„PiS dalej idzie drogą etatyzmu i socjalizmu. Pan poseł Woś chciałby zlikwidować korzystne promocje w sklepach” – napisał na X Łukasz Warzecha. Publicysta skomentował w ten sposób doniesienia na temat działań posła PiS Michała Wosia, który żąda od ministra finansów ingerencji w organizowane przez dyskonty promocje.
W interpelacji Michała Wosia zatytułowanej „W sprawie manipulacji cenami przy promocjach wielosztukowych oraz potrzeby zmian przepisów dotyczących prezentowania cen” poseł PiS narzeka na dwie sytuacje.
Pierwsza, to gdy cena promocyjna za sztukę eksponowana jest w sposób dominujący, a regularna cena jednostkowa jest ukryta albo mało czytelna.
Druga to wskazywanie ceny promocyjnej za sztukę wyższej, niż cena regularna, co ma prowadzić do błędnego przekonania o atrakcyjności oferty.
Wskazano też przykład promocji polegającej na zachęcie do kupowania kilku sztuk towaru naraz.
„Najnowsza gazetka Lidla i promocja na masło. Jedno kupisz za 4,99, ale jak włożysz do koszyka trzy, to za kostkę zapłacisz już tylko 1,99 zł. Podobnie jest w Biedronce: kup trzy serki, a ostatni dostaniesz gratis albo paczka parówek po 6,95 zł będzie cię kosztować 3,48 zł, jak weźmiesz cztery opakowania. To właśnie takie promocje nie podobają się Wosiowi” – podaje gazeta.pl.
Jak przekonuje Michał Woś, praktyki tego typu mają „utrudniać konsumentom szybkie i świadome porównanie ofert oraz mogą stanowić przykład manipulacyjnego sposobu prezentowania cen”.
„Ochrona konsumentów wymaga, aby informacje o cenach były jednoznaczne, czytelne i niebudzące wątpliwości” – twierdził poseł PiS.
Poseł PiS chce, by wprowadzić – a jakże – dwa przepisy. Pierwszy nakazywałby ustawienie ceny tak, by cena promocyjna nie zasłaniała lub nie utrudniała ceny regularnej za sztukę przy promocjach wielosztukowych. Ponadto cena promocyjna za sztukę nie mogłaby być większa od ceny regularnej.
Woś chce od ministra finansów Andrzeja Domańskiego informacji, ile postępowań lub kontroli dotyczących takich praktyk przeprowadził UOKiK oraz Inspekcja Handlowa w ostatnich trzech latach oraz czy zdaniem resortu obowiązujące przepisy są wystarczające, aby skutecznie eliminować praktyki polegające na eksponowaniu ceny promocyjnej kosztem ceny regularnej za jedną sztukę.
Obecnie sprawę od kilku lat bada UOKiK. Na bieżąco wydaje ostrzegawcze komunikaty.
„Jeżeli kupuję 10 produktów, z których 5 jest na promocji, to na dole rachunku wyświetla mi się całościowy upust z tych wszystkich 5 produktów. I teraz do mnie należy, żeby sobie przypomnieć przy kasie, jakie były warunki promocji, jaka była cena promocyjna, jaka to jest różnica co do ceny regularnej, którą mam na rachunku i czy ujemna suma 5 obniżek mi się zgadza z rachunkiem. To nie powinno być tak skomplikowane. To nie jest w porządku. Jeżeli jest promocja, to chcę na rachunku widzieć cenę promocyjną, a nie bawić się przy kasie w detektywa-matematyka pasjonatę” – napisał jeden z konsumentów cytowany przez portal.
Podobnych sygnałów miało do UOKiK docierać „sporo”. Głównie skarżono się na „skomplikowane systemy promocyjne”, nieczytelne etykiety cenowe, konieczność aktywacji kuponów w aplikacjach mobilnych albo dobrania dodatkowych produktów.
„Sposób prezentowania informacji o promocjach, łączących się ofertach i upustach z elektronicznych voucherów może być mylący, a ustalenie, czy wszystkie rabaty zostały prawidłowo naliczone, utrudnione” – twierdził UOKiK.
Urząd dodał, że dwie duże sieci w wyniku zagrożenia potencjalnymi karami poprawiły czytelność naliczanych promocji. Chodzi o Lidla i Biedronkę.
„W efekcie w Jeronimo Martins Polska [właściciel sieci Biedronka – przyp. red.] wdrożono nowy sposób wizualizacji cen skanowanych zakupów. Dzięki temu konsumenci otrzymują bardziej jednoznaczne i przejrzyste informacje o rodzaju i kwocie upustów przy konkretnym produkcie oraz przy podsumowaniu rachunku. Również Lidl wprowadził pozytywne zmiany w sposobie prezentowania przyznanych rabatów na ekranach kas” – twierdzi UOKiK.
Mimo tego wskazuje na występowanie „problemu”, np. konieczność zakupu dwóch lub więcej produktów w celu uzyskania lepszej ceny za sztukę.
„A na przykład wspomniane masła już regularnie dyskonty sprzedają według zasady kup trzy, a wtedy naliczymy ci jakiś rabat albo kolejne trzy dostaniesz gratis” – napisano.
Maciej Kraus, ekspert od ustalania cen ocenił w rozmowie z wyborcza.biz, że „dokładnie o to chodzi sprzedającym”, by Polacy sądzili, że są sprytni.
– Gdy firma coś sprzedaje, to ona nie będzie was wyprowadzać z tego błędu, tylko was utwierdzić w przekonaniu, że jesteście zaradni – powiedział Kraus.
Do interpelacji Wosia odniósł się Łukasz Warzecha.
„A tymczasem, gdyby byli Państwo ciekawi, PiS dalej idzie drogą etatyzmu i socjalizmu. Pan poseł Woś chciałby zlikwidować korzystne promocje w sklepach” – stwierdził publicysta.
„Pisowcy po prostu nie umieją żyć bez wchrzaniania się w decyzje rynku” – podsumował Warzecha.
A tymczasem, gdyby byli Państwo ciekawi, PiS dalej idzie drogą etatyzmu i socjalizmu. Pan poseł Woś chciałby zlikwidować korzystne promocje w sklepach. Pisowcy po prostu nie umieją żyć bez wchrzaniania się w decyzje rynku. https://t.co/wgeklrjmdT
— Łukasz Warzecha (@lkwarzecha) August 18, 2026
