Strona głównaGŁÓWNYPokoleniowa zmiana w Ameryce. Izrael traci poparcie

Pokoleniowa zmiana w Ameryce. Izrael traci poparcie

-

- Reklama -

„W 2016 roku żaden demokrata – ani jeden – nie głosował za wstrzymaniem pomocy dla Izraela. W 2024 roku – rok po tym, jak terroryści z Hamasu wymordowali 1200 Izraelczyków – aż 37 demokratów w szokujący sposób zagłosowało za zakończeniem pomocy dla Izraela. (…) W środę 103 demokratów z Izby Reprezentantów zagłosowało za porzuceniem naszych izraelskich sojuszników. (…) Partia Demokratyczna jasno pokazuje, że nie obchodzi jej los Żydów – ani tutaj, ani w Izraelu” – zauważył publicysta konserwatywnego portalu Patriot Post, Gary Bauer.

Chodzi o niedawną próbę zablokowania w Izbie Reprezentantów stałej sumy ponad 3 miliardów dolarów, którą Waszyngton przekazuje corocznie Izraelowi. Rzecz ma jednak znacznie głębsze znaczenie. Wyrasta w USA pokolenie, którego stosunek do Izraela jest co najmniej krytyczny. I nie jest to domena wyłącznie Partii Demokratycznej. W ostatnich latach pojawiła się dość szybko potężna grupa zazwyczaj młodych Amerykanów, przeważnie radykalnie lewicowych, wykształconych na liberalnych uczelniach i ukształtowanych przez media społecznościowe, która otwarcie twierdzi, że Izrael jest państwem zbrodniczym, rasistowskim, winnym ludobójstwa i któremu należy odciąć amerykańską kroplówkę – polityczną, wojskową i finansową.

- Reklama -

„Izrael musi być traktowany jak siła okupacyjna, która stosuje apartheid na Zachodnim Brzegu i dopuściła się ludobójstwa. Takie są po prostu fakty” – mówi wprost wpływowy kongresmen z Kalifornii, demokrata Ro Khanna. Takich głosów jest coraz więcej i są coraz głośniejsze.

Jak wynika z niedawnego sondażu AsP-NORC, znaczna część demokratów uważa, że ​​USA okazują Izraelowi zbyt duże wsparcie. Z opinią tą zgodziło się 58 proc. demokratów, podczas gdy kolejne 20 proc. uznało, że poziom amerykańskiego wsparcia jest właściwy.

Więzień własnych narzędzi

Kilka tygodni temu szumu narobił Rahm Emanuel, były ambasador USA w Japonii i polityk o żydowskich korzeniach. W przemówieniu na uniwersytecie w Tel Awiwie stwierdził, że premier skierował Izrael na drogę, która czyni go „więźniem własnych narzędzi”. Emanuel docenił osiągnięcia Izraela od momentu jego powstania w 1948 r. i powiedział, że kraj, w którego wizję wierzył dorastając, opierał się na urzeczywistnianiu tego, co niemożliwe – na wyobraźni i wytrwałości, dzięki którym pustynia zakwitła. Wystosował jednak ostrzeżenie dotyczące obecnego kierunku, w jakim zmierza państwo. „W Stanach Zjednoczonych mamy powiedzenie: „Jeśli masz tylko młotek, wszystko, na co patrzysz, wydaje ci się gwoździem – kontynuował. – Izrael stanie się więźniem własnych narzędzi. Wasza armia jest młotkiem, przez co dla premiera Netanjahu każde wyzwanie związane z bezpieczeństwem jest gwoździem”.

Zwracając się bezpośrednio do Benjamina Netanjahu, Emanuel stwierdził, że premier i jego rząd „zaprowadzili Izrael w ślepą uliczkę bez stawiania warunków, bez żądań i bez konsekwencji” ze strony Waszyngtonu, co – jego zdaniem – było błędem.

„Bezwarunkowe wsparcie pozwoliło wam odmawiać żywności i pomocy medycznej niewinnym Palestyńczykom w Strefie Gazy, co skłoniło świat do wniosku, że Izraelczycy nie tylko chcą zabijać Palestyńczyków, ale są całkowicie obojętni na ich śmierć, zniszczenie i cierpienie” – dodał.

To ważne słowa, bowiem nie padają z ust starego komunisty, jak senator Bernie Sanders, też Żyda z pochodzenia, który od wielu lat żąda odcięcia amerykańskiej pomocy i wprost oskarża Tel Awiw o ludobójstwo Palestyńczyków. Nie padają te słowa ze strony kongreswoman Aleksandrii Ocasio-Cortez (AOC), reprezentującej skrajne lewicowe skrzydło Partii Demokratycznej, przejęte przez tzw. demokratycznych socjalistów. Emanuel jest utożsamiany z centrum Partii Demokratycznej, był dwukadencyjnym burmistrzem Chicago i jest wymieniany w gronie potencjalnych kandydatów na prezydenta.

