Strona głównaMagazynRozstrzyga się kandydatura Le Pen

Rozstrzyga się kandydatura Le Pen

-

- Reklama -

7 lipca ma zapaść wyrok sądu apelacyjnego, który rozstrzygnie, kto będzie kandydatem Zjednoczenia Narodowego (RN) w przyszłorocznych wyborach prezydenckich we Francji. Niezależnie, czy będzie to Marine Le Pen, czy Jordan Bardella, taki kandydat jest faworytem I tury wszystkich sondaży prezydenckich. Problem w tym, że nie wiadomo, czy będzie to Marine Le Pen, a decyzja leży w rękach trójki sędziów Sądu Apelacyjnego. Chodzi o wcześniejszy wyrok zakazujący startu w wyborach Marine Le Pen i odebranie jej biernych praw wyborczych w sprawie niewłaściwego zatrudniania asystentów parlamentarnych w PE. Świadczyli oni pracę na rzecz, wówczas jeszcze Frontu Narodowego, w kraju, a nie w Brukseli. Jednak nie wiadomo, która kandydatura dla przeciwników RN będzie wygodniejsza.

Le Pen ma za sobą wieloletnie doświadczenie polityczne. Bardella to młodość i trudniejszy cel do przyjęcia mu łatki „faszysty”. Zmęczenie Francuzów imigracją, problemy ekonomiczne, zadłużenie kraju, brak bezpieczeństwa, niepokoje społeczne, bankructwo makronizmu – to elementy, które promują poszukiwanie głębszej zmiany politycznej. Nie można tu wykluczyć, że II tura będzie pojedynkiem kandydata narodowego z przedstawicielem skrajnej lewicy – Mélenchonem.

- Reklama -

Le Pen i Bardella powstrzymywali się od spekulacji i przewidywań, aby utrzymać spójność partii. Niezależnie od tego, kto będzie ostatecznie kandydatem, ten hipotetycznie wygrywa przynajmniej I turę. Zarówno Marine Le Pen, jak i Jordan Bardella zwiększają ostatnio swoją „prezydencką wiarygodność” w sondażach.

Badanie Instytutu Verian z czerwca dla magazynu „Le Figaro” wysoko ocenia ich zdolności „do podejmowania decyzji, których potrzebuje kraj”. Zaufanie do obecnej władzy wykonawczej we Francji pozostaje niskie – tylko 19 proc. Francuzów deklaruje zaufanie do Emmanuela Macrona (+1), a 22 proc. do działań premiera Sébastiena Lecornu (–1). Tymczasem aż 47 proc. Francuzów chciałoby, aby Jordan Bardella odegrał „znaczącą rolę w kierowaniu krajem” (+6), co jest poziomem, którego nigdy wcześniej ten polityk nie osiągnął. Marine Le Pen ma też wysoki wynik zaufania społecznego – 40 proc., co oznacza wzrost o 4 punkty procentowe w ciągu miesiąca.

Zjednoczenie Narodowe wyraźnie ugruntowało swoją pozycję lidera wśród partii politycznych. Próby demonizowania tej partii już mogą się nie udać. 41 proc. Francuzów ma o tej partii pozytywne zdanie, co stanowi wzrost o 3 punkty procentowe w porównaniu do marca tego roku. Współpracująca z RN prawicowa partia UDR Érica Ciottiego (dawniej Republikanie) ma wynik 22 proc. i jest to także wzrost o 4 punkty procentowe.

Tymczasem w centrum – zarówno wśród centroprawicy, jak i w obozie Macrona – nie widać „mocnego” kontrkandydata. Ambicje różnych kandydatów są widoczne, ale ich możliwości ograniczone. Pojawiają się tutaj dwóch głównych pretendentów, byłych premierów: Gabriel Attal i Édouard Philippe. Wskaźniki poparcia dla Édouarda Philippe’a jednak spadają i w czerwcu było to 29 proc. zaufania (–2), a Gabriel Attal ma 28 proc. (+1). Podzielona jest lewica. Kandydat socjalistów Raphaël Glucksmann cieszy się zaufaniem zaledwie 19 proc. Spadają notowania Zielonych, a liderem lewicy pozostaje radykalny polityk i lider Zbuntowanej Francji – Jean-Luc Mélenchon. Ten niedawno oświadczył nawet, że lewicowe „przywory się zakończyły”.

