Strona głównaGŁÓWNYProces Brauna. Znowu gorąco na sali sądowej!

Proces Brauna. Znowu gorąco na sali sądowej!

-

- Reklama -

No i mieliśmy kolejną odsłonę w największym procesie politycznym III RP. Oskarżony Grzegorz Braun został wyrzucony z sali posiedzeń sądu przez sędziego. Powodem takiej decyzji była obecność Jana Grabowskiego oraz złożone przez niego zeznania w sądzie. Jest to historyk z Kanady, który urodził się i wychował w Polsce, jednak jego poglądy i głoszone pseudohistoryczne teorie nie pozwalają nazywać go Polakiem.

W piątek 25 września 2026 r. przed Sądem Rejonowym dla Warszawy Pragi-Południe odbyła się kolejna, wyjątkowo burzliwa rozprawa w procesie karnym przeciw europosłowi Grzegorzowi Braunowi, prezesowi Konfederacji Korony Polskiej. Proces, który prokuratura i media głównego nurtu próbują przedstawiać jako zwykłą sprawę o „naruszenie nietykalności” czy „zniszczenie mienia”, od początku ma charakter polityczny. Braun odpowiada za szereg głośnych interwencji poselskich, w tym za zablokowanie antypolskiego wykładu prof. Jana Grabowskiego w Niemieckim Instytucie Historycznym w Warszawie w maju 2023 r.

- Reklama -

Zeznaje Grabowski

Tym razem na sali zeznawał Jan Grabowski – historyk, którego działalność od lat budzi ostre kontrowersje ze względu na tezy obciążające Polaków odpowiedzialnością za Zagładę. W roku 2023 podczas wykładu w Niemieckim Instytucie Historycznym w Warszawie Braun przerwał jego wystąpienie zatytułowane „Polski (narastający) problem z historią Holokaustu”, następnie wyrwał mikrofon, uderzał nim o blat i przewrócił sprzęt nagłaśniający. Lider KKP konsekwentnie tłumaczy, że działał w stanie wyższej konieczności, broniąc dobrego imienia narodu polskiego przed prowokacjami i kontrfaktyczną propagandą.

- Reklama -

Grabowski w sądzie występował w charakterze świadka i pokrzywdzonego. Opisywał zdarzenie z 30 maja 2023 r., twierdząc, że zachowanie Brauna wywołało u niego głębokie poczucie zagrożenia. „Przez 33 lata mojej pracy nigdy coś takiego mnie nie spotkało” – zeznawał. Utrzymywał, że poziom stresu był równoznaczny z krzywdą fizyczną. Trzeba przyznać, że sędzia Marcin Brzostko zadbał o szczególny komfort świadka – Grabowski zeznawał z miejsca oskarżycieli, a nie ze środka sali, co Braun skomentował jako „standard szczególnej troski o świadków żydowskich”.

- Reklama -

Atmosfera na sali była od początku napięta. Przed gmachem sądu pojawił się m.in. Wojciech Czuchnowski z „Gazety Wyborczej”, a na sali zasiadł wicenaczelny tej gazety Jarosław Kurski. Emocje sięgnęły zenitu, gdy możliwość zadawania pytań otrzymał sam oskarżony. Braun podważył naukową renomę świadka i zadał rozbudowane pytanie ilustrujące – w jego ocenie – fałszowanie proporcji historycznych.

„Chciałbym zapytać, skoro już Pan prezentuje się Wysokiemu Sądowi jako poważny historyk, profesor uniwersytetu z drugiej strony globu, który daje odczyty w wielu krajach na całym świecie…” – rozpoczął Braun. Podając przykład publikacji dotyczących warszawskiego getta, dopytywał: „Gdyby w takim obrazie położyć akcent na to, że polecenia wydaje żydowski Judenrat, do wagonów pędzi żydowska policja, ukrywających się wyciąga z domów żydowskie Gestapo, a szmalcownicy żydowscy są aktywni, i gdyby w takim ujęciu pominąć albo tylko zminimalizować niemieckie sprawstwo kierownicze – wyeliminować SS-manów, Wehrmacht i niemiecką administrację w Generalnym Gubernatorstwie – to czy rzetelne byłoby tak o tym pisać, jakby to sami Żydzi się zapakowali do wagonów i wywieźli?

Sędzia Brzostko uznał pytanie za niemające żadnego związku ze sprawą. Braun stwierdził, że pozbawia się go prawa do obrony przed „szalbierzami, takimi jak ten kłamca i propagandysta”. Jeszcze przed opuszczeniem sali polityk odnosił się do działalności naukowej i publicznej Grabowskiego. Bronił swojej postawy, kategorycznie odrzucając zarzuty o chuligańskim charakterze działań. „Wnioski, które wyciągam, są wnioskami bardzo silnie uargumentowanymi – i to bynajmniej nie przez doraźne, porywcze, kąśliwe uwagi w mediach, ale poprzez publikacje. W odróżnieniu od twórczości świadka są to publikacje rzetelne, spełniające kryteria warsztatu historyczno-naukowego badaczy” – przekonywał, zarzucając historykowi uprawianie antypolskiej propagandy.

