Strona głównaGŁÓWNYTisza przed burzą. Węgry po przewrocie

Tisza przed burzą. Węgry po przewrocie

-

- Reklama -

Właśnie mijają trzy miesiące od zmiany władzy na Węgrzech. W sobotę 9 maja podczas inauguracyjnej sesji parlamentu lider zwycięskiego ugrupowania Tisza Péter Magyar został wybrany i zaprzysiężony na nowego premiera, kończąc tym samym 16-letnią epokę rządów Viktora Orbàna i jego partii Fidesz.

Była to konsekwencja przeprowadzonych w dniu 12 kwietnia wyborów do węgierskiego parlamentu, który – inaczej niż w Polsce – jest jednoizbowy. Zasiada w nim 199 posłów, z których 106 wybieranych jest w okręgach jednomandatowych, a 93 z krajowych list partyjnych. Tisza zdobyła 96 miejsc z okręgów jednomandatowych, Fidesz zaledwie 10. Z list krajowych Tisza wprowadziła 45 posłów, Fidesz 42. Ogółem Tisza ma 141 mandatów, Fidesz 52. Pozostałe 6 mandatów uzyskał Ruch Nasza Ojczyzna (węg. Mi Hazánk Mozgalom) László Toroczkai’a, resztówka po silnym niegdyś Jobbiku.

- Reklama -

W ilości wyborców przewaga zwycięzców nie była już tak gigantyczna – Tisza zdobyła 53,2 proc. głosów, Fidesz 38,6 proc.,  Mi Hazánk 5,6 proc., przy rekordowej frekwencji 79,6 proc. Do parlamentu nie dostała się żadna partia formalnie lewicowa – zwycięska Tisza deklaruje się jako centroprawica, podobnie zresztą jak przegrany Fidesz. Z kolei Naszej Ojczyźnie przypięto etykietkę „skrajnej prawicy”. Tisza ma więc większość pozwalającą na uchwalenie nowej konstytucji.

- Reklama -

Fidesz przegrał, bo najzwyczajniej zbyt długo rządził. Szesnaście lat to europejski rekord – tak długie rządy w świecie zachodnim zdarzają się niezwykle rzadko. Margaret Thatcher, zwana „Żelazną Damą”, kierowała Zjednoczonym Królestwem przez 11,5 roku, prezydenci Francji Chirac i Mitterand odpowiednio 12 i 14 lat, jedynie w Niemczech Helmut Kohl i Angela Merkel rządzili ponad 16 lat. Warto zauważyć, że Orbán był premierem już wcześniej, w latach 1998–2002, w sumie rządził więc Węgrami przez 20 lat. Jak każda trwająca tak długo władza stawała się coraz bardziej skostniała i zamknięta. Powszechne było na Węgrzech przeświadczenie, że bez poparcia tej partii trudno o dobrą pracę – nie tylko w sektorze publicznym.

- Reklama -

Przeciwnicy Orbàna nazywali go „Viktatorem” i do ostatnich dni twierdzili, że wybory zostaną odwołane, bo Orbàn pod pretekstem zagrożenia np. atakiem z Ukrainy ogłosi stan wyjątkowy. Jego ostentacyjna antyukraińskość i afiszowanie się z Putinem, tym razem nie przyniosły sukcesu. Jeszcze bardziej zaszkodziło mu jednak poparcie Donalda Trumpa, który wyświadczył Orbánowi niedźwiedzią przysługę, wysyłając na Węgry wiceprezydenta Vance’a i popierając go osobiście w ostatnich dniach przed wyborami. Orbán był też bardzo proizraelski i nie pomogło mu to w utrzymaniu władzy – Izrael nie ma obecnie dobrej prasy.

Najważniejsza była jednak gospodarka dławiona przez najwyższy w Europie VAT wynoszący 27 proc. Dla przeciętnego Węgra Polska od czasów „gulaszowego socjalizmu” Jánosa Kádára zawsze była pod względem rozwoju gospodarczego w tyle za Węgrami, jednak w ostatnim dziesięcioleciu sytuacja się zmieniła. Wielu Węgrów sądzi więc, że stało się tak nie z powodu większej inicjatywy i pracowitości Polaków – lecz dzięki funduszom z UE, które dla Węgier – w wyniku antyunijnej polityki Orbána – były blokowane. „W Polsce za pieniądze unijne zbudowano szybką kolej, a na Węgrzech wagony się rozpadają” – powiedział Péter Magyar w telewizji publicznej M1 trzy dni po wyborach.

