Strona głównaGŁÓWNYPalestyna, pierwsze żydowskie misje i filantropi

Palestyna, pierwsze żydowskie misje i filantropi

-

- Reklama -

Fragment książki „Polityka Żydowska” autorstwa Tomasza Sommera i Mariana Miszalskiego.

(…)

- Reklama -

W tym rozdziale opowiemy o pierwszych żydowskich misjach, próbach osadnictwa w Palestynie. I tu się Państwo zdziwią, bo osadnictwo żydowskie nie było w XIX wieku jedyną próbą osadnictwa w Palestynie. Mamy do czynienia z dwoma innymi próbami, z próbą amerykańską osadnictwa w Palestynie oraz z próbą niemiecką, tak, niemiecką próbą osadnictwa w Palestynie. Obie te próby trwały kilka dziesięcioleci. Zwłaszcza niemiecka, która trwała niemal sto lat i zakończyła się dosyć nieciekawie, z tego względu że przecież w Europie zdarzył się Holokaust, a niemieccy osadnicy w tym czasie dzielili życie z Żydami w Palestynie.

- Reklama -

Na początku XIX wieku w Jerozolimie żydów było bardzo niewielu. Szacuje się, że w ottomańskiej Syrii, do której należała Palestyna, ta grupa narodowościowa stanowiła zaledwie ok. 2 proc. populacji, podczas gdy chrześcijan było 10 proc., a muzułmanów ponad 80 proc. W liczbach bezwzględnych populacja żydów liczyła w samej Palestynie zaledwie ok. 9 tys. osób. Nowe osadnictwo żydowskie pojawiło w latach 40. XIX w. i było to osadnictwo żydów religijnych, którzy chcieli wzmocnić istniejące żydowskie grupy, ale wcale się z nimi dobrze nie dogadywali. Dochodziło do nieporozumień często na trywialnej płaszczyźnie bytowej. W efekcie główny sponsor żydowskiego osadnictwa, czyli amerykańsko-żydowski finansista Judasz Touro wpadł na pomysł, że należy dla palestyńskiego osadnictwa kupować ziemię, by najpierw osadnikom zapewnić byt. Touro zmarł w 1854 r., przekazując dużą cześć swojego majątku właśnie na nieruchomości dla żydów w Palestynie, a wykonawcą jego testamentu w tej sprawie był brytyjsko-żydowski finansista Mojżesz Montefiore, który rozpoczął zakupy ziemi w Palestynie na wielką skalę, nie ujawniając zresztą początkowo ottomańskim władzom, w jakim celu tę ziemię kupuje. Jego przedstawiciele udawali nawet, że chodzi o zwykły biznes – do prac polowych w nowo nabytych majątkach zatrudniani byli początkowo muzułmańscy chłopi, czyli fellaszowie. Dzięki nabywaniu ziemi, w drugiej połowie lat 50., 60., XIX w. ilość żydów w Palestynie przekroczyła 20 tys. żeby już popłynąć szeroką falą w latach 80. i 90. w wyniku akcji syjonistycznej.

- Reklama -

Zanim przejdziemy do syjonistycznej akcji osadniczej, zatrzymajmy się na chwilę przy amerykańskim osadnictwie w Palestynie. Było ono pokłosiem charakterystycznego dla Stanów Zjednoczonych ewangelikalizmu odłączonego, czyli ruchów odstępczych od protestantyzmu, które doprowadziły do powstania mormonizmu, do powstania całej takiej jakby grupy wierzeń stojących na granicy chrześcijaństwa, bo mormoni też się natychmiast podzielili na szereg sekt. Mormoni głosili dosyć istotną z punktu widzenia kolonizacji Palestyny doktrynę, ale nie tylko oni, bo byli też ewangelikanie nieodłączeni od głównego nurtu protestantyzmu, którzy również zaczęli głosić koncepcję, iż warunkiem postąpienia do przodu planów Bożych, krótko mówiąc, warunkiem powrotu Chrystusa na Ziemię jest stworzenie nowego Syjonu dla żydów. Oba te ruchy, czyli mormoński i judaizujący ewangelikanizm nieodłączony od protestantyzmu przejęły koncepcję zrodzoną na początku XIX wieku, która i teraz, czyli ponad dwieście lat później, całkiem nieźle sobie radzi. Dość powiedzieć, że obecnie kilku ministrów amerykańskiego rządu to są właśnie tak zwani ewangelikanie judaizanci.

