Słowacja pod rządami czwartego gabinetu Roberta Ficy (od 2023 r.) stała się polem bitwy o suwerenność, w której kluczową rolę zaczyna odgrywać gospodarka. Przypomnijmy: polityk ten pełnił urząd premiera także w latach 2006–2010 oraz 2012–2018. Obecnie obóz rządzący złożony z trzech ugrupowań narodowo-lewicowych (SMER-SD, Hlas i SNS) powrócił do władzy z mandatem do rewizji dotychczasowego probrukselskiego kursu. Po ponad dwóch latach sprawowania rządów zaczął jednak tracić poparcie w sondażach. Powodem nie są wyłącznie kontrowersyjne reformy wymiaru sprawiedliwości czy wielowektorowa dyplomacja. Koalicja zaczyna płacić rachunek za drastyczne spowolnienie gospodarcze, bolesny pakiet konsolidacyjny i rosnące koszty życia. Sytuację tę skutecznie punktuje liberalna opozycja, zyskując na tym swój polityczny kapitał.
Ale najpierw zajmijmy się sprawami międzynarodowymi. Krytycy rządu Ficy często redukują jego politykę zagraniczną wyłącznie do symbolicznych gestów wobec Rosji, takich jak obecność na obchodach Dnia Zwycięstwa w Moskwie. Taka narracja pomija jednak faktyczną strategię Bratysławy, którą jest pragmatyczna polityka wielokierunkowa.
Poza Brukselą jest życie
Słowacja nie izoluje się w Europie, lecz intensywnie poszukuje nowych partnerów gospodarczych poza tradycyjnym, zachodnim kręgiem wpływu, dostrzegając zmiany w układzie sił na świecie. W ciągu ostatnich miesięcy premier Robert Fico odbył szereg ważnych wizyt zagranicznych, które wyznaczają nowy, suwerenny kurs ekonomiczny kraju:
Azerbejdżan i Azja Środkowa: Bratysława zacieśnia współpracę energetyczną i strategiczną z państwami basenu Morza Kaspijskiego oraz republikami środkowoazjatyckimi, szukając alternatywnych dróg dywersyfikacji surowców bez ślepego polegania na unijnych mechanizmach zakupowych.
Ameryka Południowa (Brazylia): oficjalna wizyta w Brazylii otworzyła nowe rynki zbytu dla słowackiego przemysłu obronnego i maszynowego, wpisując Słowację w nurt współpracy z państwami formatu BRICS.
Relacje z Kijowem: Mimo wstrzymania bezpłatnych dostaw broni z państwowych magazynów, Słowacja pozostaje kluczowym partnerem komercyjnym Ukrainy. Bratysława nie zablokowała prywatnych kontraktów zbrojeniowych słowackich firm dla ukraińskiej armii i stale dostarcza Kijowowi prąd oraz pomoc humanitarną, oczekując w zamian respektowania umów tranzytowych.
Słowacki spór polityczny pokazuje kryzys pojęcia ,,demokracja we współczesnej Europie”. W dominującym przekazie zachodnich mediów i Parlamentu Europejskiego utrwalił się schemat, w którym demokratą jest ten polityk, który bezkrytycznie akceptuje wytyczne Komisji Europejskiej. Z kolei liderzy dbający o asertywność narodową automatycznie otrzymują etykietę „autokratów”.
Przykład sąsiednich Węgier pokazuje jednak, jak powierzchowna jest to ocena. Choć Viktor Orban przez lata był przedstawiany jako dyktator, który całkowicie zlikwidował mechanizmy demokratyczne, wiosną 2026 roku normalnie i bez przeszkód oddał władzę po przegranych wyborach parlamentarnych na rzecz opozycyjnej partii Tisza. Potwierdza to, że państwa te wciąż opierają się na fundamencie demokratycznym, gdzie o losach państwa decydują sami wyborcy przy urnach, a nie zewnętrzne naciski czy zagraniczni komisarze.
