Szok w Izraelu. Premier tego państwa Benjamin Netanjahu został oskarżony przez swoich przeciwników o celowe poświęcenie żydowskiej ludności Izraela dla swoich politycznych celów.
Netanjahu miał to uczynić dwukrotnie. Pierwszy raz poprzez zatajenie informacji o planowanym terrorystycznym ataku Hamasu, który nastąpił 7 października 2023 r., o którym został poinformowany przez dwóch bardzo wysokich rangą przedstawicieli państw arabskich. Drugi raz, kiedy odrzucono ofertę zwolnienia cywilnej ludności żydowskiej schwytanej przez palestyńskich terrorystów, jaką zaproponował premier Kuwejtu wieczorem w dniu ich ataku.
Tę akcję przeciw premierowi zainicjował lewicowy tygodnik „Haaretz”, drukując fragmenty niewydanej jeszcze książki „Porwani. 843 dni porzucenia”, a potem w sprawę włączyły się jeszcze inne media. Premier zaprzeczył i polecił swoim prawnikom podjęcie zdecydowanych kroków prawnych przeciw tygodnikowi w celu wytoczenia sprawy o zniesławienie.
Jak miano poświecić Żydów
Preludium sprawy rozpoczyna na początku 2023 r. Wtedy Netanjahu miał nawiązać sekretne rozmowy z Hamasem w celu stabilizacji relacji ze Strefą Gazy. Sugeruje się, że on prowadził politykę balansowania wpływów Autonomii Palestyńskiej na Zachodnim Brzegu Jordanu, gdzie rządził umiarkowany al-Fatah wpływami Hamasu, który rządził Strefą Gazy. Jednakże ostatecznie się nie dogadano i rozwścieczony dowódca Hamasu Jahja Sinwar obiecał, że przygotuje Izraelowi piekło, trzęsienie ziemi i poprosił, żeby to przekazano Izraelczykom.
Abbas Kamel, szef wywiadu Egiptu, miał rozmawiać z Netanjahu i powiedzieć mu, że według posiadanych informacji Hamas przygotowuje jakąś wielką akcję. Jednak kluczowe informacje miał przekazać prezydent Zjednoczonych Emiratów Arabskich (ZEA) emir Muhammad ibn Zjid Al Nahajjan. 27 września emir miał rozmawiać z Netanjahu 45 minut, ale ten stanowczo zaprzecza, że taka rozmowa miała miejsce. ZEA milczy w tej sprawie. Emir miał powiedzieć w rozmowie, że sytuacja jest bardzo napięta i Hamas przygotowuje atak na Izrael i że należy stonować to napięcie. Emir miał wezwać Netanjahu do poważnego potraktowania tej sprawy.
Ku zaskoczeniu emira Netanjahu miał przyjąć tę informację bardzo spokojnie i wytłumaczył, że Hamas ma zamiar podjąć aktywność, ale na Zachodnim Brzegu Jordanu. Emir niezadowolony z tej dyskusji miał zadzwonić do szefa CIA Williama Burnsa. Wiadomo też, że Netanjahu nie przekazał tych informacji ani szefowi Mossadu (wywiad), ani szefowi Szin Betu (służba bezpieczeństwa i kontrwywiad), ani szefowi sztabu armii i jest to pierwszy zarzut przeciw szefowi rządu, że wiedział o planowanym ataku i nic w tej sprawie nie zrobił. Wcześniej, 15 września, podobne ostrzeżenie ZEA przekazały Szin Betowi, ale ówczesny szef tej służby Ronen Bar temu zaprzeczył.
Kiedy rano 7 października 2023 r. terroryści rozpoczęli swój ludobójczy atak na Izrael, wieczorem o godz. 19.00 premier Kataru Muhammad ibn Abdul Rahman Al Sani zadzwonił do szefa Mossadu Dawida Barnei i powiedział mu, że rozmawiał z szefami Hamasu Ismalijem Haniją i Chalijem al-Hajją, którzy mieszkali w Katarze i że wydali ich z Kataru, jeśli nie zgodzą się na zwolnienie cywilnych żydowskich jeńców. Zgodzili się i premier zadeklarował, że jest gotowy do negocjacji. Ku zdumieniu katarskiego premiera reakcja Barnei miała być powściągliwa. Szef Mossadu miał powiedzieć, że jeżeli Hamas chce uwolnić tych ludzi, to niech uwolni, ale negocjacji nie będzie. To jest drugi zarzut wobec Netanjahu, że jego rząd pozostawił schwytanych izraelskich Żydów, Żydów z podwójnym obywatelstwem i Żydów nieizraelskich na łasce terrorystów, kiedy miał możliwość uzyskania ich zwolnienia.
