Kolejny raz pod ekologicznym pretekstem Unia Europejska wprowadziła regulacje, które eliminują z rynku małe firmy, na czym skorzystają duże koncerny. A może to one suflowały Brukseli nowe przepisy?
Niektóre kraje członkowskie Unii Europejskiej, takie jak Niemcy, Szwecja, Austria, już wcześniej wprowadziły utrudnienia w prowadzeniu eksportu na swój rynek. Firmy wysyłające towary zostały prawnie zmuszone do ponoszenia niepotrzebnych dodatkowych kosztów związanych z koniecznością podpisania umowy z lokalną firmą zajmującą się recyklingiem opakowań. To ewidentne bariery, które powodują, że wspólny rynek staje się pustym frazesem. Bo o ile dla dużego koncernu eksportującego na dużą skalę nie jest to istotny problem, o tyle dla małej firmy realizującej na dany rynek kilka czy kilkanaście drobnych wysyłek taka regulacja de facto uniemożliwia handel, bo cała biurokratyczna zabawa jest droższa niż zysk, a może być nawet droższa niż przychód z tej sprzedaży. W efekcie firmy takie całkowicie wycofują się z eksportu swoich towarów na te rynki.
Hipokryzja Komisji Europejskiej
Unia Europejska chwali się wspólnym rynkiem i opowiada bajki, że tego rynku broni jak niepodległości. To jest oczywiście tylko bezczelna propaganda. Komisja Europejska pokazała to już w momencie wprowadzenia do unijnego prawa tzw. pakietu mobilności, który ograniczył rynek usług transportowych, aby stopniowo eliminować między innymi polską konkurencję. Zrobiono to w sytuacji, kiedy ta sama Komisja Europejska utyskuje we własnych raportach, że rynek usług nie do końca został jeszcze uwolniony, a tego by sobie życzyła Komisja. Rozdwojenie jaźni to mało powiedziane. Widać góry hipokryzji. Podobnie wygląda reakcja UE na krajowe bariery w przypadku wysyłek. Gdyby KE zależało na chronieniu wspólnego rynku przed zakusami protekcjonistów i zwolenników ręcznego sterowania gospodarką, to mogła zrobić dwie rzeczy. Najlepiej powinna wprowadzić zakaz krajowych regulacji tego typu dotyczących opakowań i ustalić wysokie kary finansowe za stosowanie takich utrudnień. Znacznie gorszy wariant mógłby polegać na ujednoliceniu tych regulacji w taki sposób, że eksporter podpisując jedną umowę, mógłby działać we wszystkich 27 krajach członkowskich. Tymczasem UE wybrała najgorsze, co mogła zrobić. Nie tylko nie uprościła przepisów z punktu widzenia przedsiębiorców, ale na dodatek wszystkie kraje członkowskie, które tego absurdalnego systemu jeszcze u siebie nie wprowadziły w skrajnie niekorzystnej postaci (np. Polska, Dania), zmusiła do jego wprowadzenia lub zaostrzenia! I tak oto od 12 sierpnia 2026 roku w całej Unii Europejskiej bezpośrednio obowiązuje rozporządzenie PPWR, uskuteczniające rozszerzoną odpowiedzialność producenta, wprowadzające w całej UE m.in. obowiązek ustanowienia „upoważnionego przedstawiciela” dla firm bez siedziby w danym kraju.
To pokazuje dwie rzeczy. Po pierwsze, suwerenność krajów członkowskich nie istnieje, skoro unijne przepisy obowiązują w krajach członkowskich bez ich uchwalenia przez krajowe parlamenty. Nie trzeba bowiem tych regulacji nawet wprowadzać do systemów prawnych krajów członkowskich, gdyż nie uchwalono ich w postaci dyrektywy, a wpisano je do rozporządzenia, które we wszystkich krajach członkowskich stosuje się bezpośrednio. Po drugie, Unii Europejskiej nie chodzi o klimat, ekologię, dobrobyt mieszkańców, wolny czy wspólny rynek i inne podobne bajki dla grzecznych dzieci, a wyłącznie o gruby biznes dużych grup interesu lub rację stanu krajów poważnych. I ta polityka – jak pokazują kolejne afery korupcyjne – podlewana jest łapówkarstwem na najwyższych szczeblach unijnej władzy.