Robert Fico odrzuca podejście, w którym Bruksela staje się ostatecznym arbitrem krajowej polityki. Słowacki premier stoi na stanowisku, że Komisja Europejska jako ciało urzędnicze, a nie wybieralne nie ma mandatu do dyscyplinowania rządów w sprawach, które traktaty europejskie pozostawiają w gestii państw członkowskich (takich jak prawo karne czy organizacja mediów).
Zarzuty opozycji
Z taką interpretacją fundamentalnie nie zgadza się słowacka opozycja, na czele której stoi liberalna i ,,proeuropejska” Postępowa Słowacja (PS) pod przywództwem Michala Simecki. Dla jej liderów i setek tysięcy obywateli protestujących na ulicach Bratysławy i Koszyc, rządy Roberta Fico to pełzający demontaż państwa prawa i spychanie kraju na margines cywilizacji zachodniej.
Jakie są główne zarzuty opozycji? Przede wszystkim likwidacja Prokuratury Specjalnej i złagodzenie kar za przestępstwa białych kołnierzyków, które – jej zdaniem – mają zagwarantować bezkarność ludziom powiązanym z oligarchią SMER-u.
Opozycja alarmuje, że konflikt z Brukselą i rezolucje Parlamentu Europejskiego mogą doprowadzić do zamrożenia miliardów euro z unijnego budżetu oraz z KPO, co ich zdaniem może być gwoździem do trumny dla słowackiej infrastruktury. Zmiany w sposobie funkcjonowania mediów publicznych oraz krytyczna retoryka wobec ,,niezależnych” dziennikarzy wpływają na pogłębienie polaryzacji społecznej. Opozycyjna partia Demokraci, wspierana przez inne formacje, podjęła działania proceduralne, zbierając podpisy z wnioskiem o ogólnokrajowe referendum w sprawie skrócenia kadencji parlamentu.
Choć spory o sądownictwo i media budzą ogromne emocje na wiecach, to sondażowy zjazd koalicji rządzącej ma podłoże stricte materialne. Słowacy odwracają się od Ficy, ponieważ rządy SMER-u nie dowiozły obietnic o powszechnym dobrobycie, a krajowa gospodarka ugrzęzła w stagnacji.
„Gospodarka, głupcze…”
Gospodarka Słowacji, przez lata nazywana ,,tatrzańskim tygrysem”, znalazła się w najtrudniejszym punkcie zwrotnym od czasu wejścia do strefy euro. Ten motoryzacyjny lider produkujący najwięcej aut na mieszkańca wyczerpał już jednak swój model wzrostu. Przez drastyczne spowolnienie (prognoza PKB na 2026 r. to zaledwie 0,8 proc.) ogromny deficyt i koszty nowych technologii, kraj musi pilnie przebudować swój system ekonomiczny.
Przez ostatnie dwie dekady fundamentem dobrobytu naszych południowych sąsiadów była branża automotive. Volkswagen, Stellantis, Kia, Jaguar Land Rover, a ostatnio także inwestujący w elektromobilność chiński koncern Volvo – te marki uczyniły ze Słowacji globalną potęgę produkcyjną. Sektor ten odpowiada niemal za połowę całego słowackiego przemysłu i generuje ogromną część krajowego eksportu. Ten gigantyczny sukces stał się jednocześnie przekleństwem Bratysławy. Monokultura przemysłowa wystawia Słowację na ogromne ryzyko związane z globalnymi fluktuacjami rynkowymi. Dzisiejsza rewolucja EV (pojazdów elektrycznych) wymaga miliardowych nakładów na modyfikację linii produkcyjnych oraz budowę nowych łańcuchów dostaw (np. gigafabryk baterii). W czasach, gdy europejski popyt na samochody elektryczne wyhamowuje, a konkurencja ze strony Chin rośnie, słowackie fabryki muszą walczyć o przetrwanie w strukturach macierzystych koncernów.
