiegowskiej działalności…”.

Mimo to Widaj zawyrokował: „Sąd Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej uznaje Stanisława Skalskiego, byłego majora WP, za winnego działalności szpiegowskiej na rzecz Anglii i St. Zjednoczonych i za to skazuje go na – karę śmierci…”. Skalski – w przeciwieństwie do wielu innych więźniów stalinowskich – miał szczęście: został „ułaskawiony” przez Bieruta, ale nikt nie raczył go o tym poinformować. Sześć lat czekał na wykonanie wyroku. Na wolność wyszedł w kwietniu 1956 roku i został całkowicie zrehabilitowany.

12 lat dla biskupa

Ordynariusz kielecki Czesław Kaczmarek był poddawany konwejerowi (przesłuchania przeprowadzane dzień i noc przez zmieniających się śledczych). W przypadku księdza trwały one non stop przez 30-40 godzin. Biskup kielecki był notorycznie pozbawiany snu i jedzenia. Odmówiono mu prawa do widzeń, listów i paczek. Ubecy podawali mu środki odurzające. „Przekonywali go”, że jest zdrajcą i jako takiego wszyscy się go wyrzekli. Śledztwo, z przerwami, trwało przez dwa lata i osiem miesięcy. W rezultacie bp. Kaczmarek został doprowadzony do stanu przedagonalnego.

Proces bp. Kaczmarka i jego „współpracowników” odbywał się w dniach 14-21 września 1953 roku przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie (nawet w PRL-u sądzenie duchownego przed wojskowym trybunałem było ewenementem). Sądził Widaj. Akt oskarżenia – jak czytamy w stenogramie – dotyczył: „działalności w antypaństwowym ośrodku” w interesie „imperializmu amerykańskiego i Watykanu” w celu „obalenia władzy robotniczo-chłopskiej” drogą „działalności dywersyjnej i szpiegowskiej”.

Biskupa Kaczmarka Widaj skazał na 12 lat więzienia. Nawet po wyroku władze PRL-u nie dały spokoju księdzu – w celi śmierci spędził kolejne 8 lat. Wyszedł z więzienia w maju 1956 roku. Ubeckie metody sprawiły, że zmarł w sierpniu 1963 roku.

Następca „Młota”

W przeciwieństwie do swoich podkomendnych „Huzar” nie ujawnił się podczas komunistycznej amnestii w 1947 roku. Zorganizował uzbrojony w broń automatyczną i w pełni umundurowany oddział partyzancki.

Od lata 1948 roku kpt. Kazimierz Kamieński pełnił funkcję zastępcy dowódcy, odtworzonej na Podlasiu, 6 Brygady Wileńskiej Armii Krajowej, formalnie podlegającej już Zrzeszeniu Wolność i Niezawisłość. Dowodził kpt. Władysław Łukasiuk „Młot”. „Nie obchodzą nas partie lub te czy owe programy. My chcemy Polski suwerennej, Polski chrześcijańskiej, Polski – polskiej” – czytamy w ulotce 6 Brygady „Młota”. Na jesieni 1948 roku Władysław Łukasiuk podzielił oddział na małe patrole, które miały większe szanse przetrwania zimy w warunkach bezustannych obław. Wiosną „Młot” planował reorganizację i połączenie sił. Zginął nieoczekiwanie 27 czerwca 1949 roku na kolonii wsi Czaje Wólka. Nie w walce, lecz z ręki swego podkomendnego, któremu chwilę wcześniej – za niewykonanie rozkazu – zabił młodszego brata…

Od czerwca 1949 roku – po śmierci Władysława Łukasiuka „Młota” – dowódcą został Kazimierz Kamieński „Huzar”. Dzieląc oddział na niewielkie lotne patrole, walkę kontynuował do jesieni 1952 roku. Działalność oddziału obejmowała teren od Ostrowi Mazowieckiej, Wysokiego Mazowieckiego i Łap, po Bielsk Podlaski, Siemiatycze, Białą Podlaską, Łosice i Sokołów Podlaski.

Ogółem przez oddział przewinęło się ok. 120 ludzi, ale nigdy nie liczył on w jednym momencie więcej niż 50 partyzantów. Patrole prowadziły akcje ekspriopriacyjne (zaopatrzeniowe) i likwidacyjne wobec UB, MO i NKWD, stoczyły kilka bitew i potyczek, ale także zwalczały pospolity bandytyzm.

Zbrodniarz z emeryturą

W 1956 roku Mieczysław Widaj został zwolniony z zawodowej służby wojskowej i przeniesiony do rezerwy. Komisja Mazura, badająca „przejawy łamania praworządności” przez stalinowskich funkcjonariuszy, nie pociągnęła go do odpowiedzialności. Stwierdziła jedynie ogólnikowo, że jego „działalność powinna być przedmiotem śledztwa”, którego – rzecz jasna – nie było. Widaj został radcą prawnym Centralnego Laboratorium Chemicznego w Warszawie, potem Centralnego Zarządu Konsumów i w końcu (od 1964 roku) Komendy Garnizonu m. st. Warszawy. W III RP Instytut Pamięci Narodowej chciał go nawet postawić przed sądem, ale okazało się, że Widaj jest chory. Jedynie Ministerstwo Obrony Narodowej zmniejszyło mu resortową emeryturę. Podstawą była ustawa o wojskowych emeryturach, która mówiła, że osobom, które w latach 1944-1956 służyły w wojskowej informacji, sądownictwie i prokuraturze – a stosowały represje – nie zalicza się tego okresu do służby.

Widaj przepracował w MON 19 lat, z tego jako wojskowy sędzia – 11 lat. Po odebraniu mu wojskowej emerytury, czyli 4 tys. zł., nadal miał prawo do 5300 zł emerytury sędziowskiej.

Gdzie są szczątki?

W 1952 roku kpt. Kazimierz Kamieński nawiązał kontakt z V Komendą Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość nie wiedząc, że jest to ubecka prowokacja (kryptonim „Cezary”). Dzięki tej fikcyjnej organizacji komuniści ostatecznie rozpracowali i zlikwidowali kierownictwo podziemia w kraju i działającą na Zachodzie Delegaturę Zagraniczną WiN. Jedną z kluczowych ról odegrał Henryk Wendrowski, podobnie jak Widaj były AK-owiec, który przeszedł na stronę komunistów, biorąc również udział w operacji „Lawina”, czyli rozpracowaniu i zamordowaniu około 100 żołnierzy kpt. Henryka Flamego „Bartka”. Co się stało z „Huzarem”? Podstępnie zwabiony przez swoich „przełożonych” do Warszawy, 23 października 1952 roku został aresztowany. Dalszy ciąg był łatwy do przewidzenia: brutalne śledztwo w katowni przy ul. Rakowieckiej 37 w Warszawie, zakończone sześciokrotną karą śmierci od Widaja. W wyniku tego morderstwa sądowego Kazimierz Kamieński został stracony 11 października 1953 roku o godz. 13:30 w więzieniu w Białymstoku. Szczątków „Huzara” do dziś nie udało się odnaleźć. 13 marca 1997 roku Sąd Wojskowy w Białymstoku unieważnił wyrok, wydany w świetle stalinowskiego bezprawia przez Mieczysława Widaja – byłego AK-owca, a potem zdrajcę, który zaprzedając się komunistom, został mordercą sądowym…

Najnowsze