Dziki w Warszawie to już realne zagrożenie dla mieszkańców. Watahy coraz śmielej wkraczają do centrum miasta, a liczba ataków rośnie w lawinowym tempie. Radni województwa mazowieckiego wreszcie dali zielone światło na radykalne kroki, co na pewno spotka się z histeryczną reakcją lewicowych organizacji.
Lawina ataków i tysiące zgłoszeń
Statystyki za 2026 rok są wręcz alarmujące. Tylko do końca lipca Lasy Miejskie odnotowały niemal 14,5 tysiąca zgłoszeń dotyczących obecności dzików. To skok o ponad 60 proc. w porównaniu do całego ubiegłego roku. Zwierzęta przestały bać się ludzi i coraz częściej wykazują agresję. W ciągu siedmiu miesięcy doszło do 159 ataków na przechodniów oraz 42 na psy.
Problem dawno wykroczył poza peryferyjne, zalesione dzielnice takie jak Wawer czy Białołęka. Mieszkańcy zgłaszają obecność watah na gęsto zaludnionych osiedlach Woli, Ochoty, a nawet w ścisłym Śródmieściu. Według najnowszych badań teledetekcyjnych, po stołecznych ulicach może spacerować już około 3,5 tysiąca osobników.
Odstrzał zamiast wywózki. Przepisy wiążą ręce
Dlaczego intruzów po prostu nie wywiezie się do lasu, jak robiono to przed 2017 rokiem? Na przeszkodzie stoją rygorystyczne przepisy sanitarne związane z afrykańskim pomorem świń (ASF). Resort rolnictwa kategorycznie odrzucił prośbę władz województwa o zastosowanie wyjątku dla Warszawy. W efekcie jedynymi legalnymi metodami pozostają odstrzał redukcyjny oraz odłów zakończony uśmierceniem zwierzęcia.
Ludwik Rakowski, przewodniczący sejmiku mazowieckiego, nie ukrywa, że sytuacja wymagała wdrożenia drastycznych środków. Jak podkreśla, ze względu na błyskawicznie rosnącą populację miejskich dzików ta decyzja była po prostu konieczna, a bezpieczeństwo mieszkańców musi pozostać absolutnym priorytetem w obliczu prawa, które ograniczało inne formy działania na terenach zurbanizowanych.
Kryteria zamiast sztywnych limitów
Przyjęta uchwała nie zakłada konkretnej liczby dzików do eliminacji. Rzeczniczka urzędu marszałkowskiego, Marta Milewska, tłumaczy, że w projekcie celowo nie wskazano górnego limitu, ponieważ nie da się z góry przewidzieć skali zagrożenia. Zamiast sztywnych liczb wprowadzono konkretne kryteria. Na celowniku znajdą się osobniki całkowicie zsynantropizowane, czyli takie, które zatraciły naturalny strach przed człowiekiem, regularnie nachodzą osiedla mieszkaniowe czy obiekty użyteczności publicznej lub stwarzają zagrożenie na drogach.
Władze zapewniają, że z każdej interwencji sporządzony zostanie szczegółowy protokół, a miejskie działania redukcyjne w żaden sposób nie zagrożą dziko żyjącej populacji dzików w mazowieckich lasach.