Słowacja przestała też być krajem taniej siły roboczej. Poziom płac wzrósł na tyle, że dalsza ekspansja oparta na prostych montowniach nie znajduje już ekonomicznego uzasadnienia w tym regionie. Kraj utknął w tzw. pułapce średniego dochodu: jest zbyt drogi na konkurowanie niskimi kosztami pracy, a jednocześnie zbyt mało innowacyjny, by dominować technicznie. Nakłady na badania i rozwój pozostają jednymi z najniższych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.
Drugą niezwykle palącą słabością słowackiej gospodarki jest katastrofalny stan finansów publicznych. Słowacja weszła w minione lata z jednym z najwyższych deficytów budżetowych w całej Unii Europejskiej, co zmusiło Komisję Europejską do objęcia kraju procedurą nadmiernego deficytu. Dług publiczny przekroczył barierę 61 proc. PKB, a agencja ratingowa S&P Global obniżyła długoterminowy rating Słowacji do poziomu ,,A”, uzasadniając to właśnie utrzymującą się presją fiskalną i powolnym tempem reform.
Aby ratować wiarygodność na rynkach finansowych, rząd Roberta Fico musiał zatwierdzić radykalny program zaciskania pasa – warty aż 2,7 miliarda euro pakiet konsolidacyjny (stanowiący 2 proc. PKB).
Dla przeciętnego Słowaka oznacza to:
- Wzrost obciążeń fiskalnych (w tym opłaty od środków spożywczych) oraz modyfikację progów podatkowych.
- Wyższe składki na ubezpieczenie zdrowotne zarówno dla pracowników, jak i pracodawców.
- Likwidację wybranych dni wolnych od pracy w celu sztucznego podbicia produktywności.
Gabinet Fico próbuje realizować te bolesne cięcia w sposób paradoksalny: starając się jednocześnie utrzymać obietnice socjalne, takie jak trzynaste emerytury czy dopłaty do cen energii dla gospodarstw domowych. Taka polityczna niekonsekwencja budzi ostrą krytykę ekonomistów. Eksperci wskazują, że uderzenie podatkowe osłabi i tak już anemiczny popyt krajowy oraz konsumpcję prywatną, co bezpośrednio przełoży się na drastyczne obniżenie dynamiki PKB w najbliższych kwartałach.
Wprowadzenie euro w 2009 roku miało być dla Słowacji gwarantem stabilności i szybkiego doganiania Zachodu. Przez pewien czas eliminacja ryzyka kursowego i kosztów transakcyjnych rzeczywiście stymulowała handel. Jednak w obliczu obecnego kryzysu brak niezależnej polityki monetarnej wiąże Bratysławie ręce.
Na rozdrożu
Problemy finansowe i przemysłowe Słowacji potęgowane są przez głębokie bariery strukturalne. Najpoważniejszą z nich jest kryzys demograficzny i postępujące starzenie się społeczeństwa. Słowacki rynek pracy jest niezwykle napięty. Z jednej strony przedsiębiorstwa raportują dramatyczny brak rąk do pracy oraz niedopasowanie kompetencji pracowników do potrzeb nowoczesnego biznesu. Z drugiej strony kraj cierpi na potężny drenaż mózgów. Tysiące utalentowanych młodych Słowaków rokrocznie wyjeżdża na studia i do pracy do Czech lub Europy Zachodniej, z czego większość nigdy nie decyduje się na powrót do ojczyzny.
Słowacja pod rządami Roberta Ficy udowodniła, że potrafi prowadzić asertywną politykę i szukać alternatywnych dróg rozwoju w Brazylii czy Azerbejdżanie. Jednak polityka suwerennościowa zderzyła się z twardą ścianą realiów ekonomicznych. Prawa rynku po raz kolejny przypominają, że to nastroje konsumenckie kształtują scenę polityczną. Czy zatem gabinet Ficy zdoła bezpiecznie przeprowadzić kraj przez kryzys, zanim nastroje społeczne ulegną pogorszeniu? Nadchodzące miesiące przyniosą odpowiedź na pytanie, w jakim kierunku będzie podążać Słowacja.