Sędzia wyrzuca oskarżonego

Sędzia Marcin Brzostko już na początku przesłuchania ostrzegał Brauna przed „nieeleganckimi zachowaniami”, które mogą skutkować wykluczeniem. Wielokrotnie upominał europosła i jego obronę, uchylając pytania jako niemające znaczenia dla rozstrzygnięcia sprawy. „Pytania przeradzają się w spór akademicki, być może ciekawy, ale nie to jest przedmiotem tej sprawy” – podkreślał.

Punktem kulminacyjnym była kolejna wymiana zdań, w której Braun ponownie nazwał Grabowskiego „szalbierzem”. Sędzia uznał, że granice zostały przekroczone. „Granice zostały przekroczone. Kończę dyskusję!” – oznajmił i nakazał usunięcie oskarżonego z sali na około 30 minut (do godz. 11.10). Braun, wychodząc, pytał sędziego, czy „ma nadal orła w koronie na piersi, czy gwiazdę Dawida”. Zwolennicy polityka protestowali. Po przerwie Braun wrócił na salę i uczestniczył w dalszej części posiedzenia, gdy sąd przesłuchiwał kolejnych świadków.

To nie pierwsza taka sytuacja w tym procesie. Wcześniej, w maju 2026 r., Braun został już usunięty na pół godziny po ostrych słowach pod adresem prokuratora Młynarczyka. Wrześniowa rozprawa dotyczyła wątku z Niemieckiego Instytutu Historycznego, jednego z kilku zarzuconych Braunowi czynów (obok m.in. interwencji gaśniczej w Sejmie w grudniu 2023 r. czy zajść w Narodowym Instytucie Kardiologii). Od wielu miesięcy sąd systematycznie przesłuchuje świadków zgłoszonych głównie przez prokuraturę – łącznie ponad osiemdziesięciu. Proces ciągnie się od grudnia 2025 r. i nie zapowiada szybkiego końca. Doniesienia medialne skupiają się przede wszystkim na zeznaniach Grabowskiego i dramatycznym usunięciu Brauna. Wcześniejsze posiedzenia pokazywały schemat: świadkowie prokuratury często składają zeznania pełne niespójności, a oskarżony systematycznie je obnaża.

W podobnym duchu przebiegały wcześniejsze przesłuchania związane z innymi wątkami sprawy. Braun od początku nie przyznaje się do winy. Podkreśla, że działał w interesie swoich rodaków, broniąc ich przed szkalowaniem i prowokacjami. – Nie przyznaję się do winy, chlubię się tym, że mogłem występować w interesie moich rodaków – powtarzał wielokrotnie. Proces nazywa politycznym polowaniem na niewygodnego polityka, który mówi wprost o banderyzmie, eksperymentach covidowych i zdradzie interesu narodowego. Publiczność i niezależne media systematycznie dokumentują przebieg rozpraw. Przed sądem regularnie gromadzą się zwolennicy lidera Korony, tworząc tzw. Szeroki Front Gaśnicowy. Tymczasem media mainstreamowe skupiają się na „emocjach” i „obraźliwych określeniach”, przemilczając kontekst historyczny i merytoryczne pytania oskarżonego. Kolejne terminy rozpraw już wyznaczono. Prawda – jak zwykle w tym procesie – wychodzi na jaw powoli, ale systematycznie. Grzegorz Braun nie zamierza się poddawać. A my będziemy na miejscu.

Na czym polega „praca” Grabowskiego

Prof. Jan Grabowski, historyk z Uniwersytetu w Ottawie, od lat należy do najbardziej kontrowersyjnych badaczy tematyki tak zwanego „Holokaustu”. Jego prace, zwłaszcza te dotyczące postaw polskiego społeczeństwa wobec Żydów w czasie niemieckiej okupacji, wywołują ostre reakcje zarówno w Polsce, jak i za granicą. Zwolennicy – dość nieliczni – uważają go za odważnego badacza przełamującego tabu. Krytycy – w tym historycy Instytutu Pamięci Narodowej oraz niezależni badacze – zarzucają mu systematyczne manipulowanie źródłami, zawyżanie skali polskiej odpowiedzialności i budowanie antypolskiej narracji. Grabowski jest współzałożycielem Centrum Badań nad Zagładą Żydów przy Instytucie Filozofii i Socjologii PAN. Do jego najważniejszych publikacji należą „Judenjagd. Polowanie na Żydów 1942–1945” (2011) oraz dwutomowa praca zbiorowa „Dalej jest noc. Losy Żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski” (2018), którą współredagował z prof. Barbarą Engelking. W swoich badaniach stawia tezę, że znaczna część Żydów ukrywających się po likwidacji gett zginęła z rąk Polaków lub na skutek ich denuncjacji. Szacuje, że Polacy byli bezpośrednio lub pośrednio odpowiedzialni za śmierć około 200 tysięcy Żydów. Szczególną rolę przypisuje policji granatowej oraz lokalnym społecznościom wiejskim.

