Strona głównaGŁÓWNYLekarze – partyjniacy – złodzieje

Lekarze – partyjniacy – złodzieje

-

- Reklama -

Afera w Warszawskim Szpitalu Południowym: milionowe zarobki młodego lekarza-radnego, salonik VIP dla polityków i rekordowe dochody lekarza z czasów pandemii. Czy obecna koalicja rządowa przeżyje ten skandal?

Redaktor „Najwyższego CZASU” Tomasz Sommer od roku nagłaśnia zarobkową patologię panującą wśród części polskich państwowych lekarzy, którzy bez merytorycznego uzasadnienia osiągają milionowe zarobki z kieszeni podatnika. Przekazywane przez niego informacje uzyskały szokujące polską opinię publiczną potwierdzenie w serii publikacji na X i w portalu Zero.pl na temat skandalu w Warszawskim Szpitalu Południowym.

- Reklama -

28-letni lekarz bez pełnej specjalizacji z tego szpitala, Dawid Kacprzyk, jednocześnie radny Koalicji Obywatelskiej dzielnicy Ursus i były szef młodzieżówki wspierającej KO, jak wynika z jego oświadczenia majątkowego za 2025 rok zarobił 1,6 miliona złotych.

Według szpitalnej dokumentacji Kacprzyk wypracował w 2025 roku łącznie 3976 godzin tylko w tej jednej placówce. Średnio daje to 331 godzin miesięcznie, czyli statystycznie ponad 11 godzin dziennie, każdego dnia roku, bez ani jednego dnia wolnego. W niektórych miesiącach (np. luty, czerwiec, listopad) średnia dzienna przekraczała 13–15 godzin. Rekordowy dyżur trwał 96 godzin bez przerwy – od 11 do 15 kwietnia 2025 roku.

Takie liczby budzą poważne wątpliwości. Eksperci medyczni podkreślają, że ciągłe dyżury trwające 72–96 godzin są skrajnie niebezpieczne zarówno dla lekarza, jak i dla pacjentów. Normy dotyczące czasu pracy personelu medycznego w Polsce są elastyczne, ale tak ekstremalne obciążenie wykracza poza wszelkie standardy bezpieczeństwa. Kacprzyk pracował jednocześnie w czterech publicznych warszawskich placówkach medycznych.

Jeszcze bardziej kontrowersyjne okazało się zestawienie grafików dyżurów z publiczną aktywnością polityczną młodego lekarza. W dniach, w których według szpitala miał pełnić dyżur, Kacprzyk pojawiał się w telewizji (m.in. w propagandowej TVP3 Warszawa), uczestniczył w spotkaniach z prominentnymi politykami KO (takimi jak marszałek Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska), brał udział w sesjach rady dzielnicy Ursus, głosował w wyborach prezydenckich i prowadził aktywność w mediach społecznościowych promującą partię i prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego. Zero.pl udokumentowało co najmniej kilkanaście takich przypadków konfliktu harmonogramu.

Szpital Południowy potwierdził liczbę przepracowanych godzin, ale nie wyjaśnił, w jaki sposób możliwe było ich pogodzenie z innymi obowiązkami. Kacprzyk nie udzielił odpowiedzi na pytania dziennikarzy dotyczących zmian grafików czy obecności w innych miejscach w czasie deklarowanych dyżurów.

VIP-room i „prywatna przychodnia” w publicznym szpitalu

Równolegle z aferą zarobkową ujawniła się inna, równie bulwersująca sprawa – funkcjonowanie w Szpitalu Południowym specjalnego saloniku VIP dla polityków Koalicji Obywatelskiej i ich rodzin. Portal Zero.pl opisał, jak pod kierownictwem Kacprzyka w SOR-ze stworzono de facto dwie ścieżki obsługi pacjentów. Zwykli pacjenci z ulicy czekali na przyjęcie często ponad cztery godziny. Na badania endoskopowe (kolonoskopia, gastroskopia) czy tomografię komputerową musieli oczekiwać tygodniami lub miesiącami. Tymczasem osoby powiązane z KO i ich bliscy byli przyjmowani błyskawicznie – badania wykonywano już po 10–16 minutach od rejestracji. Dokumentacja medyczna i relacje pracowników wskazują na wykonywanie u VIP-ów pakietów kilkudziesięciu badań w krótkim czasie, często nieuzasadnionych medycznie w kontekście SOR-u. Przykłady obejmują:

  • wpływowego działacza KO ze „złym samopoczuciem i zmęczeniem” – kilkadziesiąt badań w 14 minut (powtórka po miesiącu z identycznym rozpoznaniem);
  • wysokiego rangą funkcjonariusza państwowego z urazem kolana – kompleksowa diagnostyka w 67 minut;
  • mało znaną posłankę KO z gorączką i bólem głowy – traktowaną jak stan zagrożenia życia, badania w 16 minut;
  • bliską osobę znanego polityka KO z dolegliwościami przewodu pokarmowego – natychmiastowa kolonoskopia, gastroskopia i TK jamy brzusznej w ciągu kilku godzin.

