Banderowska Ukraina została nominowana przez eurokratów na podstawowe i jedyne, poważne narzędzie zabezpieczania bezpieczeństwa zbiorowego UE w wymiarze militarnym – uważa Grzegorz Braun. Pytanie, czy za dalsze zbrojenie banderyzującej się Ukrainy będzie musiała płacić Polska, wydaje się jedynie retoryczne. Co ta sytuacja oznacza dla naszego kraju? Lidera Korony zapytaliśmy także o przyspieszone wybory parlamentarne i plotki dotyczące następcy Donalda Tuska.
Marek Skalski: Czy w Unii Europejskiej komentuje się ostatnią decyzję prezydenta Zełenskiego o nadaniu nazwy UPA jednej z jednostek wojskowych. W Polsce temat wywołał słuszne oburzenie…
Grzegorz Braun: Nie, w najmniejszym stopniu sprawa ta w Brukseli nie absorbuje nikogo. Mogę to powiedzieć jako uczestnik na przykład zamkniętego posiedzenia Komisji Spraw Zagranicznych Unii Europejskiej. Tutaj deklarowany i praktykowany jest bezalternatywny sojusz Unii Europejskiej z banderowską Ukrainą.
Banderowska Ukraina została nominowana przez eurokratów na podstawowe i – prawdę mówiąc – jedyne poważne narzędzie zabezpieczania bezpieczeństwa zbiorowego w wymiarze militarnym. Mówiąc krótko, Ukraińcy zostali nominowani na strażnika wschodniej flanki, wschodnich rubieży NATO, eurokołuchozu i wszystkich państw zachodnioeuropejskich, które nie są i nie zamierzają być zdolne do obrony. Mają one swoje problemy, ale bardziej wewnętrzne.
Zjednoczone Kalifaty Nadreńskie, Emiraty Nadsekwańskie – to są aktualne problemy Europy Zachodniej. Będą one narastały, natomiast jeśli idzie o bezpieczeństwo w wymiarze wojskowym, militarnym, to po prostu postawiono na Ukrainę. Rzecznikami tej koncepcji są komisarze Unii Europejskiej do spraw zagranicznych. Pani Kaja Kallas, wysoki przedstawiciel Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństw na wspomnianym posiedzeniu zamkniętym zupełnie zlekceważyła i odrzuciła wszelkie zgłaszane przeze mnie uwagi dotyczące renesansu banderyzmu na Ukrainie. Na pytanie, które tego dotyczyło, pani polityk z Estoni odpowiada w starym, dobrze znanym stylu o pożeraniu dzieci na śniadanie przez Putina. To jest retoryka typu „ale tam, w Rosji też murzynów biją”, więc mamy nie pytać, co tam z dziećmi polskimi nabijanymi na widły kilkadziesiąt lat temu, w XX wieku.
W lipcu spodziewajmy się spotkania OBWE, czyli Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Do spotkania tego ma dojść w Hadze i ma tam być nie tylko przedstawiona, ale jak rozumiem, poddana do akceptacji uczestnikom OBWE amerykańsko-ukraińska koncepcja finansowania przez Europę dwustutysięcznej ukraińskiej armii. Ukraińcy są jedyną, poważną siłą zbrojną na kontynencie, nie licząc Turków. Ukraina jest jedynym pomysłem eurokratów i jedynym pomysłem Amerykanów na rozwiązanie ich problemów bezpieczeństwa.
Uświadommy sobie, że jesteśmy brani w imadło. W trakcie poprzedniej kampanii prezydenckiej mówiłem o tym, że jeżeli Wojsko Polskie ma szykować pilnie jakieś plany ewentualnościowe wojny obronnej, to będzie to wojna obronna na dwa fronty, przed banderowską Ukrainą i Wehrmachtem Eurokołchozowym. Otóż muszę to skorygować o tyle, że tym Wehrmachtem Eurokołchozowym ma być ukraińska banderowska armia. Armia kultywująca tradycje ludobójców ukraińskich nazistów z XX wieku. Dziś w XXI wieku amerykańscy patroni patronują, a europejscy patroni finansują i zamierzają jeszcze głębiej zaangażować nas w finansowanie formacji, która nosi emblematy SS, która nosi nazistowskie znaczki, runy, których tradycja sięga właśnie ludobójstwa II wojny światowej. Więc to są rzeczy śmiertelnie dla nas groźne i śmiertelnie niebezpieczne.
