W ostatnich tygodniach średnie ceny detaliczne certyfikowanego pelletu drzewnego klasy A1 wzrosły o 20–30 proc. w porównaniu z czerwcem 2025 roku. To nie spekulacja producentów, lecz bezpośredni skutek rosnącego popytu przy ograniczonej podaży surowca – głównie przez decyzje administracyjne ograniczające pozyskiwanie drewna w lasach państwowych, w tym moratorium wprowadzone przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska w styczniu 2024 roku.
Kolejny raz polityka klimatyczna koalicji Donalda Tuska uderza w portfele zwykłych Polaków, którzy wybrali czyste i nowoczesne ogrzewanie pelletem.
Boom na pellet – już prawie pół miliona gospodarstw domowych
Liczba użytkowników kotłów na pellet zbliża się już do 450 tysięcy gospodarstw domowych. Zapotrzebowanie na pellet drzewny najwyższej klasy jakości dynamicznie rośnie – aby zaspokoić aktywnych użytkowników, potrzebujemy już teraz około 2 mln ton pelletu rocznie.
Polacy masowo wymieniali stare piece w ramach programu „Czyste Powietrze”, licząc na tańsze i czystsze ogrzewanie. Lato zawsze było okresem stabilizacji cen pelletu i uzupełniania zapasów przed zimą. Tym razem stało się inaczej – ceny wystrzeliły w górę już w okresie letnim.
„Polska Rada Pelletu od kilku tygodni obserwuje wyraźny wzrost cen pelletu drzewnego, który pojawił się już w okresie letnim. Jest to zjawisko nietypowe, ponieważ dotychczas lato było okresem największej stabilizacji cen oraz momentem, w którym konsumenci mogli uzupełniać zapasy paliwa przed sezonem grzewczym” – przekazała wiceprezeska Polskiej Rady Pelletu Agnieszka Kędziora-Urbanowicz.
Moratorium MKiŚ i regulacje rządowe ograniczają surowiec
Pellet klasy A1 produkowany jest przede wszystkim z trocin oraz innych pozostałości powstających podczas przerobu drewna w tartakach. Na ograniczenie podaży surowca wpłynęły m.in. decyzje dotyczące ograniczenia pozyskania drewna w lasach gospodarczych, w tym moratorium wprowadzone przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska w styczniu 2024 roku na wybranych obszarach leśnych.
„Należy jednak podkreślić, że moratorium nie jest jedyną przyczyną obecnej sytuacji, lecz jednym z elementów wpływających na rynek – obok poziomu produkcji w przemyśle drzewnym, sytuacji gospodarczej sektora oraz rosnącego zapotrzebowania na biomasę” – zaznaczyła Kędziora-Urbanowicz.
Rządowe ograniczenia pozyskiwania drewna uderzyły w łańcuch dostaw. Zamiast wspierać polską branżę drzewną i produkcję odnawialnego paliwa, zieloni ideolodzy z MKiŚ woleli chronić „lasy społeczne” i realizować unijną agendę. Efekt? Mniej trocin, mniej pelletu, wyższe ceny dla Polaków.
Na początku 2026 roku media alarmowały o brakach pelletu na składach, a resort klimatu zapewniał, że wszystko jest pod kontrolą. Dziś widać, jak bardzo się mylili – lub jak bardzo chcieli zrzucić winę na rynek.
Spotkanie z resortem energii 15 lipca – czy rząd przyzna się do błędu?
Wiceminister energii Konrad Wojnarowski poinformował, że resort spotka się w przyszłym tygodniu z Polską Radą Pelletu. Ministerstwo wystąpiło też do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów o zbadanie sprawy wzrostu cen pelletu. „Jednocześnie chcielibyśmy podkreślić, że obserwowany wzrost cen nie powinien być automatycznie utożsamiany z działaniami spekulacyjnymi producentów” – dodała wiceprezeska Rady.
Branża chce rozmawiać o stabilności rynku, transparentności obrotu i zwiększeniu bezpieczeństwa energetycznego odbiorców. „Szczególne znaczenie ma odpowiednie przygotowanie rynku do nadchodzącego sezonu grzewczego oraz zapewnienie równowagi pomiędzy potrzebami konsumentów, producentów i dystrybutorów. Polska Rada Pelletu zamierza również przedstawić propozycje działań, które mogłyby zwiększyć przewidywalność rynku i ograniczyć ryzyko podobnych zawirowań w kolejnych sezonach grzewczych” – podsumowała Kędziora-Urbanowicz. Zamiast jednak poluzować szkodliwe moratorium i pozwolić tartakom normalnie pracować, rząd woli wzywać branżę na dywanik i straszyć UOKiK. Klasyczna taktyka: winni są zawsze przedsiębiorcy i wolny rynek, a nie biurokracja klimatyczna z Warszawy.
Polacy, którzy zaufali programom rządowym i wymienili stare piece na pelletowe, znów płacą rachunek za ideologiczne eksperymenty. Ceny na pewno będą wyższe, ale najgorsze mogą okazać się niedobory pelletu na rynku.
