Nie żyje ksiądz Stanisław Małkowski, kapłan, który przez dekady był solą w oku zarówno władz PRL, jak i hierarchii kościelnej. Żegnający go Janusz Korwin-Mikke napisał gorzko, że po 1989 roku duchowny „był przeszkodą”, bo „księża wkradali się w łaski polityków”.
Informację o śmierci ks. Małkowskiego przekazała Archidiecezja Warszawska, wskazując, że duchowny zmarł w rodzinnym domu na terenie diecezji warszawsko-praskiej. Szczegóły pogrzebu mają zostać podane w późniejszym terminie.
W czasach PRL był jednym z najbardziej rozpoznawalnych kapłanów zaangażowanych w działalność opozycyjną. W dniu ogłoszenia stanu wojennego był jedynym warszawskim duchownym katolickim zatrzymanym przez SB. Wraz z ks. Jerzym Popiełuszką odprawiał słynne msze za ojczyznę, a w 1982 roku został mianowany jednym z kapelanów podziemnej „Solidarności”. Za swoją działalność był wielokrotnie represjonowany i figurował na liście „najbardziej niewygodnych księży” w PRL.
Życie kapłana, którego nie złamały ani SB, ani własna kuria, to gotowy scenariusz na film o wolności. Więcej o życiorysie ks. Małkowskiego przeczytacie w poniższym artykule:
Nie żyje ks. Stanisław Małkowski, antykomunista, obrońca życia, Kawaler Orderu Orła Białego
Korwin-Mikke żegna ks. Małkowskiego
Ks. Stanisława Małkowskiego pożegnał Janusz Korwin-Mikke. Panowie znali się niemal siedem dekad, od czasów wspólnej nauki w warszawskim liceum im. Tadeusza Reytana. Polityk przypomniał, że obaj studiowali potem na Wydziale Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, skąd zostali wyrzuceni po Marcu 1968.
„Ks. Stanisława znałem prawie 70 lat – chodziliśmy do liceum im. Tadeusza Reytana, potem na Wydział Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego (który wtedy był jeszcze uczelnią wyższą). I już całkiem razem wyrzucili nas z tego wydziału po Marcu 1968. Z tym, że On był zawsze przede wszystkim osobą duchowną, a dopiero potem politykiem. Szliśmy więc różnymi drogami” – pisze Korwin-Mikke.
Wolnościowiec przypomniał także drogę zmarłego do kapłaństwa i jego zaangażowanie opozycyjne.
„Zaangażował się jednak, podobnie jak ja, w działalność opozycji – i podobnie jak śp. Stefan Kisielewski początkowo pozytywnie odnosił się do Adama Michnika i śp. Jacka Kuronia… i podobnie jak On szybko zmienił ten pogląd. Zaangażował się (też w odróżnieniu ode mnie) w działania »SOLIDARNOŚCI« i został jednym z jej kapelanów. W międzyczasie dwukrotnie usiłował zostać zakonnikiem; za drugim razem doradziłem Mu oo. Dominikanów – ale to też Mu się, na szczęście, nie udało” – pisze w pożegnaniu.
W dalszej części wpisu Korwin-Mikke nie oszczędził samej instytucji kościelnej, wskazując, że to właśnie ona najbardziej utrudniała życie księdzu Małkowskiemu.
„Ks. Stanisław miał bowiem bardzo wyraziste poglądy – co się kurialistom bardzo nie podobało. Czasem dlatego, że Kościół się po prostu… bał – a czasem dlatego, że Kościół miał rację, a On nie. Ja nawet nie próbowałem Go do niczego przekonywać – Kościół próbował. Stosując szykany i represje” – wspomina.
„Dopóki Polską rządziła PZPR, Kościół tolerował Jego opozycyjność. Czasem nawet Go krył. W nowej rzeczywistości księża wkradali się w łaski polityków, więc ks. Małkowski był w tym przeszkodą. Traktowano Go bardzo niesprawiedliwie. Jak krytykował rząd za »komuny« – to był dobry; jak krytykował za »neo-komuny« – to już nie” – kontynuuje Korwin-Mikke
Jako przykład takiego traktowania polityk przywołał wydarzenie z marca 2014 roku. „Oskarżył władze III RP o to, że popierają emigrację, by pozbyć się z kraju osób niepokornych – i wezwał, jak najsłuszniej, do uzbrojenia Polski, która jest zagrożona. Jeden z wiernych głośno zaprotestował przeciwko upolitycznianiu kazań, grupa osób nawet wyszła z kościoła. Co najgorsze ówczesny proboszcz parafii, ks. Zbigniew Kasperski, oficjalnie przeprosił wiernych za zaistniałą sytuację, podkreślając, że ambona nie powinna służyć do manifestów politycznych!!! Ksiądz Piotr Skarga obraca się w grobie i jęczy…” – zauważa Korwin-Mikke.
Na koniec przypomniał ostatnie lata posługi zmarłego duchownego. „Kościół przerzucał ks. Stanisława do parafij przy różnych cmentarzach – ale też do parafii p/w św. Patryka, gdzie ochrzcił dwoje moich najmłodszych. Wreszcie w 2022 ks. Stanisław przeszedł na emeryturę i mógł zacząć żyć jak chciał. Niestety: już krótko” – zakończył Korwin-Mikke.


