Strona głównaGŁÓWNYKłamstwa w mediach i ślepota klasy politycznej. Miller: "Nie mamy żadnych dźwigni...

Kłamstwa w mediach i ślepota klasy politycznej. Miller: „Nie mamy żadnych dźwigni oddziaływania na Ukrainę – oprócz jednej”

-

- Reklama -

Były premier Leszek Miller w rozmowie z Moniką Jaruzelską odniósł się m.in. do kwestii ukraińskiej. Zdaniem polityka Polska ma w tej chwili już tylko jedną „dźwignię oddziaływania” na Kijów, ale zbyt potężną, by ktoś z polskiej klasy politycznej odważył się jej użyć.

Miller stwierdził, że na temat Ukrainy wypowiada się często, ponieważ „próbuje zapełnić luki, które są wynikiem kunktatorskiej polityki głównych mediów”. Jak dodał, „zauważył, że TVN, TVP, radio publiczne czy mniejsze stacje nadawcze one są nie tylko, że nieobiektywne, ale wręcz kłamliwe w opisywaniu sytuacji na Ukrainie, relacji z Rosją itd.”.

- Reklama -

Były premier odniósł się również do decyzji prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełeńskiego o nadaniu jednej z ukraińskich jednostek wojskowych imienia „Bohaterów UPA”, a także do głosów zdziwionych tym faktem polskich polityków.

Trzeba to z całą mocą podkreślić, że ten wybryk, czy prowokacja, Zełeńskiego to nie jest coś, co się zdarzyło nagle i nie ma żadnych źródeł. Przypadkiem. To jest długa historia, która ma miejsce od wielu lat, tylko że poważna część i polskiej opinii publicznej i polityków udawała, że tych incydentów nie widzi albo nie słyszy – ocenił Miller.

Co ja mam na myśli – incydenty? Takie bardzo systematyczne kreowanie bandytów z UPA i OUN za swoich bohaterów narodowych. A przecież to miało miejsce, od lat – wskazał.

Od lat odbywają się marsze SS Galizien, UPA. Pomniki stoją od lat – i to nie byle jakie, bo np. w zachodniej Ukrainie, we Lwowie np. stoi potężny monument Bandery. I trzeba było dopiero decyzji Zełenskiego o nazwaniu jednego z oddziałów wojska „Bohaterów UPA”, żeby ta bańka pękła – dodał.

Zero reakcji

W rozmowie z Moniką Jaruzelską Miller przywołał także czasy swojej działalności w polityce. Jak mówił, polska klasa polityczna od lat zdawała się nie zauważać problemu.

Ja, kiedy byłem w Sejmie, to starałem się również w Sejmie obudzić jakąś wrażliwość na ten temat. Zgłosiliśmy, jako SLD, projekt uchwały Sejmu protestującej przeciwko wzmożonej banderyzacji Ukrainy. Ten dokument nawet nie doczekał się pierwszego czytania, został od razu wrzucony do kosza – podkreślił.

– Przemawiałem w Sejmie parę razy (…) – nic. Pisałem felietony, które dzisiaj łatwo można znaleźć, głównie w „Super Expressie” – nic – dodał.

– Pamiętam, że jak mówiłem o tym w Sejmie, to ci, którzy się dzisiaj tak bardzo oburzają, patrzyli na mnie jak na lekko pomylonego. No wiadomo, człowiek Moskwy, ruska onuca itd. Dzisiaj, kiedy ja widzę jak oni się zupełnie inaczej zachowują, to mam oczywiście pewną satysfakcję, ale też mi jest smutno, że się nie reaguje wtedy, kiedy trzeba reagować – przyznał.

Jedno wyjście

Dzisiaj, jako państwo polskie, my już nie mamy żadnych dźwigni oddziaływania na Ukrainę – oprócz jednej. Ale ta dźwignia jest tak potężna, że nie sądzę, aby którykolwiek z polskich polityków się na to zdecydował – ocenił Miller, a następnie wyjaśnił, co ma na myśli.

– Jeżeli Ukrainie tak bardzo zależy na wejściu do Unii Europejskiej, to trzeba powiedzieć Ukraińcom, że proszę bardzo, ale muszą przejść drogę Chorwacji. Tzn. mogą wejść do Unii Europejskiej, kiedy ostatecznie i definitywnie odetną się od swoich bohaterów dzisiejszych, czyli stwierdzą, że banderyzacja to był bardzo nacjonalistyczny prąd i w polityce, od którego się oni odcinają – bo to jest po prostu ukraińska forma nazizmu – że ich oszalałe koncepcje typu czysta etnicznie Ukraina i w związku z tym trzeba było wyrżnąć wszystkich innych, wymaga potępienia i że przepraszają za wszystko itd. – powiedział.

Miller podkreślił, że decyzja o przyjęciu państwa do Unii Europejskiej zapada w sposób jednomyślny. – Więc jeżeli Polska by konsekwentnie blokowała tę decyzję, to Ukraińcy nie mogliby być przyjęci – wskazał.

– Tylko ja mam dwie takie nieprzyjemne myśli. Po pierwsze, że nikt w Polsce tak się nie odezwie – ani prezydent ani premier ani nikt inny. A po drugie, że wtedy jeżeli pani von der Leyen dalej będzie szefową Unii, ona spróbuje jakoś to obejść. Ale mielibyśmy przynajmniej czyste sumienie – zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy. I może jeszcze jakiś kraj by się do nas przyłączył – zastrzegł.

Miller wskazał, że nie chodzi tylko o sprawy historyczne, ale wymienił także inne kwestie. Jak mówił, „ukraińskie rolnictwo, które diametralnie odbiega od rodzinnych gospodarstw rolnych Europy Zachodniej, nie tylko Polski, to jest potworne zagrożenie dla rolnictwa”. Kolejną sprawą jest ukraiński „transport, dotowany obficie”. – Gdyby oni w tej chwili weszli do Unii Europejskiej, bez żadnych okresów przejściowych, z jakimiś dodatkowymi preferencjami, bonusami, to Europa zatrzęsie się, Polska też oczywiście – skwitował.

Najnowsze