Opakowaniowe ciężary regulacyjne wdrażano stopniowo na zasadzie gotowania żaby. Politykę dotyczącą opakowań Wspólnoty Europejskie zaczęły prowadzać od lat 90. Dyrektywa 94/62/WE z późniejszymi zmianami stopniowo od lat 90. narzuciła systemy rozszerzonej odpowiedzialności producenta oraz rejestry producentów opakowań, co zostało zaostrzone w 2018 roku. Dyrektywa ramowa o odpadach 2008/98/WE nałożyła na kraje członkowskie obowiązek prowadzenia od 2010 roku ewidencji odpadów, monitorowania ich przepływu oraz raportowania. Dyrektywa 2012/19/UE od 2014 roku wymusiła wprowadzenie krajowych rejestrów producentów sprzętu elektrycznego i elektronicznego. Z kolei dyrektywa (UE) 2018/851, która jest nowelizacją dyrektywy ramowej, wprowadziła od 2020 roku obowiązek utworzenia elektronicznego rejestru (lub skoordynowanych rejestrów) do ewidencji odpadów niebezpiecznych (kraje członkowskie mogły rozszerzyć go też na inne strumienie odpadów). Polskim narzędziem realizacji tych wymogów jest BDO, czyli Baza Danych o Produktach i Opakowaniach oraz o Gospodarce Odpadami. Rejestr BDO obowiązuje w Polsce od 2018 roku.
W sierpniu 2026 roku weszło w życie rozporządzenie w sprawie opakowań i odpadów opakowaniowych (UE) 2025/40, czyli Packaging and Packaging Waste Regulation (PPWR). Kilka istotnych kwestii, które wprowadza PPWR: każdy kraj członkowski musi prowadzić rejestr producentów opakowań, rejestracja jest obowiązkowa przed wprowadzeniem opakowań na rynek, producenci muszą pokrywać pełne koszty gospodarowania odpadami opakowaniowymi (zbiórka, sortowanie, recykling), wprowadzenie opłat, których wysokość zależy od recyklowalności opakowania (klasy A–E), zawartości recyklatu, możliwości ponownego użycia itp., obejmuje wszystkie rodzaje opakowań, pojawia się większa szczegółowość raportowania (masa, materiał, klasa recyklowalności) oraz obowiązek wyznaczenia pisemnym pełnomocnictwem lokalnego przedstawiciela do spraw rozszerzonej odpowiedzialności producenta w każdym kraju, w którym firma nie ma siedziby (w przypadku sprzedaży transgranicznej). Ponadto do tej pory były tylko krajowe kary, a teraz poza nimi dochodzi to, że niezgodność z PPWR może oznaczać blokadę wprowadzania opakowań (a de facto towarów) na rynek całej UE.
Opłaty i kary
W ramach wdrażania unijnej pogmatwanej nowomowy wbrew temu, co normalny czytelnik może zrozumieć z tych przepisów, sprawa nie dotyczy tylko producentów opakowań, ani nie dotyczy tylko opakowań. Producentem opakowań według eurokratów jest każda firma, która… wysyła swój towar w opakowaniu. I w rezultacie regulacja nie ogranicza czy nawet nie blokuje wprowadzania na rynek tylko opakowań, lecz wszystkich towarów, które są wysyłane w opakowaniach.
Jak to kosztowo w rzeczywistości wygląda po wprowadzeniu PPWR? Orientacyjne koszty posiadania pełnomocnika EPR w równych krajach wynoszą od 280 do nawet 950 euro rocznie. Cena zwykle obejmuje wyznaczenie pełnomocnika, czyli miejscową firmę, która zajmuje się recyklingiem, rejestrację w krajowym rejestrze, obsługę sprawozdań i często podstawowe opłaty systemowe. Do tego dochodzą takie koszty jak opłaty produktowe, które są zależne od masy i rodzaju opakowań (zwykle 0,10–1,50 euro/kg, zależnie od materiału i kraju), opłaty członkowskie w organizacjach odzysku oraz ewentualnie kaucje lub gwarancje. Sztuczna inteligencja wyliczyła przykładowe koszty dla typowej firmy, która chce eksportować do czterech dużych krajów (Niemcy, Francja, Włochy, Hiszpania), na ok. 2500–4000 euro rocznie tylko za reprezentację i rejestracje. PPWR nie przewiduje zwolnienia z obowiązku rejestracji i pełnomocnika tylko dlatego, że sprzedaż jest bardzo mała. We Francji czy Hiszpanii obowiązek powstaje już od pierwszej paczki. Więc jeśli nawet jakaś firma by do każdego z tych krajów wysłała towar za 500 euro, to nie będzie miała nawet przychodu pokrywającego te koszty, nie mówiąc o jakimkolwiek zarobku. Zwyczajnie dopłaci do interesu. To radykalne, brutalne i bezkompromisowe wycięcie ze wspólnego rynku małych firm, które mogły do tej pory zabierać korporacjom część rynku. Przynajmniej w tych krajach, w których system nie był tak skrajnie radykalny.