W Tel Awiwie wspominał on również swoje wizyty w Izraelu z czasów pracy dla byłego prezydenta Billa Clintona oraz jako szef personelu Białego Domu za kadencji Baracka Obamy, kiedy to spierał się z Netanjahu w kwestii budowy izraelskich osiedli na Zachodnim Brzegu. To z kolei „skłoniło go do publicznego nazwania mnie Żydem nienawidzącym samego siebie”.

„On uważa, że ​​bycie Spartą jest tego warte” – dodał, zauważając, że to z własnego wyboru Izrael jest „bardziej niż kiedykolwiek odizolowany dyplomatycznie i politycznie”. Wezwał Izraelczyków do współpracy z krajami arabskimi na zasadach partnerstwa oraz do poparcia prawa Palestyńczyków do samostanowienia. Ostrzegł też, że jeśli będzie miał na to wpływ, wprowadzone zostaną sankcje wobec nowych izraelskich osiedli na terytoriach palestyńskich, osadników dopuszczających się przemocy wobec Palestyńczyków oraz izraelskich urzędników popierających powstawanie nowych osiedli.

„Ci, którzy skandują hasło »od rzeki aż po morze«, muszą to usłyszeć – powiedział. – Nigdy nie dopniecie swego. Ale wy, którzy nawołujecie do »Wielkiego Izraela« – musicie to usłyszeć: wy również nigdy nie dopniecie swego”.

Ścisłe „czerwone linie”

Wspomniani Sanders i AOC mają sporą bazę zwolenników. Konsekwentnie krytykują działania Izraela w Strefie Gazy i aktywnie dążą do zablokowania amerykańskiej pomocy wojskowej dla tego kraju. Są z pewnością najmocniejszym głosem coraz bardziej wpływowego środowiska radykalnej i „progresywnej” lewicy. Oboje argumentują, że dalsze dostawy broni naruszają prawo amerykańskie i międzynarodowe. Sanders wielokrotnie składał rezolucje wyrażające sprzeciw wobec polityki Netanjahu, mające na celu wstrzymanie sprzedaży konkretnych rodzajów uzbrojenia, w tym bomb i buldożerów wykorzystywanych w konflikcie. Doprowadził też do konieczności głosowań w Senacie nad rezolucjami blokującymi sprzedaż broni o wartości miliardów dolarów, powołując się na wysoką liczbę ofiar wśród Palestyńczyków i kryzys humanitarny. Z kolei AOC wzywała do odcięcia pomocy, aby zapobiec „ludobójstwu w strefie Gazy”.

Poczynająca sobie coraz lepiej w amerykańskiej polityce organizacja Democratic Socialists of America (DSA) określa Izrael mianem państwa apartheidu, dopuszczającego się ludobójstwa w Strefie Gazy i postuluje utworzenie wolnej Palestyny ​​(na obszarze „od rzeki do morza”) oraz całkowite wstrzymanie amerykańskiej pomocy wojskowej i gospodarczej dla Izraela. Organizacja popiera ruch „Bojkotu, Wycofania Inwestycji i Sankcji” (BDS), prawo palestyńskich uchodźców do powrotu oraz prawo Palestyńczyków do stawiania oporu wobec okupacji, domagając się jednocześnie postawienia amerykańskich i izraelskich przywódców przed sądem za zbrodnie wojenne.

Po atakach z 7 października 2023 r. DSA potępiła przemoc wobec ludności cywilnej i określiła późniejszą kampanię wojskową Izraela mianem ludobójstwa. W sierpniu 2025 r. krajowy zjazd DSA przyjął rezolucję, zgodnie z którą popieranie prawa Izraela do samoobrony lub utożsamianie antysyjonizmu z antysemityzmem stanowi podstawę do usunięcia z organizacji; skutkowało to wycofaniem poparcia dla niektórych członków, którzy sprzeciwili się temu stanowisku.

DSA konsekwentnie domaga się natychmiastowego zawieszenia broni, uznając tymczasowe rozejmy za niewystarczające, o ile nie prowadzą one do trwałego zakończenia okupacji. Zjazd z 2025 r. wyznaczył członkom ścisłe „czerwone linie”, przypieczętowując zwrot organizacji od jej wcześniejszych korzeni – obejmujących poparcie dla Izraela i rozwiązania opartego na dwóch państwach – ku zdecydowanej postawie antysyjonistycznej.

Działalność DSA wymierzona przeciwko Izraelowi wywołała poważne napięcia wewnątrz Partii Demokratycznej, a znane postaci krytykowały stanowisko organizacji, określając je jako regresywne i zagrażające poparciu dla partii w głównym nurcie wyborczym.

Sondaże na korzyść Palestyńczyków

Według badania AP i NORC, ogółem 40 proc. ankietowanych Amerykanów uważa, że ​​USA zbyt mocno wspierają Izrael, 37 proc. ocenia to wsparcie jako właściwe, a 18 proc. uznaje je za niewystarczające. We wszystkich tych kategoriach odnotowano niewielki wzrost w porównaniu z sondażem z 2024 r., kiedy to odpowiednio 37 proc. wskazywało na nadmierne wsparcie, 33 proc. uważało je za właściwe, a 25 proc. oceniało je jako niewystarczające.

