Monika Horna-Cieślak przyłapana na kłamstwie? Rzecznik Praw Dziecka, która doprowadziła do dramatycznego odebrania dwójki maluchów rodzicom, publicznie twierdziła, że dzieci wciąż przebywają z dala od rodziców, w „bezpiecznym miejscu”. Tymczasem rzekomo odizolowane rodzeństwo wraz z rodzicami gościło w czwartek w redakcji Kanału Zero.
W ostatnich godzinach Horna-Cieślak ruszyła w medialne tournée, by bronić swoich kontrowersyjnych decyzji i przede wszystkim stołka. – Mogę powiedzieć panu redaktorowi jedną rzecz, która jest najlepszym podsumowaniem tej sprawy. Dzieci obecnie nie znajdują się w domu, ich sytuacja jest niestabilna – mówiła z pełnym przekonaniem na antenie Polsat News.
Podobna narracja wybrzmiała w wywiadzie z Januszem Schwertnerem w „Gońcu”. A biuro prasowe RPD, odpowiadając na pytania Radia Wnet, z uporem maniaka podtrzymywało tę wersję, ignorując prośby dziennikarzy o doprecyzowanie, na jakiej podstawie rodzeństwo rzekomo nadal przebywa w placówce.
Szkopuł w tym, że to całkowita nieprawda. Cała rodzina zjawiła się w czwartek w redakcji Kanału Zero. – Dzieci są z nami w domu – usłyszeli dziennikarze bezpośrednio od rodziców.
Jeśli jesteście ciekawi, gdzie są teraz słynne dzieci, to są w naszej redakcji. Kolorują kolorowanki.
— Krzysztof Stanowski (@K_Stanowski) September 24, 2026
Horna-Cieślak zamiast przyznać się do błędu, brnie w zaparte. Po najnowszej konfrontacji jej wersji z faktami, wydała oświadczenie, w którym informuje, że wiedzę „czerpie z dokumentów przekazywanych przez inne właściwe służby, instytucje lub organy”.
Uprzejmie informuję, że:
– w każdej sprawie prowadzonej przez Biuro Rzecznika Praw Dziecka, wiedzę o miejscu przybywania dzieci Biuro czerpie z dokumentów przekazywanych przez inne właściwe służby, instytucje lub organy
– Biuro Rzecznika Praw Dziecka przekazało wyłącznie (w…
— Monika Horna-Cieślak (@MHornaCieslak) September 24, 2026
Urażona duma i dwa nieotwarte piwa
Aby zrozumieć, dlaczego RPD ucieka się do takich kroków, trzeba przypomnieć absurdalną genezę tej sprawy. W sierpniu na warszawskiej Białołęce matka krzyczała na dziecko wybiegające na ruchliwą ulicę. Świadkiem była Horna-Cieślak. Gdy zwróciła kobiecie uwagę, w odpowiedzi usłyszała wiązankę wulgaryzmów. W odwecie RPD uruchomiła dosłownie państwowy walec.
Początkowo ani wezwana policja, ani kurator, ani sąd nie widzieli podstaw do interwencji. Sytuacja zmieniła się diametralnie dopiero po osobistym spotkaniu RPD z Komendantem Stołecznym Policji. Do mieszkania rodziny wkroczyli funkcjonariusze z psem tropiącym. Narkotyków nie znaleziono, zabezpieczono za to… dwie zamknięte butelki piwa w lodówce. To wystarczyło, by policjantka zza biurka wydała nakaz opuszczenia lokalu przez dzieci. Przerażone maluchy zostały siłą wyrwane ze swojego środowiska i zesłane do sierocińca.
Sądowe lanie i wezwania do dymisji
Kiedy sprawa wreszcie trafiła przed oblicze sędziego rodzinnego, ten nie zostawił na bezwzględnych działaniach RPD suchej nitki. Argument o dwóch piwach został wyśmiany jako „całkowicie chybiony i wręcz absurdalny”.
Sąd nakazał natychmiastowy powrót dzieci do domu, wytykając urzędowi „wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej” oraz próbę przeforsowania interwencji wyłącznie na podstawie „osobistego poczucia obrażenia przez matkę”. Zamiast ratować dzieci, zafundowano im „potężną, trudną do wyobrażenia traumę”.