A jaki jest kontekst krajowy? Mamy teraz festiwal oburzeń nad Wisłą, wielkich zdziwień, otwierania oczu, odkrywania banderyzmu na Ukrainie. Teraz wszyscy, którzy jeszcze przez poprzednie lata dość systematycznie mordowali nas medialnie, gdy o tym przypominaliśmy, teraz są bardzo oburzeni. Równocześnie moja żona odebrała telefon z policji w Krakowie, która zamierza przesłuchać ją w sprawie zakupu dla mnie online biletu na Kopiec Kościuszki. Na nim jako przypadkowy, a uczciwy znalazca, wszedłem w posiadanie ukraińskiej flagi, którą odniosłem do konsulatu ukraińskiego w tym samym Krakowie. Nic się nie zmienia, jeśli chodzi o politykę państwa warszawskiego, władz lokalnych, regionalnych… Polska dalej jest oflagowana po ukraińsku…
Czy marszałkiem była pani Witek, czy marszałkowie rotacyjni Hołownia, Czarzasty, to oni teraz będą bronić własnych biografii. Oni nigdy, przenigdy nie przyznają, że my byliśmy mądrzy nie po szkodzie, ale przed; że ostrzegaliśmy przed zagrożeniami, które były oczywiste. Wcale nie trzeba było być wielkim prorokiem, przenikliwym analitykiem, żeby rozumieć, że z Ukrainy, jeżeli zostanie ona dozbrojona, a właśnie to się dzieje, należy spodziewać się śmiertelnych zagrożeń.
Nie tylko pogłoski nad Wisłą, ale także w Brukseli i Strasburgu, świadczą jednoznacznie o tym, że nasze pieniądze w ramach m.in. programu SAFE mają być wydane na to, żeby dozbroić ukraińską armię, która będzie prymusem eurokołchozowym w dziedzinie obronności…
Jest to dla mnie o tyle zaskakujące, że my tu, w Polsce, na polskim podwórku, widzimy pewne objawy zmiany wajchy, kolokwialnie mówiąc. Nagle zupełnie niespodziewanie prezydent Lublina, pan Żuk, którego nie można podejrzewać o jakieś centroprawicowe czy w ogóle centrowe sympatie, zdejmuje flagę ukraińską z balkonu swojego urzędu… Podobnie postępują prezydenci kolejnych miast: Przemyśla, Chełma.
Tutaj mała dygresja. W Warszawie – ja to nagłaśniałem – miały zawisnąć 1 czerwca na wszystkich urzędach dzielnicowych w Warszawie tęczowe flagi w związku z miesiącem dumy, w ramach tzw. projektu obywatelskiego. Wiem z dobrze poinformowanych źródeł, że te flagi są w tych urzędach, ale z jakichś powodów i pomimo oficjalnego nakazu ze strony zastępczyni prezydenta Trzaskowskiego te flagi są nadal w magazynach. To pokazuje, że oni się czegoś obawiają.
Bardzo dziękuję za tę informację. Skierujemy pismo z mojego biura poselskiego do Urzędu Miejskiego w Warszawie z oczekiwaniem przedstawienia kompletu dokumentacji, bo przecież ktoś te flagi musiał wyprodukować. Bardzo jestem ciekaw, jak wyglądał konkurs, w ramach którego wyłoniono najlepszego oferenta. Ktoś musiał skonstruować jakiś program ideowy, więc bardzo jestem ciekaw, kto i jakie pieniądze wziął za to, żeby dorobić teorię do tej propagandy publicznej, propagandy dewiacji, do tego, co – z mojego punktu widzenia – ma charakter zdefiniowany w kodeksie jako wybryk nieobyczajny.