Pacjenci VIP-owscy mogli oczekiwać w wydzielonym, komfortowym pomieszczeniu z kanapą, fotelami i telewizorem formalnie należącym do Warszawskiego Centrum Chirurgii Kręgosłupa, ale wykorzystywanym przez SOR. Personel miał żartobliwie nazywać oddział „prywatną przychodnią Dawida Kacprzyka”. Zero.pl przekazało dokumentację do NFZ i Urzędu m.st. Warszawy, wskazując konkretne przypadki.

Szpital Południowy, mimo strat finansowych (blisko 5 mln zł w 2023 i 2024 roku), funkcjonował w ten sposób pod dyrekcją Anny Łukasik (byłej wiceminister zdrowia w rządzie PO-PSL). Rada nadzorcza placówki również związana była z władzami Warszawy z ramienia KO.

Patolekarz wyrzucony

Po nagłośnieniu sprawy Dawid Kacprzyk zrezygnował z członkostwa w Koalicji Obywatelskiej i z mandatu radnego dzielnicy Ursus. Wszystkie jego umowy z Warszawskim Szpitalem Południowym zostały wypowiedziane – jego nazwisko zniknęło ze strony internetowej placówki. W ramach „skruchy” lekarz skorygował 33 faktury za okres od stycznia 2025 do czerwca 2026 i przelał na konto szpitala 500 tysięcy złotych. Szpital jednak zwrócił mu te pieniądze, uznając, że nie miał podstawy prawnej do ich zaksięgowania.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie prowadzi czynności sprawdzające m.in. w zakresie poświadczenia nieprawdy i narażenia pacjentów na niebezpieczeństwo. Szpital złożył zawiadomienie o podejrzeniu oszustwa. Naczelna Izba Lekarska rozważa pozbawienie Kacprzyka prawa wykonywania zawodu. Kontrole wszczęły: NFZ, Urząd m.st. Warszawy oraz Ministerstwo Zdrowia.

Sygnalista sypie

Historia działalności Kacprzyka w Szpitalu Południowym może mieć jeszcze bardziej dramatyczne skutki. Były ordynator chirurgii w tym szpitalu dr Emil Jędrzejewski, w rozmowach z mediami (m.in. w Kanale Zero) wyraził głębokie zaniepokojenie kompetencjami młodego lekarza i wskazał na przypadki błędów, w tym anestezjologicznych, których skutkiem miały być zgony pacjentów. Prokuratura bada również serię zgonów na SOR-ze w ostatnich latach.

Szerszy kontekst: skandaliczne dochody lekarzy-radnych

Sprawa Kacprzyka nie jest odosobniona. Stanowi element szerszego problemu wysokich dochodów lekarzy pełniących jednocześnie funkcje publiczne. Wielu lekarzy-radnych czy posłów łączy pracę w publicznej ochronie zdrowia z polityką, generując milionowe przychody z kontraktów z NFZ lub szpitali miejskich/wojewódzkich. Publiczna kasa finansuje ekstremalnie wysokie wynagrodzenia przy jednoczesnym fikcyjnym deficycie personelu i długich kolejkach dla zwykłych pacjentów. System pozwala na łączenie ról w sposób, który budzi wątpliwości co do rzeczywistego czasu poświęcanego na pracę medyczną łączoną z działalnością polityczną.

Rekordowe dochody z czasów „wielkiej histerii” – przykład Roberta Górskiego

Na tym tle szczególnie wyróżnia się przypadek innego lekarza-radnego – Roberta Górskiego z Zielonej Góry. Lekarz pogotowia ratunkowego, specjalista medycyny ratunkowej od 2020 roku i radny (z komitetu byłego prezydenta miasta Janusza Kubickiego), w 2021 roku zarobił ponad 4,3 miliona złotych wyłącznie z tytułu prowadzenia punktu szczepień przeciwko COVID-19. Według informacji ujawnionych przez nczas.info, Górski przeprowadził w ramach kontraktu z NFZ ponad 56 tysięcy szczepień – średnio szprycował około 150 osób dziennie. Do tego dochodziła praca w pogotowiu (ponad 300 godzin miesięcznie, w tym dyżury nocne i weekendowe) oraz prywatna praktyka w formie jednoosobowej działalności gospodarczej.