Rzecz się zaczęła w Wielkiej Brytanii, w Irlandii. Jednym z twórców koncepcji dyspensacjonalizmu, której konsekwencją był judaizujący ewangelikalizm, był Brytyjczyk John Nelson Darby. Na początku swojej kariery był pastorem anglikańskim w Irlandii. Potem jednak pod wpływem lektury Biblii, różnych tłumaczeń i interpretacji Biblii, porównywania różnych świętych pism, w tym żydowskich, zaczął przywiązywać szczególną wagę do kwestii czasów ostatecznych i uchodzi za współautora czegoś, co się określa mianem dyspensacjonalizmu, ale także futuryzmu. Dyspensacjonalizm w największym skrócie (ponieważ dzieli się na kilkanaście odłamów) polega na tym, że w czasach ostatecznych, w momencie gdy chrześcijanie będą powstawać z martwych, razem z resztą żyjących jeszcze chrześcijan zostaną porwani na niebiosa, razem z grupą Żydów, którzy w ostatniej chwili przed tym porwaniem, uniesieniem na niebiosa, zmienią wyznanie i uwierzą w Chrystusa. Potem cała grupa wróci z powrotem z niebios już z Chrystusem na Ziemię do życia wiecznego. Warunkiem zaistnienia takiej ścieżki zdarzeń jest odbudowanie świątyni jerozolimskiej, z kolei warunkiem odbudowania świątyni jest powstanie Wielkiego Izraela, a przynajmniej jakiegoś Małego Izraela, który będzie w stanie tę świątynię odbudować. Ta koncepcja miała swoich wcześniejszych autorów, Darby jednak ją sformułował na piśmie i rozpropagował, dzięki czemu trafiła do Stanów Zjednoczonych. Tam zapoznał się z nią słynny Józef Smith Junior, założyciel kościoła mormonów, czyli Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich – nieuznawanego przez Kościół chrześcijański. Z różnych powodów Józef Smith przyjął do swojej doktryny koncepcje dyspensacjonalistyczne Darby’iego i oficjalnie głosił, że warunkiem ponownego przyjścia Chrystusa na świat jest odbudowanie Syjonu. Oczywiście trwały dyskusje, gdzie ten nowy Syjon ma powstać i kim ma być zasiedlony. Na początku istniała koncepcja, że Syjon ma powstać w Stanach Zjednoczonych, ale jeden z odłamów Kościoła mormońskiego głosił zupełnie coś innego. Głosił, że trzeba odbudować Syjon w miejscu najświętszym dla religii żydowskiej, czyli właśnie w okolicach Jerozolimy, w Palestynie.

Człowiekiem, który taką teorię szczególnie sobie upodobał, był niejaki George J. Adams. George J. Adams był bliskim współpracowników Smitha przez dłuższy czas, ale pod koniec życia Smitha, zwłaszcza po jego zabójstwie, drogi z ortodoksyjnymi mormonami się rozeszły. Adams po śmierci Smitha utrzymywał jeszcze przez jakiś czas kontakty z bratem Smitha, który przejął przywództwo mormonów, w końcu zaczął działać na własną rękę i stworzył koncepcję budowy w Palestynie kolonii chrześcijan (gdyż uważał się za chrześcijanina), która to kolonia będzie osadzona gdzieś w okolicach Jerozolimy i będzie pomagała w osadzaniu tam potem Żydów, aby odtworzyć warunki, które mogą umożliwić powtórne przyjście Chrystusa. W 1865 r. odbył pierwszą podróż do Jerozolimy, podczas której nabył ziemię w pobliżu Jaffy. Po powrocie do Stanów Zjednoczonych zaczął zbierać chętnych do urzeczywistnienia pomysłu osadnictwa w Palestynie. Udało mu się skaptować Amerykanów. Swój odłam nazwał Kościołem Mesjasza. Razem wyruszyli z Bostonu do Jaffy, gdzie przybyli we wrześniu 1866 roku. Kampania skończyła się klęską, bo po paru latach ciągłych skandalów, niedobitki pielgrzymów wróciły do Ameryki. Tylko kilkudziesięciu amerykańskich osadników zostało w Palestynie na stałe.

Amerykańscy osadnicy mieli szereg różnych problemów, głównie aprowizacyjnych, z mieszkaniem, z codziennym życiem, z sąsiadami. Nawet miejscowi Żydzi (to jeszcze nie byli Żydzi z dużych późniejszych migracji) nie za bardzo sobie wyobrażali współpracę z tego typu koncepcjami amerykańskich osadników. Sprawa się więc załamała i amerykańskie osadnictwo upadło. Amerykańskie osadnictwo umarło, ale koncepcja warunkująca drugie przyjście Chrystusa na Ziemię zaistnieniem Wielkiego Izraela oraz odbudową świątyni nie tylko nie umarła, ale obecnie wręcz tryumfuje. Ruch tych judaizujących ewangelikanów w Stanach Zjednoczonych kwitnie i niektórzy przyjęli, można wręcz powiedzieć, zaciekłe stanowisko w tych sprawach. Skupili się w swoich kazaniach, swojej działalności w Stanach Zjednoczonych na podkreślaniu tego wątku, porzucając czy marginalizując inne wątki nauki chrześcijańskiej, jeśli taki wątek w ogóle można uznawać za chrześcijański, bo wiadomo, że np. do nauki katolickiej to w zasadzie on nie przynależy.

