Strona głównaMateriał promocyjnyJak KAS w ogóle pilnuje legalnych bukmacherów - bo to wcale nie...

Jak KAS w ogóle pilnuje legalnych bukmacherów – bo to wcale nie jest sama formalność

-

Zastanawialiście się kiedyś, co dzieje się za kulisami, kiedy stawiacie kupon u legalnego bukmachera? Ten system pilnowania jest bardziej rozbudowany, niż mi się wcześniej wydawało. Krajowa Administracja Skarbowa razem z Ministerstwem Finansów działają tu na dwóch frontach naraz – jedni pilnują tych, co działają legalnie, drudzy polują na tych, co próbują omijać przepisy.

No dobra, ale kto tu tak naprawdę rządzi?

W Polsce nie ma osobnej komisji do spraw hazardu, jak we Francji czy w Wielkiej Brytanii. Całą tę odpowiedzialność wzięło na siebie Ministerstwo Finansów – to ono wydaje i cofa licencje bukmacherom, a przy okazji sprawdza, czy spółki działające na tym rynku mają w ogóle poukładane finanse. KAS wspiera te działania od strony bardziej kontrolnej, skupiając się głównie na walce z nielegalnym hazardem, czyli na tym, żeby firmy bez licencji w ogóle nie miały łatwego dostępu do polskiego gracza.

Jak w ogóle wygląda samo licencjonowanie?

Żeby cokolwiek oferować w Polsce, firma musi przejść cały proces licencyjny w Ministerstwie Finansów. Licencje daje się na sześć lat, a potem trzeba je przedłużać – więc to nie jest jakaś jednorazowa formalność, którą się załatwia raz i zapomina. Legalni bukmacherzy mają obowiązek wyraźnie pokazywać w stopce strony i w regulaminie, że mają licencję, jaki jest jej numer i do kiedy jest ważna. Zresztą to jeden z pierwszych sygnałów, po których w ogóle da się rozpoznać, czy dany bukmacher jest legalny.

Co dokładnie sprawdza Ministerstwo Finansów?

Nadzór nie kończy się w momencie wydania licencji, to dopiero początek. Firmy z licencją muszą co miesiąc przekazywać Ministerstwu zestawienia swoich danych finansowych – i to nie jest coś dobrowolnego, tylko konkretny, ustawowy obowiązek. Do tego resort może w każdej chwili zażądać dodatkowych informacji o tym, jak działa dana spółka, co daje im realną możliwość szybkiej reakcji, jeśli coś zacznie wyglądać podejrzanie.

Firmy, które się z tego nie wywiązują, ryzykują naprawdę poważne konsekwencje – łącznie z wylądowaniem na czarnej liście i praktycznym zakazem działania w Polsce. Widać więc, że legalność to nie jest jakiś jednorazowy certyfikat, który się wiesza na stronie i zapomina – to raczej coś, co trzeba na bieżąco udowadniać.

A jak wygląda ta cała walka z nielegalnymi operatorami?

Tutaj do gry wchodzi bardziej KAS. Ministerstwo Finansów prowadzi jawny, publicznie dostępny Rejestr Domen Służących do Oferowania Gier Hazardowych Niezgodnie z Ustawą – można go sobie sprawdzić pod adresem hazard.mf.gov.pl. Trafiają tam strony firm bez licencji, a dostawcy internetu muszą je blokować. Ciekawa sprawa – nielegalne są też tak zwane domeny klony, czyli strony, które w nazwie podszywają się pod domenę już wpisaną do rejestru, próbując w ten sposób ominąć blokadę. Sprytne, ale przewidziane w przepisach.

Za niewywiązanie się z obowiązku blokowania takich stron operatorom internetu i dostawcom płatności grożą kary sięgające nawet 250 tysięcy złotych. Więc ten system nadzoru wcale nie kończy się na samych bukmacherach – obejmuje też firmy, które technicznie umożliwiają dostęp do nielegalnego hazardu.

A co grozi samemu graczowi, jak trafi do nielegalnego bukmachera?

I tu robi się poważniej, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Gracz, który obstawia u firmy bez licencji, formalnie staje się stroną w postępowaniu karno-skarbowym. Widełki grzywny zaczynają się od kilkunastu tysięcy złotych i mogą sięgnąć nawet kilku milionów, w zależności od skali sprawy. To zresztą jeden z mocniejszych argumentów, żeby zawsze sprawdzić licencję, zanim się gdzieś zarejestruje – bo konsekwencje ponosi nie tylko sama firma, ale też ten, kto u niej obstawia.

No dobra, ale po co to wszystko?

Bo dzięki temu gracz korzystający z legalnego bukmachera ma realne zabezpieczenia – wygrane są chronione, dane osobowe podlegają konkretnym przepisom, a jak dojdzie do sporu z operatorem, można iść do polskiego sądu albo skorzystać z lokalnej procedury reklamacyjnej, zamiast pisać maile w kosmos do supportu gdzieś poza Unią Europejską i czekać, aż ktoś w ogóle odpowie. Do tego dochodzi jeszcze jedna rzecz – cały ten system nadzoru przekłada się bezpośrednio na budżet państwa. Podatek od gier hazardowych to spore źródło dochodów, a skuteczna kontrola nad legalnymi firmami sprawia, że te pieniądze faktycznie trafiają tam, gdzie powinny, zamiast znikać gdzieś w szarej strefie.

Więc jak następnym razem zobaczycie numer licencji w stopce strony bukmachera, to warto pamiętać, że to nie jest jakiś przypadkowy detal graficzny. To efekt całego systemu, który działa gdzieś w tle, żeby chronić zarówno graczy, jak i budżet państwa.

Najnowsze