Co istotne, okazuje się, że młodzi Amerykanie częściej popierają Palestynę niż Izrael. Sondaż Pew Research Center wykazał, że w ostatnich latach nastąpiło znaczne pogorszenie nastawienia Amerykanów zarówno do społeczeństwa, jak i rządu Izraela, podczas gdy opinie na temat Palestyńczyków i palestyńskich władz pozostały stosunkowo stabilne.

Jeszcze w 2022 r. Amerykanie postrzegali Izraelczyków znacznie bardziej pozytywnie niż Palestyńczyków. Obecnie jednak obie grupy oceniane są niemal jednakowo, co odzwierciedla gwałtowny spadek liczby pozytywnych opinii o Izraelczykach po ataku Hamasu z 7 października 2023 r. oraz późniejszych wojnach w Strefie Gazy i z Iranem. Od 2022 r. poparcie dla Izraelczyków spadło w obu partiach, jednak wśród demokratów spadek ten był znacznie bardziej wyraźny, co pogłębiło podziały polityczne.

Różnice te są szczególnie widoczne wśród młodszych Amerykanów. Osoby poniżej 30. roku życia oceniają Palestyńczyków bardziej pozytywnie niż Izraelczyków (stosunek głosów 58 proc. do 32 proc.). Różnica ta wynika w dużej mierze z postawy młodych demokratów: 72 proc. z nich pozytywnie postrzega Palestyńczyków, podczas gdy pozytywną opinię o Izraelczykach ma 26 proc. Młodzi republikanie oceniają obecnie Izraelczyków i Palestyńczyków na zbliżonym poziomie, co stanowi zmianę w porównaniu z sytuacją sprzed kilku lat, kiedy to wyrażali oni znacznie silniejsze poparcie dla Izraelczyków.

Badanie wykazało ponadto, że młodsi demokraci mają szczególnie negatywny stosunek do rządu Izraela. Wśród demokratów poniżej 30. roku życia nieco częściej wyrażano pozytywną opinię o Hamasie niż o rządzie Izraela, choć ogólny odsetek osób oceniających Hamas pozytywnie pozostał stosunkowo niski. Demokraci w każdym wieku oceniali Autonomię Palestyńską nieco bardziej przychylnie niż rząd Izraela.

Wielu respondentów podkreślało, że ich krytyka Izraela dotyczy przede wszystkim tamtejszych przywódców, a zwłaszcza premiera Netanjahu, postrzeganego jako polityk blisko związany z Trumpem po licznych starciach z prezydentami z ramienia Partii Demokratycznej.

Ogólnie rzecz biorąc, tylko 20 proc. dorosłych Amerykanów ma pozytywne zdanie o izraelskim premierze, podczas gdy około dwa razy więcej – 38 proc. – ocenia go negatywnie. To nie są jednorazowe badania, więc możemy już śmiało mówić o trendzie.

Groźby Mamdamiego

Wygrana stanowiska burmistrza Nowego Jorku przez Zohrana Mamdamiego jest słusznie uznawana za najbardziej spektakularne osiągnięcie „progresywistów” i „demokratycznych socjalistów”. Mówi on, że sprawdza, czy jego administracja mogłaby aresztować Netanjahu podczas jego przewidywanej wizyty w mieście na posiedzeniu Zgromadzenia Ogólnego ONZ tej jesieni. „Uważam, że premier Netanjahu powinien być w Hadze – powiedział. – To zbrodniarz wojenny oskarżony przez Międzynarodowy Trybunał Karny i, jak się przekonacie, jest to opinia podzielana przez wielu wyłącznie ze względu na skutki jego działań na przestrzeni ostatnich wielu lat”.

Do takiego aresztowania nie dojdzie, ale stanowisko burmistrza wyraźnie pokazuje, jak daleko i stosunkowo szybko zmienia się podejście młodych Amerykanów do Izraela. I zmiana ta dotyczy nie tylko lewicowej i „progresywnej” młodzieży, gdyż w konserwatywnym skrzydle związanym z ruchem MAGA i hasłem „America First” głosy krytyczne wobec „strategicznego sojusznika” na Bliskim Wschodzie wybrzmiewają coraz częściej, czego Tucker Carlson jest najlepszym przykładem.

Nie zmieni się na pewno to stanowisko, jeśli chodzi o Waszyngton i oficjalną politykę USA, przynajmniej w najbliższych latach. Może ono być jednak zupełnie inne za 10 czy 20 lat. Wizja, że Waszyngton, Biały Dom i Kongres nie wspierają Izraela może się stać się rzeczywistością. Dzisiaj to trudne do uwierzenia, ale świat nie takie rzeczy już widział.

 


Tekst ukazał się w tygodniku „Najwyższy CZAS!” nr 31-32, 27 lipca – 9 sierpnia 2026 r. Do nabycia w najlepszych salonach prasowych lub w e-wydaniu na stronie Biblioteki Wolności.

Najnowsze