Atak opozycji
Izraelska opozycja nie mogła dostać lepszego prezentu przed wyborami, które odbędą się 27 października, niż omawiana sprawa i jej liderzy uczynili z niej atutowy argument przeciwko Netanjahu. Liderzy opozycji wystosowali wspólną deklarację, żądając powołania państwowej komisji śledczej mającej zbadać wszystkie okoliczności tej sprawy. Netanjahu odmawiał utworzenia takiej komisji przez wiele miesięcy, ale kiedy ona powstała, ograniczono jej kompetencje do zbadania, w której strukturze władzy nastąpiły błędy i niedociągnięcia, a nie kto personalnie ponosi winę za zaistniałą sytuację. Opozycjoniści chcą powołania komisji, która również wyjaśni w pełni odpowiedzialność personalną za tragedią 7 października.
Deklaracja opozycji jest nie tylko zbiorem oskarżeń pod adresem premiera, ale też próbą dyskwalifikacji jego politycznych i moralnych kompetencji. Autorzy deklaracji uważają, że Netanjahu i jego koalicjanci nie są zdolni do rządzenia Izraelem i muszą być zastąpieni ze względu na skrajne zaniedbanie obowiązków. Podkreślili, że społeczeństwo Izraela zasługuje na to, żeby znać prawdę, a nie kłamstwa rozpowszechniane przez Netanjahu i jego ludzi, którzy próbują zwalić winę na służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo. Autorzy deklaracji napisali, że społeczeństwo ma prawo wiedzieć, co Netanjahu wiedział i od kiedy wiedział, dlaczego nie poinformował służb bezpieczeństwa i dlaczego nie podjął środków, żeby chronić obywateli Izraela.
„Szokujące rewelacje ujawnione dziś rano wymagają natychmiastowego i gruntownego śledztwa. Uzupełniają one rosnącą liczbę rewelacji na temat porażek i dysfunkcji Netanjahu i po raz kolejny podkreślają, dlaczego Netanjahu walczy o swoje polityczne życie – aby zapobiec powołaniu państwowej komisji śledczej i uniemożliwić ujawnienie prawdy izraelskiej opinii publicznej” – napisali Gadi Eisenkot, Naftali Bennett, Jair Golan i Awigdor Liberman.
Wśród liderów opozycji, jak się uważa, najsilniejszą pozycję ma obecnie gen. Gadi Eisnekot, emerytowany szef sztabu armii izraelskiej, przewidywany przyszły premier. On ma również motyw osobisty. Jego syn poległ w walce w Gazie. Eisekont ma opinię polityka o poglądach centrowych i napisał na swoim koncie społecznościowym, że Netanjahu otrzymał wiele sygnałów w sprawie 7 października i zlekceważył je wszystkie. On nie nadaje się do pełnienia funkcji premiera.
Drugi z sygnatariuszy tego apelu, Naftali Bennett, to były premier, a wcześniej kilkukrotny minister w poprzednich rządach Netanjahu. Bennett jest politykiem prawicowym, podobno nawet bardziej prawicowym od obecnego premiera. Nie przeszkodziło mu to w stwierdzeniu, że premier ponosi osobistą odpowiedzialność za śmierć ofiar ataku 7 października. Bennett podważał wielokrotnie kompetencje Netanjahu mówiąc, że powinien on odejść. Po ujawnieniu opisywanej sprawy uważa, że premier winien odjeść natychmiast.
Emerytowany gen. Jair Golan to szef lewicowo-centrowej Partii Demokratycznej, poprzednio szef Partii Pracy. Awigdor Lieberman to b. wicepremier i lider ugrupowania Nasz Dom Izrael składającego się głównie z żydowskich emigrantów ze Związku Sowieckiego.
Fakty i przypuszczenia
Netanjahu wszystkiemu zaprzecza, więc nie można ze stuprocentową pewnością powiedzieć, że „wiedział”. Jednak różnego rodzaju fakty świadczą, że nie jest to zwykłe zaprzeczenie, ale że on „idzie w zaparte”.
W związku z tragedią 7 października nasuwa się kilka pytań. Mur oddzielający Izrael od Strefy Gazy, nazywany „Żelaznym Murem”, to wyjątkowo solidna budowa. Ma on wysokość aż 6 metrów i jest zaopatrzony w nowoczesną infrastrukturę elektroniczną. Zbudowany na głębokiej podstawie ma wbudowane czujniki na kilkadziesiąt metrów głębokości, w celu zapobieżenia budowania tuneli pod murem. Czujniki są w stanie wykryć mikrowstrząsy gruntu spowodowane kopaniem maszynowym czy ręcznym. Faktem jest, że systemy elektroniczne (radary i kamery termowizyjne) potrafiły wykryć ludzi oraz pojazdy nawet z dużej odległości. Reagowały na zbliżanie się pojedynczej osoby do muru, a jeśli ona ten mur sforsowała, to system informował o tym zbudowane wzdłuż muru strażnice będące twierdzami. Podnoszono wtedy alarm o zagrożeniu i informowano o tym odpowiednie służby, jednostki wojskowe i okoliczne miejscowości. System ostrzegania jest zintegrowany ze zdalnie kierowanymi karabinami maszynami. Są one umieszczone na murze i kierowane są przez osoby umiejscowione w tych strażnicach. System ochrony muru był wspomagany przez uwiązane balony patrolowe zaopatrzone w odpowiedni sprzęt, który umożliwiał penetrowanie Strefy Gazy na dużą odległość. W związku z powyższym należy zadać pytanie, dlaczego to wszystko zawiodło? Zawiódł nie sprzęt, lecz ludzie.
