Niebezpieczne i tragiczne w skutkach wydarzenie miało miejsce w Wołominie. Grupa dzików wtargnęła w biały dzień na posesję przy ul. Owocowej. Zwierzęta zniszczyły siatkę kojca i rozerwały na strzępy psa, co widzieli mieszkający w okolicy ludzie.
Na terenie powiatu wołomińskiego swobodnie panoszą się dzikie zwierzęta. Wędrują po miejscach, gdzie żyją ludzie. Dziki można spotkać wszędzie, również w gęściej zaludnionych obszarach i to w biały dzień. Władze nie potrafią rozwiązać skutecznie problemu już od miesięcy.
„Super Express” opisał ostatni atak dzików w Wołominie, które wtargnęły na prywatną posesję. Zamknięty w kojcu pies właścicieli zaczął szczekać, gdy zwierzęta weszły na teren około godz. 17. Dziki zniszczyły siatkę kojca i rozszarpały psa, najpewniej rozdrażnione jego hałasem.
– Oskórowały go całego. Zdjęły jakoś nawet zapiętą obrożę. Bawiły się nim przez dobrą godzinę – powiedział SE 25-letni Jakub Rozbicki.
Również sąsiedzi widzieli brutalne zajście.
– Były cztery duże i z piętnaście warchlaków. Chyba zdenerwowało je szczekanie psa. On był zamknięty w takim ładnym kojcu z budą. Musiały zniszczyć siatkę i się do niego dostać. Koszmar – powiedzieli państwo Wiesław i Danuta, sąsiedzi z ul. Owocowej.
Dziki ubiły psa „Dyzia”, zdemolowały kojec i rozszarpały budę.
– Częściowo mieliśmy szczęście, że ucierpiał tylko nasz pies. Tuż przed wtargnięciem dzików moja mama miała iść z nim na spacer. Gdyby wtedy zaczął szczekać, dziki mogłyby zaatakować również ją – podkreślił pan Jakub.
W Wołominie jak i wielu innych miejscowościach powiatu dziki są widywane praktycznie codziennie. Choć zdarzają się ludzie, którzy twierdzą, że nie powinno się im nic robić, to większość ludzi jednak rozumie, że są powody do poważnych zmartwień i oznacza to rosnące niebezpieczeństwo nie tylko dla mienia, ale i życia.
– Żyjemy w ciągłym strachu. Zawsze, kiedy je widuję, staram się powoli iść w inną stronę, wrócić do domu albo schować się gdzieś, na przykład w sklepie. Szczególnie po tym, co stało się z psem sąsiadów. Trudno teraz spaceruje się po okolicy. Czasem strach wyjść z domu. Ostatnio moja babcia nie mogła nawet wejść do kościoła – powiedziała „Super Expressowi” 17-letnia Nikola.
Chodzi o kościół parafii św. Ojca Pio przy ul. 100-lecia. Mieszkańcy nieraz już bali się podejść do kościoła z powodu obecności dzików. Zdarzało się też im czekać w świątyni, aż stado dzikich zwierząt odejdzie.
Część rodziców z powodu dzików zabroniło swoim dzieciom samodzielnie chodzić na miejscowy plac zabaw. W okolicy bowiem bardzo często widziano zwierzęta.
„Problem jest tym poważniejszy, że nie wszyscy traktują zagrożenie serio. Nasi rozmówcy twierdzą, że regularnie widują ludzi wyrzucających resztki jedzenia w pobliżu terenów zielonych. W okolicy krążą też opowieści o osobach, które celowo dokarmiają dziki” – podkreśliła redakcja.
Oczywiście, III RP zakazuje mieszkańcom skutecznej obrony. Ubicie dzika może zostać uznane za kłusownictwo lub ubój bez uprawnień, za co grozi kara więzienia.