Co więcej, PPWR ujednolica podstawy do nakładania kar – państwa muszą mieć skuteczne i odstraszające sankcje finansowe, żeby nikt przypadkiem nie wysłał paczki bez podpisanej umowy z lokalnym przedstawicielem i bez całej biurokracji związanej z obowiązkowym raportowaniem. A kary finansowe w poszczególnych krajach członkowskich są niebagatelne. W Austrii tylko do 50 tysięcy euro, ale w Niemczech do 200 tysięcy euro, a w Irlandii – do 15 mln euro. W Polsce kary wynoszą od 5 tysięcy do miliona złotych. Do tego dochodzi zakaz i blokada sprzedaży. Z drugiej strony zgodnie z unijnym trendem przedsiębiorca nie może napisać w regulaminie swojego sklepu internetowego, że nie wysyła towaru za granicę, bo ktoś z zagranicy mógłby poczuć się urażony i to by już była dyskryminacja.
Ręczna eliminacja konkurencji
Niech ktoś teraz powie, że całe to PPWR nie jest ręcznym sposobem na wyeliminowanie z rynku konkurencji wobec wielkich koncernów, dla których z powodu skali sprzedaży posiadanie przedstawiciela i uiszczanie opłat z tym związanych oraz bezsensowne raportowanie nie jest istotnym obciążeniem finansowym. Stałe koszty administracyjne są takie same dla firmy sprzedającej za 300 euro i za 3 mln euro rocznie. Przy małej skali te koszty pochłaniają całą marżę lub nawet ją przekraczają. Brak realnych progów de minimis w większości krajów (np. Francja, Niemcy, Hiszpania) oznacza, że nawet okazjonalna sprzedaż generuje obowiązki i koszty. Efekt jest taki, że wielu mikroprzedsiębiorców po prostu wyłącza wysyłkę do innych krajów Unii Europejskiej i w ten sposób rynek się koncentruje. I to nie jest jedyny taki przypadek. Wysoki próg wejścia na rynek pojawia się przy wielu unijnych przepisach środowiskowych i produktowych, na czym tracą małe firmy. „Kolejna betonoza, by tylko duży nie upadł i zwiększał swoje zyski. Oczywiście, klasycznie prawo jest pisane pod operatorów. Prawdziwe pieniądze robi się wtedy, gdy kogoś odgórnie zmusza się do korzystania z twoich usług. To się robi już nudne” – skomentował na FB przedsiębiorca i ekonomista Cezary Bachański, ekspert Warsaw Enterprise Institute.
W związku z tym Rada Przedsiębiorców w imieniu małych firm, producentów i sprzedawców internetowych już wystosowała oficjalny apel do premiera Donalda Tuska z żądaniem pilnej interwencji na szczeblu unijnym zmierzających do całkowitego zwolnienia przedsiębiorstw z sektora MŚP z tych niedorzecznych wymogów. Jak czytamy w odezwie podpisanej przez Adama Abramowicza, prezesa Organizacji Pracodawców Rada Przedsiębiorców, „Nowe unijne prawo, zamiast realnie chronić środowisko, funduje sektorowi MŚP biurokratyczny koszmar, który zniszczy ich konkurencyjność. Zgodnie z nowymi, skrajnie nieprzemyślanymi przepisami, każdy mały przedsiębiorca eksportujący towar na rynek UE musi odrębnie zarejestrować się w systemach EPR w każdym z 27 państw członkowskich. Jakby tego było mało, narzucono obowiązek opłacania lokalnych, upoważnionych przedstawicieli we wszystkich krajach, w których firma nie posiada swojej siedziby. Do tego dochodzą absurdalne koszty administracyjne – samo badanie zawartości PFAS dla zaledwie jednego wariantu opakowania kosztuje w Polsce blisko trzy tysiące złotych netto, a przecież e-sklepy używają ich dziesiątki! Skutki tej legislacyjnej katastrofy już teraz uderzają w polski handel. Wielkie platformy sprzedażowe, takie jak Amazon czy eBay, pod groźbą sankcji masowo blokują konta sprzedawców, którzy nie widnieją w rejestrach państw docelowych. Te przepisy brutalnie niszczą swobodny przepływ towarów i samą ideę jednolitego rynku, zmuszając małe polskie sklepy internetowe do wycofywania się z obsługi zagranicznych klientów, a w skrajnych przypadkach wręcz do zamykania działalności”. Rada Przedsiębiorców zaznacza, że „Nie możemy pozwolić, aby biurokracja zniszczyła europejską gospodarkę i odcięła polskich sprzedawców od zagranicznych rynków”. Wątpliwe, by ten apel odniósł jakikolwiek skutek. Obym się mylił.


