Strona głównaMagazynKramatorsk i Słowiańsk na celowniku. Rosja szykuje uderzenie, które może zmienić losy...

Kramatorsk i Słowiańsk na celowniku. Rosja szykuje uderzenie, które może zmienić losy wojny

-

- Reklama -

Wojna na Ukrainie staje się coraz bardziej zażarta i brutalna. Wojska rosyjskie idą do przodu i jest tylko kwestią czasu, kiedy zajmą cały Donbas. Taka jest realna rzeczywistość na placu boju. W powietrzu wygląda to różnie. Wielu ekspertów uważa, że Ukrainie bardzo trudno będzie przetrwać zbliżającą się zimę.

Wojna na Ukrainie wchodzi, jak się wydaje, w decydującą fazę. Toczy się ona na lądzie i w powietrzu i pochłania coraz więcej ofiar. Strona rosyjska twierdzi, że Ukraina codziennie traci od tysiąca do tysiąca pięciuset żołnierzy i oficerów, a także najemników, którzy zostają zabici i ranni. Kijów twierdzi, że takie straty ponosi strona rosyjska, a ich straty są o wiele mniejsze. Rosjanie swoich strat nie podają, ale nie zaprzeczają, że je ponoszą. Twierdzą jednak, że to do nich na linii całego frontu należy inicjatywa strategiczna i codziennie, choć małymi kroczkami, posuwają się do przodu.

- Reklama -

Natarcie na Donbas trwa

Ten ostatni fakt potwierdzają wszyscy zachodni obserwatorzy. Siły rosyjskie zintensyfikowały swoje natarcie w Donbasie, na ostatnie dwa miasta przekształcone w twierdze, czyli Kramatorsk i Słowiańsk. Oznacza to, że ponad 90 procent regionu jest już w rękach Rosjan. Kontrolują oni także części obwodów charkowskiego, sumskiego i posuwają się także w zaporoskim. W charkowskim, nacierając z dwóch kierunków, chcą wziąć w kocioł całą grupę wojsk ukraińskich, operującą w północno-wschodniej części obwodu. Idą bardzo szerokim pasem, by po domknięciu okrążenia przeciwnik nie mógł się przebić.

- Reklama -

Siły rosyjskie wypierają też oddziały ukraińskie w obwodzie charkowskim ze wschodniego brzegu rzeki Oskoł w rejonie Kupiańska, rozszerzając kontrolowaną przez siebie strefę. Posuwają się także w kierunku Borowej. W obwodzie sumskim ich skrajne pozycje są o 10 km od przedmieść Charkowa. Ponadto Rosjanie zajęli szereg miejscowości na zachód od Sum, mających strategiczne znaczenie. Mogą z nich ostrzeliwać korytarze transportowe, biegnące do tej stolicy obwodu, a także zestrzeliwać przynajmniej część ukraińskich dronów lecących na Rosję. Rosjanie umocnili też swoje pozycje w obwodzie zaporoskim. Odparli ukraińskie kontrataki i stopniowo biorą kolejne miejscowości.

- Reklama -

Rosyjskie postępy oznaczają, że niestety nadzieje wiązane przez sztabowców ukraińskich z nową taktyką użycia dronów bezpośrednio na polu walki nie sprawdziły się. Ich zmasowane roje latające przed ich pozycjami, same wyszukujące sobie cele i kierowane przy pomocy sztucznej inteligencji miały uniemożliwić rosyjskim żołnierzom wysunięcie głowy z okopu, a nawet wejście do niego. Rosjanie, owszem przyznają, że ukraińskie drony zaczęły latać nad nimi jak muchy, uniemożliwiając im każdy krok. Jednak nie zmieniło to sytuacji zbyt mocno.

Bez piechoty ani rusz

Z całą pewnością w pierwszej fazie ataków rojami dronów Rosjanie ponieśli duże straty. Co do tego nie można mieć żadnych wątpliwości. Bardzo szybko jednak Rosjanie opanowali sytuację, zmieniając taktykę. Operują głównie nocą, małymi grupami, które przekradają się na teren przeciwnika i opanowują w danej miejscowości dom po domu. Często pojawiają się z tyłu. Wykonują też rozpoznanie, wskazując cele własnej artylerii i innych środków ogniowych. Spowalnia to natarcie Rosjan, ale go nie zatrzymuje. Ich dowódcy stale podkreślają, że dronami nie wygrywa się wojny i o zwycięstwie na współczesnym placu boju decydują nie drony, ale dobrze wyszkolone wojska lądowe, których żołnierze są przygotowywani do walki z dronami i posiadają do tego niezbędne uzbrojenie. Każda nowa wprowadzona broń, jak jeszcze pisał von Clausewitz, szybko powoduje wynalezienie antybroni. Broni skutecznie zwalczających roje dronów również.