Ja mogę wyjaśnić, bo jestem akurat w posiadaniu skanu pisma, który wspominana zastępczyni, pani Machnowska-Góra, 28 maja skierowała do burmistrzów. Tam jest wyraźnie napisane, że akcja odbywa się w związku z realizacją zwycięskiego projektu budżetu obywatelskiego. Mamy tutaj więc płaszczyk demokratycznej woli mieszkańców. Tyle że na całą Warszawę zagłosowało za tym niecałe 4 tysiące osób. Trudno tu mówić o jakiejś większości…
Zastanawiam się, co takiego się stało, że burmistrzowie odważyli się zignorować tak przecież jednoznaczne polecenie, jak by nie patrzeć, zwierzchnictwa. Być może jest to efekt referendum krakowskiego i być może włodarze miast polskich obawiają się powtórki z rozrywki, czyli buntu społecznego.
W kontekście skutków referendum nie można nie odnotować, że na stanowisko prezydenta Krakowa wysunięto kandydata Konfederacji Korony Polskiej Pana Michała Klimka, przedsiębiorcę krakowskiego, inżyniera z wykształcenia, ale realizującego w tej chwili z sukcesem działania w branży kwiaciarskiej. Ma własną firmę i należy do naszego ulubionego gatunku MIS-iów (mały, średni przedsiębiorca). Pan Klimek to także mistrz sztuk walki w pewnej dyscyplinie, stary „towarzysz”, chociaż nie wiekiem a stażem działań partii wolnościowych: Unii Polityki Realnej, Korwina, Kongresu Nowej Prawicy. Dlatego ze szczególną radością chciałem odnotować, że wysunięcie kandydatury Michała Klimka stało się okazją do pięknego zjednoczenia. Otóż po latach mamy wreszcie wspólnego kandydata, którego mogą popierać panowie prezesi Korwin, Żółtek, redaktor Michalkiewicz, który również odwiedzał Kraków w ostatnim czasie.
Jeśli już o referendach i wyborach mówimy, doszła do mnie plotka, że być może jeszcze w tym roku dojdzie do wcześniejszych wyborów parlamentarnych. Premier Tusk rzekomo odejdzie na zasłużoną euro-emeryturkę i przekaże pałeczkę pani Magdalenie Sobkowiak-Czarneckiej, która negocjowała SAFE. Dojdzie więc, być może, do wcześniejszych wyborów, bo dla premiera Tuska jest to ostatnia szansa, żeby utrzymać władzę. Takie pogłoski krążą po Alejach Ujazdowskich, w okolicach kancelarii premiera, ale także w okolicach ulicy Wiejskiej… Co na to Korona?
My na to jak na lato. Konfederacja Korony Polskiej jest zawsze gotowa do startu w wyborach, pewnie dlatego że jesteśmy jedyną formacją działającą beztlenowo, bez budżetu, bez subwencji budżetowej i bez czasu antenowego w mediach gadzinowych, więc nam nie będzie to robić wielkiej różnicy, kiedy padnie hasło do kampanii.
Takie pogłoski krążą, jak świetnie wiemy, nieustannie. Odżywają najrzadziej raz na kwartał i za każdym razem są to pogłoski umotywowane, uzasadnione. Za każdym razem mają swoją logikę. Nie wiem, jak będzie, dlatego że jednak nigdy nie wykluczając przyspieszonych wyborów, zawsze należy traktować to jako wariat najmniej prawdopodobny.
Aby ogłosić wybory, czyli dokonać nadzwyczajnego skrócenia kadencji Sejmu, musiałby on sam za tym zagłosować, a to by znaczyło, że czterystu kilkudziesięciu posłów musiałyby większościowo chcieć wyciągnąć sobie fotele spod siedzenia. I tu zawsze pojawia się największa wątpliwość: czy oni to zrobią? Dla bardzo wielu posłów to już nawet nie jest ryzyko, tylko gwarancja, że do tej roboty już na następną kadencję nie wrócą…
Swoją drogą posłowie PiS-u z całą pewnością już przestali się łudzić, że idą po 40 proc., po samodzielną większość. Mimo to dalej zachowują arogancję i dalej wykazują się bardzo prostacką pychą chociażby w stosunku do formacji niepodległościowej, jaką jest Konfederacja Korony Polskiej. Ale oni reprezentują formację podległościową, a my – niepodległościową.
