Strona głównaWiadomościBiznesNie ma być tanio, tylko "zielono". Unia Europejska oddaje zamówienia publiczne w...

Nie ma być tanio, tylko „zielono”. Unia Europejska oddaje zamówienia publiczne w ręce klimatycznego lobby

-

- Reklama -

Unie Europejska nie chce, by o zwycięstwie w przetargach publicznych nadal decydowały konkurencyjność i cena. Rozsądek ma ustąpić miejsca „zielonym” wymogom dyktowanym przez ideologów klimatycznych. Ma być przede wszystkim ekologicznie, a koszty, które ponoszą przecież podatnicy, schodzą na dalszy plan.

Komisja Europejska zaprezentowała projekt Public Procurement Act (PPA). Eurokraci chcą wykorzystać przepisy przetargowe do sztucznego stymulowania popytu na drogie, tzw. ekologiczne technologie.

- Reklama -

Bruksela nie ukrywa, że zależy jej na odgórnym sterowaniu gigantycznym rynkiem. Aleksander Śniegocki, prezes Instytutu Reform, na łamach portalu energetyka24.com wskazuje, że to wprawdzie „zmiana systemowa, ale nie rewolucja”, ale dodaje, że „najważniejsza może okazać się nie sama zmiana przepisów, ale zmiana logiki ich stosowania”.

- Reklama -

Ta „zmiana logiki” oznacza w praktyce powolne wygaszanie wolnej konkurencji na rzecz premiowania ofert spełniających odgórne wskaźniki środowiskowe.

- Reklama -

Oprócz zielonego dyktatu, kolejnym filarem reformy jest tzw. local content. Bruksela zamierza pompować pieniądze we własny przemysł, mocno blokując dostawców spoza kontynentu, przede wszystkim z Chin. Mechanizm ten nie zakłada jednak faworyzowania lokalnych, krajowych firm na ich własnym podwórku.

– Bezpośrednie preferencje dla dostawców z Polski w stosunku do dostawców z innych państw Unii nie są możliwe na gruncie obecnego prawa i nie będą możliwe również w przyszłości – rozwiewa wątpliwości Śniegocki.

Centralizacja prawa pod dyktando Brukseli budzi pytania o suwerenność gospodarczą państw członkowskich. – Nie chodzi tutaj o rezygnację z suwerenności, lecz o przekazanie części kompetencji na poziom unijny. Po to, aby stworzyć bardziej spójne i efektywne zasady funkcjonowania jednolitego rynku – powiedział Tomasz Krzyżanowski, senior associate z kancelarii Domański Zakrzewski Palinka.

Jak dla nas to sytuacja czarno-biała. Oddanie części kompetencji na poziom unijny oznacza częściową utratę suwerenności gospodarczej.

A polski rząd – jak zawsze zresztą, nieważne kto akurat jest u steru – zdaje się płynąć z tym europejskim prądem. Monika Krupa Leończyk z Ministerstwa Rozwoju i Technologii mówi wprost, że przetargi staną się droższe i jeszcze się z tego cieszy.

– Zamówienia publiczne odpowiadają za około 10 proc. polskiego PKB, a więc mamy tutaj do czynienia z bardzo istotnym instrumentem oddziaływania państwa na gospodarkę. Kładziemy także coraz większy nacisk na uwzględnianie aspektów środowiskowych i społecznych w zamówieniach publicznych – przynajmniej nie owija w bawełnę przedstawicielka ministerstwa.

Wychodzi więc na to, że era przetargów wygrywanych dzięki optymalizacji kosztów dobiega końca. Publiczne inwestycje mają być od teraz przede wszystkim „zielone”, bez względu na to, jak wysoką cenę zapłacą za ten ideologiczny zwrot podatnicy.

Najnowsze