Zapowiedź starcia

II tura wyborów prezydenckich z udziałem np. Bardelli i Mélenchona byłaby pojawieniem się bardzo antagonistycznej alternatywy dla Francuzów. Temperatura takiego starcia byłaby dość wysoka. Może o tym świadczyć niedawna „potyczka” tych polityków wokół tematu „panteonizacji” Marca Blocha. Bardella, który jest prezesem Zjednoczenia Narodowego, wydał komunikat, w którym oddał hołd człowiekowi „który uosabiał, nawet w chwili śmierci, symbol obywatela-żołnierza”. Natychmiast zareagował Mélenchon, który uważa to za przywłaszczenie postaci Blocha. Polemika miała miejsce zaledwie kilka godzin przed pochówkiem w Panteonie Marca Blocha.

Marc Léopold Benjamin Bloch to historyk średniowiecza, członek francuskiego ruchu oporu, który został rozstrzelany przez Niemców. Pochodził z rodziny alzackich Żydów, studiował w Paryżu, a następnie w Berlinie i w Lipsku. W czasie I wojny światowej służył w piechocie francuskiej, kończąc wojnę w stopniu kapitana. Za zasługi wojenne został odznaczony Krzyżem Wojennym oraz orderem Legii Honorowej. Po wojnie do 1936 roku Marc Bloch wykładał historię średniowiecza na uniwersytecie w Strasburgu. W 1929 założył wraz z Lucienem Febvrem szkołę historyków „Annales”. Był autorem fundamentalnej pracy „Społeczeństwo feudalne”. W 1939 roku zgłosił się ponownie do wojska. Po upadku Francji w 1940 napisał pracę „L’Étrange Défaite” („Dziwna klęska”), w której analizował podłoże upadku Francji. Zaczął działać we francuskim ruchu oporu (Resistance), w którym stał się jednym z przywódców okręgu Lyonu. 8 marca 1944 został zatrzymany przez Gestapo i rozstrzelany 16 czerwca 1944 r.

Bardella oddał mu cześć, chociaż żyjąca rodzina Blocha nie życzyła sobie na uroczystości przedstawicieli „skrajnej prawicy”, ale ciepłe słowa Bardelli nie spodobały się skrajnej lewicy. Mélenchon uznał to za „kamuflaż wyborczy”. Polityk RN nazwał pracę „Dziwną klęskę” za „akt oskarżenia przeciwko cynizmowi, egoizmowi i ślepocie części francuskich elit, które w 1940 roku doprowadziły kraj do otchłani”. Mélenchon zareagował ostro i stwierdził, że „w otchłani” Francję sprowadził „Hitler, a nie rządzący wówczas Front Ludowy!” i zasugerował „nazistowskie korzenie” partii narodowej. „Nie myślcie, że uwierzymy w wasze wyborcze przebranie” – kontynuował lider lewackiej La France Insoumise.

Bardella z kolei przypomniał, że „Marc Bloch był ostro krytykowany przez Francisa André, który w latach 30. XX wieku prowadził kampanię Francuskiej Partii Komunistycznej”. Przypomniał też, że to kilku przedwojennych komunistów, w tym ów André, wstąpiło później na drogę kolaboracji z Niemcami i rządem Vichy, zakładając Francuską Partię Ludową. I tak polityka historyczna trafia i do kampanii wyborczej.

Powrót komuny w nowym opakowaniu?