Jednym z ewangelikanów, który postawił fundamenty pod judaizujący ewangelikanizm w wymiarze już nie tylko religijnym, ale także politycznym był 20 lat młodszy od Adamsa William Eugene Blackstone. On właściwie sformułował polityczną doktrynę chrześcijańskiego syjonizmu. Doktryna chrześcijańskiego syjonizmu jest doktryną polityczną, bo Blackstone, który był przede wszystkim kaznodzieją, ale też dziennikarzem, twierdził, że Stany Zjednoczone jako państwo, czyli jako podmiot polityczny powinny się włączyć w akcję osadzania Żydów w Palestynie oraz w akcję ustanowienia tam żydowskiego państwa w tej czy innej postaci. Te pierwsze postaci, o których opowiadamy, łącznie ze Smith’em, traktowały opowieści o odbudowie Syjonu w kategoriach pewnej doktrynalnej specyfiki swoich poglądów. Przejawiało się to w prywatnych akcjach typu próba osadnictwa w Palestynie. Natomiast William Blackstone przeniósł swoją doktrynę religijną na forum polityczne. Zaczął pielgrzymować w tej sprawie do Waszyngtonu, zaczął kontaktować się z politykami, z prezydentami, aby wymóc na nich decyzje, które będą decyzjami już nie jakiegoś wyznania, lecz decyzjami Stanów Zjednoczonych jako rosnącego w siłę państwa, które chwilę później stało się Imperium. Blackstone działał w taki sposób przez całe dekady, a ukoronowaniem jego działalności jest tzw. Blackstone Memorial. Jest to petycja wydana w 1891 do rządów Stanów Zjednoczonych, podpisana przez wielu czołowych obywateli amerykańskich i wręczona prezydentowi Benjaminowi Harrisonowi. W petycji Blackstone bezpośrednio już podnosił kwestię potrzeby ostrego określenia, że trzeba Palestynę oddać Żydom i wpuścić do niej dwa miliony rosyjskich Żydów. Argumentacja była w petycji prosta i odnosząca się do aktualiów – skoro Bułgarzy odzyskali Bułgarię, skoro Serbowie odzyskali Serbię, to Żydzi powinni odzyskać Palestynę i Turcy skoro oddali Rumunię, skoro oddali Czarnogórę, skoro oddali Grecję, to powinni też oddać Izrael. Różnica oczywiście była taka, że o ile w tych wcześniej wymienionych krajach miejscowa ludność żyła w sposób zwarty, tworzyła zarówno elitę, jak i klasy średnią, jak i te klasy niższe, to oczywiście na terenie Palestyny żydowska ludność była zbyt mało liczna, zbyt dopiero na wczesnym etapie osadzania się, by tego typu argumentów używać. Z drugiej strony, skoro ten pogląd zaczął się pojawiać na poważnie w sferze polityki Stanów Zjednoczonych – a to jest mniej więcej ten sam okres, kiedy wybuchł syjonizm w Europie, odbywały się kongresy syjonistyczne, działali Herzl, a także Pinsker, którzy ogłaszali swoje manifesty – to widać, że ta akcja, także pod wpływem judaizującego ewangelikalizmu w Stanach Zjednoczonych zaczęła ogarniać właściwie cały zachodni świat. Łatwo się domyślić, że obie strony świata, czyli ta z zachodniej, jak i ta ze wschodniej strony Atlantyku, aby tego typu akcje były możliwe, potrzebowały filantropów, innymi słowy, zasilania pieniężnego. No i rzeczywiście znalazły się takie osoby, które pełniły funkcje takich filantropów i zarówno po stronie amerykańskiej, jak i brytyjskiej mamy kilka takich postaci, których działalność była zupełnie kluczowa dla dalszego przebiegu żydowskiej akcji w Palestynie.

(…)

Książka „Polityka żydowska” Tomasza Sommera i Mariana Miszalskiego ukaże się na początku września. Można ją nabyć w przedsprzedaży w naszej księgarni internetowej na stronie bibliotekawolnosci.pl. Kliknij w obrazek i sprawdź szczegóły.

Najnowsze