W każdym razie z wypowiedzi Putina, który coraz częściej pokazuje się w mundurze wojskowym, można wnioskować, że w najbliższych tygodniach wojska rosyjskie uderzą na Kramatorsk i Słowiańsk i zdobędą je, jak wcześniej inne miejscowości. Prowadzą intensywny ostrzał infrastruktury tych miast. Rosyjskie grupy szturmowe wkroczyły już do Drużkiwki, poprzez którą będą się wdzierać do ostatniej, kontrolowanej jeszcze przez ukraińskich żołnierzy, aglomeracji Kramatorsk-Słowiańsk. Większość analityków uważa, że po zajęciu Donbasu armia rosyjska ruszy w kierunku Dniepru. Już teraz w Moskwie słyszy się głosy, że nie licząc się z ofiarami, Rosja powinna zająć obwody odeski i mikołajewski, bo inaczej zajęcie przez nią Krymu nie będzie miało charakteru ostatecznego.

Wymiana uderzeń dronami

Obie strony prowadzą też wojnę powietrzną. Początkowo Kijów ogłosił z triumfem, że udało mu się przenieść wojnę na terytorium Rosji i będzie ją atakować, dopóki ta nie podejmie rozmów pokojowych. Wydawało się, że wystrzelone z Ukrainy drony sparaliżują życie w Rosji i skłonią jej mieszkańców do antyputinowskiego buntu. Widok płonących rafinerii i centrów logistycznych istotnie robiły wrażenie. W Kijowie wybuchła euforia, ale okazało się, że przedwcześnie. Moskwa odpowiedziała bowiem zmasowanym uderzeniem, atakując obiekty, których dotychczas nie atakowała. Uderzyła w szereg celów w kilkunastu miastach Ukrainy. W trakcie masowanych ataków Rosjanie zniszczyli, bądź poważnie uszkodzili zakłady produkujące drony lub podzespoły do nich. Zaatakowali również szereg innych obiektów przemysłowych związanych z ukraińskim przemysłem zbrojeniowym. Ataki były na tyle silne, że nawet ukraińska telewizja pokazała efekty uderzeń rosyjskich dronów i rakiet. Rosjanie uderzyli także w magazyny logistyczne. Zaatakowano też linie energetyczne, elektrownie, stacje kolejowe, mosty.

Obserwatorzy zachodni, przy ocenianiu rosyjskich ataków zwrócili uwagę na fakt, że jednym z zasadniczych ich celów było całkowite zablokowanie wyjścia Ukrainy w świat przez jej porty nad Morzem Czarnym. Nie był to też jednorazowy atak. Rosja z premedytacją niszczy całą infrastrukturę portową i zatapia wszystko, co pływa po Morzu Czarnym z ukraińską flagą, a także ostrzega, że zatopi każdy statek, który będzie wiózł zaopatrzenie dla Ukrainy. Przy okazji ostatnich zmasowanych ataków Rosjan okazało się też, że niedobór rakiet do systemów Patriot uczynił ukraińską obronę powietrzną nieskuteczną w przypadku użycia przez nich pocisków batalistycznych i hipersonicznych. Z 50 rakiet obu typów, użytych w ataku od 30 listopada do 2 sierpnia Ukraińcom udało się zestrzelić zaledwie dwie. Rosjanie kwestionują i tę liczbę twierdząc, że wszystkie trafiły w cel.

Gdy Ukrainie brakuje rakiet, Rosja według informacji ukraińskiego wywiadu przekroczyła plany produkcji swoich podstawowych rakiet: X-101, Kalibr i Iskander. Roczny plan produkcji rakiet typu Cyrkon i Oniks wykonają już w tym miesiącu, czyli w sierpniu br.

Dane te nie są wzięte z kapelusza. Zostały potwierdzone przez rosyjskie Ministerstwo Obrony. Rosja z pewnością będzie je wykorzystywać. Obecnie według ukraińskich wojskowych atakując Ukrainę, może oddać jednorazową salwę składającą się z 77 balistycznych rakiet, a w najbliższym czasie będzie mogła wystrzelić salwę składającą się z nawet 200 rakiet!

Nie jest to optymistyczna wiadomość dla Ukraińców. Wojna będzie trwać i pociągać za sobą kolejne ofiary. Zima dla Ukraińców będzie bardzo ciężka. Niektórzy obserwatorzy wyrażają wątpliwość, czy ją w ogóle przetrwają.

Antoni Mak

 


Tekst ukazał się w tygodniku „Najwyższy CZAS!” nr 35-36, 24 sierpnia – 6 września 2026 r. Do nabycia w najlepszych salonach prasowych lub w e-wydaniu na stronie Biblioteki Wolności.

Najnowsze