Zwycięska Tisza (czyt.: „tiso”) jest świeżym bytem politycznym. Została założona w 2021 r. przez lokalnych działaczy w mieście Eger. Jej pełna nazwa to Tisztelet és Szabadság Párt, Partia Szacunku i Wolności. Jednak Tisza to przede wszystkim węgierska nazwa rzeki Cisy, najdłuższego dopływu Dunaju o długości 966 km, z których aż 597 km płynie w obecnych granicach Węgier (dla porównania – Dunaj na Węgrzech liczy 417 km, ale trzecią część tej długości dzieli ze Słowacją). Jeśli jednak uwzględnić, że Cisa ma swój początek na ukraińskim Zakarpaciu, a do Dunaju uchodzi w serbskiej Wojwodinie, a oba te regiony do 1920 r. stanowiły część Królestwa Węgier, uznać ją można za największą i najbardziej węgierską z rzek.

W wyborach parlamentarnych 2022 r. Tisza nie zdołała zarejestrować żadnej listy kandydatów. Sytuacja zmieniła się, gdy w kwietniu 2024 dołączył do niej Peter Magyar, zostając jej wiceprzewodniczącym. W wyborach do Parlamentu Europejskiego w czerwcu 2024 Tisza zdobyła prawie 30 proc. głosów, wprowadzając siedmiu z ogólnej liczby 21 węgierskich europosłów i wyrosła na główną siłę opozycyjną.

Péter Magyar już samym nazwiskiem (znaczącym po prostu „Węgier” lub „węgierski”) doskonale pasował do patriotycznego wizerunku nowej partii. Urodzony w 1981 r. absolwent katolickiego uniwersytetu prowadzonego przez Episkopat Węgier przez całe lata był związany z partią Viktora Orbàna. Z nominacji Fideszu aż do lutego 2024 r. zajmował wiele raczej drugoplanowych stanowisk, pracował m.in. w przedstawicielstwie Węgier przy Komisji Europejskiej. W latach 2006–2023 jego żoną była Judit Varga, wieloletnia minister sprawiedliwości w rządzie Orbàna, z którą ma troje dzieci. Szerszą popularność zdobył, ujawniając w filmiku (który na You Tube miał dwa miliony wyświetleń) fakt ułaskawienia przez prezydent Katalin (Katarzynę) Novàk – za pozytywną opinią swojej byłej żony – wicedyrektora pewnego domu dziecka skazanego za tuszowanie pedofilii. W wyniku skandalu Novàk ustąpiła ze stanowiska. Magyar sugerował jednak, że za ułaskawieniem stał sam premier Orbàn.

Nie brak opinii, że Tisza była swoistą partią rezerwową, oczekującą na swoją przydatność niczym narzędzie na półce. Sięgnięto po nie, kiedy stało się oczywiste, że maszyna pod nazwą Fidesz zużyła się i już nie będzie skuteczna. Wszak w myśl słynnego cytatu z „Lamparta” Giuseppe di Lampedusy, „Jeśli chcemy, by wszystko pozostało tak, jak jest, wszystko musi się zmienić”. Jak twierdzi red. Michalkiewicz, w wyborach ważne jest stworzenie właściwej alternatywy tak, aby bez względu na to, kto wygra, były one wygrane. Tej alternatywy nie przygotował bynajmniej Orbán – ale np. ci, którzy przed laty wypromowali go do władzy, m.in. ujawniając słynne nagrania z tajnej narady rządzących wówczas socjalistów, na których ówczesny premier Ferenc Gyurcsány nie tylko przyznawał się do nieustannych kłamstw, ale przede wszystkim nazwał Węgry „k…wskim krajem”. Mogą to więc być np. węgierskie tajne służby, które – w co nam, Polakom, trudno uwierzyć – działają po prostu na rzecz swojego państwa… Czy tak w istocie było – czas pokaże.

W dniu zaprzysiężenia nowego rządu Budapeszt ogarnęła euforia. Zebrany na Placu Kossutha przed parlamentem wielotysięczny tłum z flagami węgierskimi (i – nielicznymi – unijnymi) aż do białego rana radował się z powołania nowej władzy, a rolę DJ-a przez pewien czas pełnił sam Magyar. Z odejścia Orbána radowano się bardziej niż z końca komunizmu, który w historii Węgier zapisał się przecież niezwykle krwawo. Ten entuzjazm Magyar starannie podtrzymuje – hucznie świętowano 50 dni sprawowania jego władzy, która – jak mówią apologeci – przywróciła Węgrom wolność. Sceny z tłumami pod parlamentem, a nawet samo ślubowanie Magyara stały się ilustracją do wielu rockowych i folkowych utworów gloryfikujących „zmianę ustroju” (węg. rendszerváltás), jak nazwano to, co się stało tej wiosny – wielkie „zwycięstwo narodu” nad „dyktaturą”.

