Wyjechał za chlebem do Arabii Saudyjskiej, a wkrótce może zostać stracony. 24-letni obywatel Sri Lanki, Anojan Sivarasa, usłyszał drakoński wyrok kary śmierci za zamieszczenie w mediach społecznościowych jednego komentarza, który lokalne władze uznały za bluźnierstwo przeciwko islamowi.
Koszmar 24-latka rozpoczął się od z pozoru błahej, internetowej kłótni. Pod nagraniem wideo dokumentującym kopanie psa podczas hinduskiej pielgrzymki Kataragama na Sri Lance, pojawiły się liczne komentarze obrażające hinduizm. Sivarasa, chcąc stanąć w obronie swoich przekonań, opublikował odpowiedź w języku tamilskim. Komentarz podobno obrażał proroka Mohameta.
Saudyjscy cenzorzy zinterpretowali jego wpis jako bluźnierstwo przeciwko islamowi. Młody imigrant szybko wprawdzie skasował swój wpis, opublikował nawet nagranie z przeprosinami, ale to nie wystarczyło, by zatrzymać saudyjską machinę.
W lipcu 2026 roku Sivarasa został aresztowany, a jego sprzęt elektroniczny skonfiskowano. Sąd Karny w Al-Ahsa, orzekając na podstawie ustawy o cyberprzestępczości, skazał go na pięć lat więzienia oraz grzywnę w wysokości astronomicznych trzech milionów riali (ok. 800 tysięcy dolarów). Był to maksymalny wymiar kary przewidziany w tych przepisach.
Saudyjska prokuratura złożyła jednak apelację i domagała się, by 24-latka sądzić na podstawie prawa szariatu. Sąd apelacyjny przychylił się do tego wniosku. Za rzekome bluźnierstwo wobec islamu 24-latek otrzymał wyrok śmierci.
Błaganie o łaskę
Dosłownie cała Sri Lanka jest w szoku. Organizacje praw człowieka piszą petycje, sprawa jest już „wyjaśniana” na szczeblu dyplomatycznym. Zrozpaczona matka mężczyzny wystosowała dramatyczny, publiczny apel do prezydenta swojego kraju, Anury Kumary Dissanayake, błagając o osobistą interwencję i wywalczenie ułaskawienia dla syna.
Zorganizowano zbiórkę, na którą dobrowolnie wpłacono już 2 miliony rupii (ok. 21 tys. dolarów) na pomoc prawną zorganizowaną w samej Arabii Saudyjskiej. Kwota ta systematycznie rośnie.
Nie wiadomo jednak, czy na działania nie jest już za późno. Strona saudyjska milczy, a od kilkunastu dni nie ma żadnego kontaktu ze skazanym mężczyzną. Daty egzekucji nie są podawane do wiadomości publicznej, a rodzina zazwyczaj dowiaduje się o losie najbliższego długo po wykonaniu wyroku.


