Na Bliskim Wschodzie rozejm między Iranem a Stanami Zjednoczonymi jest ponownie zagrożony. Wymiana ognia została wznowiona w sobotę 27 czerwca. Po ostrzelaniu okrętu w Cieśninie Ormuz, wojsko amerykańskie zaatakowało dziesięć irańskich obiektów, z których część należała do irańskiej armii.
W odwecie Iran ogłosił w niedzielę rano, że wystrzelił rakiety w kierunku Kuwejtu i Bahrajnu. Ataki amerykańskie trwały drugą noc z rzędu. Strażnicy Rewolucji potępili w państwowej telewizji „złamanie zawieszenia broni”.
W swoim oświadczeniu stwierdzili, że są to „ataki terrorystyczne przeprowadzone przez amerykańską armię”. Informacje mówią, że armia USA zaatakowała infrastrukturę wojskową Iranu, systemy łączności, systemy obrony powietrznej i co najmniej dziesięć celów zostało trafionych.
Ataki miały miejsce na instalacje na południu kraju. Waszyngton stwierdził, że był to tylko „odwet po ataku dronów na tankowiec pod banderą Panamy w Cieśninie Ormuz”. Napięcie jednak narasta, a amerykański prezydent po raz kolejny grozi Iranowi, że „może nadejść czas, kiedy nie będziemy w stanie działać rozsądnie. […] Jeśli tak się stanie, Islamska Republika Iranu przestanie istnieć!”…
Podpisanie memorandum o porozumieniu między Stanami Zjednoczonymi a Iranem przez Donalda Trumpa w scenerii Pałacu Wersalskiego wydaje się już odległym wspomnieniem, chociaż miało miejsce zaledwie czerwca.
W niedzielę, 28 czerwca, w Kuwejcie, zawyły syreny po ataku irańskiego drona i rakiet na amerykańskie bazy. Syreny zawyły również w Bahrajnie, gdzie trafiony został budynek. W tym kontekście negocjacje mające na celu stworzenie podstaw bardziej trwałego pokoju między oboma krajami wydają się trudniejsze niż kiedykolwiek.
Stawiane jest pytanie, czy w rezultacie tej wymiany ciosów może dojść do wznowienia wojny? Na razie Iran podtrzymuje jednak swoje zobowiązanie do kontynuowania rozmów.
Źródło: France Info