Temperatura sporu jest wysoka. Jean-Luc Mélenchon prezentuje stary marksizm, ale przemalowany w barwy nowej demagogii. Mélenchon rozpoczął swoją kampanię wyborczą w podparyskim i mocno imigranckim Saint-Denis. Składał tu obietnice bez wskazania ich finansowania; kokietował muzułmanów jako nową „klasę robotniczą”, ale nie można mu odmówić sprawności w retoryce i dobrej gry w roli trybuna ludowego. W centrum jego dyskursu jest „Nowa Francja” o imigranckim pochodzeniu, utwardzona w tyglu wielokulturowości. Jest tu i „klasyczny” program lewicy, czyli obietnice płacy minimalnej w wysokości 1700 euro, powszechne ubezpieczenia, emerytura od wieku 60 lat, ale też poparcie sztucznej inteligencji czy obietnica rozwoju przemysłu niezależnie od dyrektyw Unii Europejskiej.

Mélenchon jest gotowy dać autonomię Korsyce, Kanakom, zakazać eksmisji lokatorów, ale i mówi o ciągłości francuskiej historii i to niemal w patriotycznym tonie. W jego postulatach są prawa kobiet, LGBT, wiara w zatarcie podziałów społecznych przez edukację, ale jest też upominanie się o wyludniającą się wieś francuską. Było mruganie okiem do nowego elektoratu z mniejszości o imigranckim pochodzeniu lub kulturze, który jest podatny np. na jego antysyjonistyczną retorykę. Ta nowa lewica łączy już bez mrugnięcia okiem postulaty aktywistów LGBT i normy antropologiczne oraz kulturowe społeczności muzułmańskiej, chociaż te nie są w jakikolwiek sposób kompatybilne.

Mélenchon chce jednoczyć pod swoim sztandarem radykalne feministki i aktywistów gejowskich, potomków migrantów, zubożałych emerytów, najbiedniejszych i burżuazyjną młodzież, która ulega modzie na lewicowość. Warto przypomnieć, że jego wiec wsparła laureatka literackiej Nagrody Nobla Annie Ernaux, która grzmiała, że to „Patriarchat jest przeszkodą w rozwoju ludzkości!”. Patriarchat jest akurat najbardziej widoczny w sferze kultury islamskiej, a ta akurat emanuje najmocniej we Francji właśnie w Saint-Denis. Lewica zawsze jednak była z logiką na bakier.

Mélenchon atakował narodowców za „białą supremację”, krytykował media „kontrolowane przez miliarderów”, Izrael i chwalił naród palestyński. Brak logiki można było zauważyć w kwestii niepodległości Nowej Kaledonii. Mélenchon, który opowiada się za „obywatelstwem z miejsca urodzenia” we Francji, opowiedział się tu za „prawem krwi” w Nowej Kaledonii, gdzie pozostający już w mniejszości Kanakowie są rdzenną ludnością. Wychodzi na to, że według partii Zbuntowana Francja wszystkie narody świata mają prawo do terytoriów swoich przodków, z wyjątkiem samych… Francuzów. Dla Mélenchona migrant mieszkający w regionie Wandei od kilku lat ma tyle samo praw do Wandei co rodowity Wandejczyk, którego rodzina mieszka tam od pokoleń. Nie dotyczy to jednak terytoriów zamorskich…

Sama Francja to tygiel kulturowy, złożony z ludzi o różnym pochodzeniu, którzy podobno przyczyniają się do „niepowtarzalnego charakteru” kraju. Pozostaje pytanie, czy Mélenchon przejdzie do drugiej tury? To ostatnia szansa na sukces Jeana-Luca Mélenchona, który ma już ponad 70 lat. Rozpoczynając wcześnie kampanię, postawił innych kandydatów lewicy pod ścianą. Polityk ten ma dużą rozpoznawalność, dobrze zorganizowany sztab wyborczy i mocny aparat partyjny. Niektórzy twierdzą, że jego dyskurs już jest nastawiony na drugą turę, w której jak mówi – „będziecie musieli wybrać między mną a skrajną prawicą”. To jednak szansa i dla owej „skrajnej prawicy”, czyli Bardelli lub Le Pen…

Najnowsze