Grzegorz Braun wśród Polaków wywołuje skrajne emocje, ale w niewielkim Podedwórzu na Lubelszczyźnie to postać, która budzi polityczną nadzieję. To tam podczas ostatnich wyborów prezydenckich wykręcił swój najlepszy wynik, osiągając ponad 20 proc. poparcia. Dziennikarze „Faktu” zapytali mieszkańców, skąd u nich fascynacja Braunem na taką skalę.
Dla pani Barbary wybór był prosty i podyktowany głębokim zmęczeniem trwającym od lat konfliktem na linii PO-PiS. – Głosowałam na pana Brauna. Drugi raz zrobiłabym tak samo – deklaruje z przekonaniem. – Będzie dobrym premierem, jeśli zostanie wybrany. Nie ufam ani Platformie, ani PiS. Cały czas rządzą i tylko się kłócą. Może Grzegorz Braun postawiłby na swoim i jakieś dobre zmiany wprowadził – dodaje,
W Podedwórzu wierzą, że to Braun jest tym jedynym, który odważy się na radykalne kroki. Małżeństwo spotkane przy pakowaniu zakupów, Grażyna i Wiesław, widzi w nim wręcz ostatnią deskę ratunku dla kraju. – Jedyny Polak, który może coś z tym wszystkim zrobić. Ale czy zrobi… Dużo osób się starało i co niektórzy źle skończyli. On raczej byłby dobrym premierem – zastanawiają się na głos.
U pana Dariusza na płocie wciąż wisi wyborczy plakat Brauna. Gospodarz przyznaje, że kontrowersyjny styl bycia polityka to nie do końca jego „bajka”, ale stawia sprawę jasno na płaszczyźnie czysto ideowej: – Mam poglądy prawicowe i w tej chwili jest on jedyną sensowną opcją. PiS nigdy nie był prawdziwą prawicą – uważa.
Dariusz zaznacza jednak, że ewentualny sukces rządu Brauna uzależniony byłby od odpowiednich kadr. – Czy byłby dobrym premierem, nie wiem. Wszystko zależy od tego, jakie zgromadziłby wokół siebie środowisko. Jego ugrupowanie nie było jeszcze u władzy. Ci, co już byli, pokazali, na co ich stać – analizuje.
W wypowiedziach mieszkańców Podedwórza nie brakuje też wątku ukraińskiego.
– Ludzie są zniesmaczeni zbytnią przychylnością dla Ukrainy. A ta partia podnosi te kwestie. Rozumiem, że trzeba pomagać, jak najbardziej jestem za tym. Ale najpierw nakarmmy własne dzieci, a potem zadbajmy o dzieci sąsiada. Nie możemy być narodem drugiej kategorii we własnym kraju – podsumowuje pan Dariusz.