„Naukowy oszust”

Najbardziej konsekwentnym krytykiem Grabowskiego jest dr Piotr Gontarczyk z Instytutu Pamięci Narodowej. W licznych publikacjach i wystąpieniach publicznych (m.in. w Polskim Radiu 24 i tygodniku „Sieci”) formułuje bardzo poważne oskarżenia. Twierdzi, że publikacje kanadyjskiego historyka są „kompletnie niewiarygodne”, a w normalnym świecie naukowym zostałyby uznane za „absolutne naukowe oszustwo”. Gontarczyk wytyka Grabowskiemu m.in.:

  • skracanie cytatów w sposób całkowicie zmieniający ich treść,
  • sklejanie fragmentów z różnych dokumentów w jeden rozbudowany „cytat”,
  • zmienianie pojedynczych słów w źródłach,
  • przypisywanie Polakom czynów, które według dokumentów popełniali Niemcy lub policja żydowska.

Jeden z najczęściej przywoływanych przykładów dotyczy getta w podkrakowskiej Bochni. W książce „Dalej jest noc” (pod redakcją Grabowskiego) policja żydowska, która tropiła ukrywających się Żydów i przekazywała ich Niemcom, miała zostać zastąpiona „polską policją”. Gontarczyk nazywa to „grubym naukowym oszustwem”. Inny przykład dotyczy Węgrowa – źródła mówią o polskich strażakach gaszących pożary w getcie, a w wersji Grabowskiego pojawia się motyw podpalania. Podobne zarzuty formułował dr Tomasz Domański z IPN w obszernych recenzjach książki „Dalej jest noc”. Wskazywał na stronniczy dobór powiatów, wybiórcze traktowanie świadectw i pomijanie kontekstu niemieckiego terroru.

Głos niezależnych badaczy

Krytyka nie ogranicza się wyłącznie do historyków IPN. Prof. Bogdan Musiał, uznany specjalista od totalitaryzmów XX wieku, wielokrotnie podkreślał nierzetelność metodologiczną Grabowskiego. Zarzuca mu wypaczanie kontekstu historycznego, pomijanie faktu, że za pomoc Żydom groziła kara śmierci, a także nadinterpretacje. Wskazuje też na problem z językiem niemieckim. Zdaniem Musiała, Grabowski (podobnie jak Jan Tomasz Gross czy Barbara Engelking) nie włada nim na poziomie pozwalającym na pełne rozumienie źródeł niemieckich, często pisanych specyficznym językiem biurokratyczno-prawniczym.

Z kolei Leszek Żebrowski (historyk zajmujący się m.in. problematyką dotyczącą polskiego zbrojnego podziemia po 1944 roku w tekstach opublikowanych na łamach tygodnika „Do Rzeczy”) zarzuca Grabowskiemu świadome odciążanie Niemców przy jednoczesnym obciążaniu Polaków. W kontekście książki „Na posterunku” (poświęconej historii policji granatowej) Żebrowski pisze o „drodze na skróty, głównie umysłowej”. Podkreśla, że służba w policji granatowej była w dużej mierze przymusowa, podczas gdy żydowska policja w gettach miała charakter ochotniczy i była znacznie bardziej znienawidzona przez samych Żydów.

Spór, który nie stygnie

Debata wokół prac Grabowskiego wykracza daleko poza akademickie salony. Stała się elementem szerszego sporu o polską pamięć historyczną, odpowiedzialność zbiorową i wizerunek Polski za granicą. Krytycy twierdzą, że tezy kanadyjskiego historyka są chętnie wykorzystywane przez środowiska zainteresowane obciążaniem Polaków odpowiedzialnością za Holokaust. Zwolennicy Grabowskiego odpowiadają, że ataki na niego mają charakter polityczny i stanowią próbę cenzurowania niewygodnych badań. Sam Grabowski konsekwentnie odrzuca zarzuty, nazywając je kampanią oszczerstw i elementem stronniczej polskiej „polityki historycznej”. Zarzuca polskim historykom, ale i całej opinii publicznej, niechęć i obawę przed „stanięciem twarzą w twarz z prawdą”. Trzeba pamiętać, że historycy żydowskiego pochodzenia stanowią w USA i krajach zachodniej Europy potężne lobby, z którym obawiają się oczywiście walczyć nasi badacze, tym bardziej że w tym wypadku nie mogą liczyć na wsparcie instytucji Państwa Polskiego. Niezależnie od ocen, jedno jest pewne: publikacje profesora z Ottawy od lat polaryzują polską debatę historyczną. Pytanie, czy są solidną pracą naukową, czy raczej przykładem tendencyjnej reinterpretacji źródeł, pozostaje jednym z najbardziej zapalnych punktów sporu o polską historię XX wieku.

Z tego miejsca po raz kolejny polecam Państwu pracę naszych autorów, którzy z pozycji niezależnych badaczy od dekad poruszają problematykę stosunków polsko-żydowskich. Ostatnio wydaliśmy pracę śp. Mariana Miszalskiego i Tomasza Sommera pt. „Polityka Żydowska”. Warto czytać obiektywne i wartościowe opracowania i nie zawracać sobie głowy szarlatanami zza Oceanu, którzy nieustannie próbują nas pouczać.

Najnowsze