Obserwatorki, osoby nadzorujące system elektroniczny i zdalnie kierowany – zazwyczaj żołnierki – informowały przełożonych o nadzwyczajnej aktywności po drugiej stronie muru. Otrzymały od nich uspokajające odpowiedzi. Faktem jest, że nie zareagowano, kiedy w Gazie nagle włączono aż kilkanaście tysięcy telefonów komórkowych na kartę, a przecież reagowano przy włączeniu już kilku. O aktywności w Strefie Gazy informowały lokalne placówki wywiadu, te najniższego szczebla, funkcjonujące na miejscu. Wojsko nie zostało poinformowane i dlatego żołnierze lokalnych jednostek przy murze spali podczas ataku. Cały ten system elektronicznego nadzoru był zintegrowany na wyższym poziomie. Tam spływały informacje z kamer, czujników i balonów i centralny system automatycznie przesyłał informacje o zagrożeniu do lokalnej placówki umieszczonej przy murze. Dlaczego to zawiodło? Znalezienie odpowiedzi na to będzie jednym z zadań ewentualnej komisji. Sygnałów było dużo, tylko je zlekceważono. Przypuszczalnie celowo.
Powiedzmy sobie szczerze, mając taki arsenał środków nadzoru elektronicznego, nie sposób było nie zauważyć przygotowań do ataku, w którym udział wzięło kilka tysięcy osób oraz sprzęt do forsowania muru, w tym buldożery. Wywiadowi izraelskiemu znany był np. fakt, że Palestyńczycy trenowali zdobywanie muru w Malezji. Można założyć z dużą dozą prawdopodobieństwa, że celowo dopuszczono do tego ataku. Netanjahu i zapewne jakaś grupa osób na wysokich stanowiskach mogła szukać pretekstu do zniszczenia Gazy. Krwawy atak palestyńskich terrorystów i setki ofiar po stronie ludności żydowskiej był tym, co było im potrzebne, żeby uzyskać zgodę społeczeństwa dla totalnego odwetu. Dla premiera Netanjahu ta sprawa miała także wymiar osobisty. Oskarżony i ciągany po sądach za różne przestępstwa traktuje kolejne wojny jako azyl przed osądzeniem i pójściem do więzienia.
Kto pociąga za sznurki
Sprawa stała się jednym z najważniejszych tematów toczącej się kampanii przedwyborczej i zapewne dlatego została nagłośniona właśnie teraz. Niezależnie od prawdziwości zarzutów, a są one poważne, nie ulega wątpliwości, że z porażki wyborczej Netanjahu i utraty przez niego władzy ucieszyłoby się spore grono ważnych graczy na Bliskim Wschodzie. Oprócz opozycji izraelskiej, co oczywiście zrozumiałe, na odejściu Netanjahu zależy Amerykanom. Netanjahu wciągnął Trumpa do wojny z Iranem, a następnie sam się wycofał. Teraz Amerykanie muszą się zmierzyć z tym nieustępliwym przeciwnikiem. Zmiana rządu w Izraelu na znacznie mniej wojowniczy dałoby Trumpowi więcej szans na dogadanie się z Teheranem w celu skończenia konfliktu wojennego. Tak samo myślą umiarkowane państwa arabskie, przede wszystkim monarchie z Półwyspu Arabskiego, które chciałyby, żeby w regionie zapanował spokój.
Z upadku Netanjahu ucieszyłby Iran, który uważa go za podżegacza wojennego, który namówił prezydenta USA Donalda Trumpa do rozpoczęcia obecnej wojny i uważa go za przeszkodę na drodze do jej zakończenia. Podobne uczucia wyraziłby prawdopodobnie premier Turcji Recep Erdogan, nienawidzący Netanjahu. Z utraty władzy przez obecnego premiera Izraela okazaliby radość wszyscy Palestyńczycy, a także libański Hezbollah i w ogóle zdecydowana większość Arabów.
Nasuwa się pytanie, kto jest architektem tej sprawy? Powyżej napisaliśmy, że praktycznie wszyscy są zainteresowani odejściem Netanjahu, ale nie wszyscy mają odpowiednie środki, żeby wykreować tę sprawę. Wydaje się, że największe możliwości ma CIA i izraelskie służby i wśród nich należałoby szukać w pierwszej kolejności architektów tej sprawy. To są oczywiście przypuszczenia, niepoparte dowodami, ale oparte na analizie możliwości i skuteczności poszczególnych graczy.