Koryto jest dobrem nadrzędnym dla naszych elit i dla naszej klasy politycznej. Niemniej widziałem ciekawe badania elektoratów. Wyborcy Koalicji Obywatelskiej aż w 50 proc. mają stanowić tak zwany elektorat fanatyczny. Czyli to są ludzie, którzy są całkowicie odporni na jakiekolwiek argumenty, którzy po prostu uważają, że Donald Tusk i Koalicja Obywatelska to jest coś najlepszego, co spotkało Polskę od tysiąca lat i oni swojego zdania w żadnym wypadku nie zmienią i to może dawać tę nadzieję, że te 30 proc. tak czy inaczej Donald Tusk zdobędzie. Natomiast oczywiście jest to elektorat, który ze względów demograficznych może się kurczyć…
Ciekawa sprawa! Tyle że tutaj sondaże, ewentualne za i przeciw rozważane przez premiera, zawsze będą kwestią drugorzędną. Pierwszorzędna będzie decyzja nieformalnej rady ambasadorów: co Niemcy, Amerykanie, Żydzi, Angole zdecydują… Czy zdecydują się wyrzucić na śmietnik historii, odesłać na złom i Tuska, i Kaczyńskiego jeszcze przed wyborami, czy nie?
Wizja przyspieszonych wyborów może też być formą zajmowania przez Tuska stanowiska negocjacyjnego, bardziej korzystnego względem swoich promotorów, swoich patronów, moderatorów zewnętrznych i z Unii Europejskiej i w wymiarze transatlantyckim. Być może premier w ten sposób negocjuje lepsze warunki swojej emerytury eurokołchozowej?
Ważne, żeby kandydaci Szerokiego Frontu Gaśnicowego mieli odporność nerwową na te przepychanki. No i żebyśmy nie zapominali, że my idziemy do władzy po to, żeby liczba resortów w przyszłym rządzie wyrażała się jedną cyfrą, a nie dwiema. Po to, żeby KSEF, SAFE i inne złowrogie skróty, jak PIT czy CIT, żeby to wszystko wylądowało na śmietniku historii. Po to, żeby „misie”, mali, średni przedsiębiorcy nie byli zwierzyną łowną, tylko żeby wręcz cieszyli się ochroną ze strony państwa, administracji i służb. No i w stosunkach międzynarodowych musimy wywalczyć normalizację.
Zwracam uwagę, że do Petersburga wybierają się w tym roku Amerykanie na głośną konferencję międzynarodową. Waszyngton zadomowił się w Mińsku, bo przecież chodzi o gaz, chodzi o nawozy sztuczne, bez których załamie się każda gospodarka rolna. No więc w Mińsku już są poumawiani, a teraz jadą ni stąd, ni zowąd do Petersburga, a Polska dalej w izolacji. Musimy to odwrócić, to znaczy musimy znormalizować i stosunki z Ukrainą i z Białorusią, z państwami bałtyckimi, które niestety odgrywają rolę pożytecznych idiotów, usłużnych w propagandzie podżegania do wojny.
Na konferencji, o której mówisz, będą również Niemcy, bo jednym ze współorganizatorów jest niemiecko-rosyjska Izba Handlowa…
Na koniec chciałem zapytać, czy Korona rozważa zmianę nazwy partii. W firmie Pollster zamówiliśmy sondaż z pytaniem: „Gdyby wybory do Sejmu odbyły się w najbliższą niedzielę, to na którą partię oddał(a)byś głos?”. Respondenci zobaczyli pełną listę ugrupowań politycznych, ale Koronę przedstawiliśmy w dwóch wersjach.
W pierwszej lista zawierała odpowiedź „Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna”. W drugiej wersji lista zawierała odpowiedź „Konfederacja Korony Polskiej”. Przy czym połowa respondentów najpierw zobaczyła wersję z nazwiskiem Grzegorza Brauna, a następnie wersję bez nazwiska. Druga połowa respondentów otrzymała pytania w odwrotnej kolejności. Wyniki: z członem „Grzegorza Brauna” – 7,25 proc., bez członu „Grzegorza Brauna” – 6,69 proc.
Te wyniki sugerują, że takiej modyfikacji trzeba dokonać, ponieważ doprowadzi to do nieco lepszego wyniku, co przełoży się na więcej mandatów.
