Strona głównaMagazynNa dwóch koniach. Erewań i Moskwa coraz bliżej rozwodu?

Na dwóch koniach. Erewań i Moskwa coraz bliżej rozwodu?

-

- Reklama -

Armenia i Rosja coraz bardziej oddalają się od siebie. Erywań obrał kurs na zbliżenie z Unią Europejską i rozluźnia więzi z Moskwą. Ta ma ograniczone możliwości nacisku na Armenię, choć wciąż liczy, że uda jej się ten proces odwrócić. Znaczna część społeczeństwa Armenii sceptycznie podchodzi bowiem do kursu obranego przez premiera Nikoła Paszyniana. On sam z jednej strony deklaruje chęć przystąpienia Armenii do UE, z drugiej zaś nie chce opuszczać Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej ani zrywać kontaktów gospodarczych z Moskwą. Zdaniem obserwatorów wygląda to tak, jakby Paszynian chciał siedzieć na dwóch koniach i wyciągnąć z tego maksymalne korzyści. Na dwóch koniach, jak wiadomo, długo siedzieć się nie da.

Choć rząd Nikoła Paszyniana deklaruje chęć przystąpienia do Unii Europejskiej, to bynajmniej nie spieszy się z wystąpieniem z Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej. Paszynian oficjalnie oświadczył, że do czasu przyjęcia Armenii do UE chce ona pozostać w jej strukturach i korzystać ze wszystkich wynikających z tego przywilejów. Jego stanowisku trudno się dziwić. Choć obrót handlowy z państwami UE w bieżącym roku wzrósł o 57,2 proc. w porównaniu z analogicznym okresem 2025 r., nadal nie jest na tyle wysoki, by miał dla Armenii decydujące znaczenie. Jego wartość wyniosła 3,35 mld USD. Wartość obrotów handlowych Armenii z państwami Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej wyniosła w tym okresie 3,35 mld USD, a z Rosją, która w dalszym ciągu pozostaje jej największym partnerem handlowym – 3,12 mld USD.

- Reklama -

Moskwa, ostrzegając Armenię przed konsekwencjami zerwania z Rosją, znacząco ograniczyła import z tego kraju, przez co wzajemne obroty zmniejszyły się o 20,5 proc. To, że Armenia nie odczuła tego spadku szczególnie dotkliwie, jest zasługą nie UE, lecz Chin, które w pierwszych siedmiu miesiącach 2026 r. zwiększyły handel z Armenią o 25,6 proc., do 1,81 mld USD. Paszynian, chcąc przekonać jak największą część społeczeństwa do przystąpienia Armenii do UE, podjął działania na rzecz jak najszybszego wprowadzenia przez Brukselę ruchu bezwizowego dla obywateli jego kraju. Zasugerował nawet, że może to nastąpić już w 2029 r. Usłyszał jednak, że na liberalizację reżimu wizowego z Armenią jest jeszcze za wcześnie. Ostudziło to nieco prounijne działania Paszyniana, który zaczął częściej mówić o dywersyfikacji gospodarczej republiki.

- Reklama -

Co z Drogą Trumpa?

Podkreślił też, że nie chce zrywać kontaktów z Rosją i nie zamierza wprowadzać wiz dla jej obywateli. Obserwatorzy zauważyli również, że działające na terenie Armenii rosyjskie firmy wciąż pozostają jednymi z największych płatników podatków do budżetu republiki. Rosja dostarcza też Armenii gaz ziemny w cenie 177,5 USD za tysiąc metrów sześciennych. Cena ta obowiązuje do 2027 r. Nie trzeba dodawać, że w porównaniu ze światowymi cenami gazu jest ona bardzo niska. Rosyjski gaz pokrywa 85 proc. potrzeb republiki. Pozostałe 15 proc. Armenia importuje z Iranu w ramach transakcji barterowej, dostarczając partnerowi energię elektryczną.

- Reklama -

W ostatnim czasie możliwość dostarczania gazu do Armenii przedstawił Azerbejdżan. Zdaniem analityków przyjęcie jego oferty byłoby dla Erywania trudne: oznaczałoby wprawdzie rozluźnienie zależności od Moskwy, ale zarazem skazywałoby kraj na dyktat Baku. Azerbejdżan zresztą nie ukrywa swoich intencji i deklaruje, że może zaopatrywać Armenię w gaz, gdy ta uruchomi „Drogę Trumpa”, czyli połączenie kolejowe łączące Azerbejdżan z Nachiczewaniem i Turcją. Ostatecznie wydarzenia na Bliskim Wschodzie i wojna USA z Iranem sprawiły jednak, że sam autor tej idei przestał o niej wspominać. Rozdrażniony prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew wysłał do niego list, w którym przypomniał, jakie zyski Stany Zjednoczone mogłyby odnieść z realizacji projektu. List ten nie sprawił jednak, że prezydent USA wrócił do swojej koncepcji. „Droga Trumpa” pozostaje więc na razie w sferze projektów i – jak się wydaje – korzystając ze wsparcia UE, Paszynian nie zamierza do niej wracać.

Podczas wizyty w Paryżu zawarł porozumienie z prezydentem Emmanuelem Macronem, na mocy którego Francja pomoże Armenii w budowie Tunelu Barguszatskiego o długości 8,6 km, jednego z największych w regionie. Tunel ten ma stać się częścią drogi Północ-Południe, łączącej granice Armenii z Iranem i Gruzją. Obie strony deklarują, że roboty budowlane w ramach tego projektu rozpoczną się stosunkowo szybko. Inwestycja ta w oczywisty sposób jest sprzeczna z „Drogą Trumpa”, przecinając ją w poprzek.

Niepotrzebny konflikt z Kościołem

Paszynian niewątpliwie chce doprowadzić stosunki z Azerbejdżanem do pełnej normalizacji, ale czyni to ostrożnie, wiedząc, że Baku najchętniej przekształciłoby jego kraj w swoją prowincję. Znaczna część, jeżeli nie większość, obywateli Armenii widzi w Azerbejdżanie największego wroga i zagrożenie dla swojej tożsamości. Paszynian musi się z tym liczyć. Opozycja wobec jego polityki wciąż jest silna i nie składa broni.

Premier niepotrzebnie uwikłał się też w konflikt z Armeńskim Apostolskim Kościołem, co jest źle przyjmowane przez miliony wiernych tego Kościoła, rozrzuconych po całym świecie. Także w samej Armenii budzi to niesmak. W Armenii miał się odbyć proces głowy rzeczonego Kościoła, czyli Katolikosa Garegina II, oraz sześciu członków jego episkopatu. Proces ten nie może się jednak rozpocząć. Prokurator, który miał oskarżać arcybiskupów, zrezygnował z urzędu, a także wyznaczeni sędziowie zaczynają się łamać i rezygnować z udziału w sądzeniu hierarchów. Proces ma bowiem typowo polityczny charakter, a przy jego pomocy Paszynian chce podporządkować sobie Kościół, który otwarcie nie popiera jego prozachodniego kursu. Z dziesięciu wyższych hierarchów tylko jeden opowiedział się za Paszynianem. Wielu obserwatorów sądzi, że proces w ogóle się nie odbędzie i sam premier się z niego wycofa. W przeciwnym razie napięcie w kraju będzie narastać.

Najnowsze