W 2022 roku jego dochód wyniósł 1,6 mln zł, a w kolejnych latach regularnie przekraczał milion złotych rocznie. Łącznie w okresie pandemicznym i bezpośrednio po nim zarobił kilka milionów złotych z publicznych pieniędzy.

Górski broni swoich zarobków, twierdząc, że wynikały z „wyczerpującej pracy”, a NFZ zachęcało do masowych szczepień (zwłaszcza nauczycieli), i on jako jeden z nielicznych się zgłosił. Przeszedł kontrole NFZ i urzędu skarbowego. Krytycy wskazują jednak na skalę – w szczycie pandemii kontrakty na punkty szczepień były lukratywnym biznesem dla wybranych podmiotów, często przy ograniczonym nadzorze nad rzeczywistym nakładem pracy.

Patologia systemu czy jednostkowe przypadki?

Afera wokół Dawida Kacprzyka i przykłady takie jak Robert Górski pokazują szerszy problem polskiej ochrony zdrowia: brak skutecznych mechanizmów kontroli czasu pracy personelu medycznego, łatwy dostęp do wysokopłatnych kontraktów z NFZ, możliwość łączenia funkcji medycznych z politycznymi w sytuacji oczywistego konfliktu interesów oraz uprzywilejowanie osób z odpowiednimi koneksjami.

Szpitale miejskie i wojewódzkie, często deficytowe, płacą milionowe kwoty wybranym lekarzom, podczas gdy zwykli pacjenci czekają godzinami na SOR-ze lub miesiącami czy latami na planowe zabiegi. Politycy z różnych opcji (zarówno obecnej, jak i poprzedniej władzy) korzystali z szybkiej ścieżki w placówkach, które sami nadzorują.

Czy Tusk polegnie na aferze medycznej?

Donald Tusk, którego partia KO jest najbardziej obciążona aferą, stara się od niej dystansować, dając do zrozumienia, że on sam nie ma z nią nic wspólnego. Zapowiedział oczywiście wyjaśnienie sprawy „do samego spodu”, co, jak wiadomo, kompletnie nic nie znaczy. Z kolei PiS, którego polityków-lekarzy obciążają podobne zarzuty, zawnioskował o komisję śledczą. Szczególnie zabawne jest to, że za radykalną reformą finansowania opowiedział się nagle były premier z PiS Mateusz Morawiecki, który, wraz ze swoją poprzedniczką Beatą Szydło do obecnej, skandalicznej sytuacji doprowadził. Można domniemywać, że afera zaszkodzi obu największym partiom – trudno jednak się spodziewać, że partyjny beton, który sam korzysta z szybkich politycznych ścieżek dostępu w służbie zdrowia i innych dziedzinach życia, po ujawnieniu tych praktyk, które są przecież tajemnicą poliszynela, masowo odwróci się od swoich nieuczciwych idoli.

Tylko prywatyzacja

Sprawa Kacprzyka i podobnych przypadków lekarzy-radnych z rekordowymi dochodami z publicznych kontraktów (w tym z czasów pandemii) pokazuje, jak łatwo w polskim systemie ochrony zdrowia dochodzi do sytuacji, w której lojalność partyjna i koneksje polityczne mogą wpływać na priorytety w leczeniu, a gigantyczne zarobki jednego człowieka kontrastują z chronicznym niedofinansowaniem i kolejkami dla większości obywateli.

Powstaje pytanie, czy afera zakończy się tylko na wyrzucenie Kacprzyka i władz Szpitala Południowego, czy jednak będzie wstrząsem, który doprowadzi do radykalnej przebudowy systemu? Bo przecież nie ma co ukrywać – polskiej służby zdrowia nie da uzdrowić, póki jest w rękach państwa. Tylko prywatyzacja systemu może sprawić, że pieniądze pacjentów nie będą rozkradane tylko przeznaczone na ich rzeczywiste potrzeby w ramach ich rzeczywistych możliwości finansowych.

Tekst ukazał się w tygodniku „Najwyższy CZAS!” nr 27-28, 29 czerwca – 12 lipca 2026 r. Do nabycia w najlepszych salonach prasowych lub w e-wydaniu na stronie Biblioteki Wolności.

Najnowsze