Radość zapanowała też w Brukseli. Péter Magyar deklaruje wprawdzie kontynuację polityki Orbana sprzeciwu wobec paktu migracyjnego, jednak w kwestii polityki klimatycznej czy prób federalizacji UE nie jest już tak stanowczy. Zadeklarował też kroki w kierunku przyjęcia waluty euro (około 2030 r.), co będzie o tyle łatwiejsze, że na Węgrzech nie przeprowadzono denominacji. Codzienne zakupy liczy się tam w tysiącach, a miesięczne zarobki w setkach tysięcy, a nawet milionach forintów. Tymczasem większość Węgrów, która  miała już dość Orbána – bynajmniej nie chce wprowadzenia euro. W dalszym ciągu Węgry będą zmuszone kupować paliwa z Rosji i utrzymywać zbudowaną przez Rosjan elektrownię atomową, muszą zatem mieć przynajmniej poprawne stosunki z Moskwą i nie popierać kolejnych nakładanych na nią sankcji.

Magyar jest od Orbána o 18 lat młodszy – zmiana ma więc charakter pokoleniowy. Niemniej Orbàn ma dopiero 63 lata i z pewnością nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Zrezygnował wprawdzie z mandatu poselskiego, pozostał jednak szefem partii. Jeżeli będzie celnie punktował błędy Magyara i jego ludzi, może bardzo szybko odbudować swój polityczny kapitał. Toteż aby zapobiec powrotowi Orbàna do władzy, uchwalona została poprawka do konstytucji ograniczająca sprawowanie urzędu premiera do dwóch kadencji, uwaga – z mocą wsteczną od 1990 r.! Mocą tej samej poprawki ograniczono czas pełnienia mandatu parlamentarzysty do trzech kadencji (Tisza może przyjmować takie nowelizacje, bo wszyscy jej posłowie z nowym premierem włącznie są w tej roli absolutnymi debiutantami) oraz wprowadzono przymusowy wiek emerytalny 70 lat dla członków trybunału konstytucyjnego, przez co jednym ruchem usunięto czterech z 15 sędziów, w tym prezesa – co oczywiście nijak nie narusza zasad europejskiej praworządności. Póki co owe działania bardzo się Węgrom podobają – według sondaży, w końcu lipca Tisza cieszyła się poparciem aż 74 proc. Węgrów!

W drodze tej samej ustawy konstytucyjnej zakończono też kadencję wybranego przed dwoma laty prezydenta Tamása Sulyoka, którego Magyar nazwał „marionetką Orbána”. Premier zapowiedział wybór nowej głowy państwa – pełniącej głównie funkcje reprezentacyjne, lecz mogącej np. kierować ustawy do trybunału konstytucyjnego – do dnia 20 sierpnia, tj. do głównego święta narodowego Węgier – Dnia Św. Stefana. Zgłosił więc kandydaturę Judit Polgár, arcymistrzyni szachowej, której nazwisko (węg. polgár – obywatel) doskonale pasuje do profilu rządzącej partii. Ku ogólnemu zaskoczeniu „królowa szachów” odmówiła, twierdząc, że „nie czuje się na siłach, aby przyjąć historyczną odpowiedzialność za zjednoczenie podzielonego narodu”. Prawdziwą przyczyną odmowy był jednak fakt, że Polgár, owszem, jest obywatelką i to nawet podwójną: oprócz węgierskiego posiada także obywatelstwo… Izraela.

Ursula von der Leyen wciąż deklaruje, że „głęboko wierzy” w Magyara i jego „proeuropejskość”. Jednakże pomimo próśb nowego premiera Komisja Europejska nie zwróciła 2 mld euro kar nałożonych na Węgry za ich politykę antyimigracyjną i – nakłada je dalej w wysokości 1 mln euro dziennie(!). Niemniej Magyar przedstawiany jest wciąż jako „prounijny demokrata”, chociaż  w wielu zasadniczych dla UE kwestiach mówi to samo co „antyunijny dyktator” Orbàn.

Jak długo w tym wytrwa? Kręgi rządzące Unią zbyt wiele w niego zainwestowały – a polityczne długi trzeba przecież spłacać. Póki co trwa więc swoista cisza (rzec by można: Tisza…) przed burzą, która będzie musiała nastąpić, kiedy Magyar zacznie spełniać żądania Brukseli i narazi się własnym wyborcom. Chyba że szefostwu Unii wystarczy sam fakt, że Węgrami nie rządzi już znienawidzony Orbàn, który napsuł im tyle krwi. Niemający wsparcia Trumpa (i Putina…) Magyar będzie niewątpliwie grzeczniej szedł na unijnej smyczy.

Najnowsze