„Inni prezydenci przyglądali się tej sprawie przez 50, 60 lat, zastanawiając się, co zrobić – powiedział Donald Trump. – I wygląda na to, że to ja będę tym, który tego dokona. Byłbym więc szczęśliwy, mogąc to zrobić”. Amerykański prezydent mówił o Kubie, której los – jakaś zmiana polityczna i odejście od komunizmu – wydaje się przesądzony.
Sekretarz stanu Marco Rubio przekonuje z kolei, że Kuba od dawna stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego ze względu na powiązania z przeciwnikami USA, czyli Rosją i Chinami. Mówi też, że Trump jest zdeterminowany, by się Kubą zająć. „Preferencją Trumpa jest zawsze wynegocjowane, pokojowe porozumienie. To zawsze nasza preferencja. I pozostaje ona naszą preferencją również w przypadku Kuby” – oznajmił. Szybko zaznaczył, że wątpi, by Waszyngton mógł osiągnąć dyplomatyczne porozumienie z Hawaną.
Oskarżenie Castro i sankcje
Od pewnego czasu trwają jednak rozmowy. Bliscy współpracownicy Trumpa – w tym Rubio, dyrektor CIA John Ratcliffe oraz inni wysocy rangą urzędnicy odpowiedzialni za bezpieczeństwo narodowe – spotykali się w ostatnich miesiącach z przedstawicielami władz Kuby. Jednakże strona amerykańska wyszła z tych rozmów bez większego zysku, co doprowadziło do nałożenia na rząd kubański kolejnych sankcji. W konsekwencji prokuratorzy federalni przedstawili akt oskarżenia, w którym zarzucają byłemu prezydentowi Raúlowi Castro wydanie w 1996 r. rozkazu zestrzelenia cywilnych samolotów pilotowanych przez kubańskich emigrantów z Miami. Zarzuty te obejmują morderstwo oraz zniszczenie samolotu.
Oskarżenie skłoniło wielu obserwatorów do spekulacji, że administracja Trumpa postępuje według tego samego schematu co na początku stycznia, gdy w ramach operacji wojskowej ujęto ówczesnego prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro. Oczywiście prawdopodobieństwo ekstradycji Castro przez Kubę jest w praktyce zerowe, jednakże akt oskarżenia dobitnie ukazuje, jak szybko dyplomacja między Waszyngtonem a Hawaną ustąpiła miejsca ponownej konfrontacji. Ostatecznie Rubio oświadczył, że Kuba stanowi poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego Ameryki, co wynika z jej powiązań w sferze bezpieczeństwa i wywiadu z Chinami oraz Rosją, a także z przyjaznych relacji utrzymywanych z państwami Ameryki Łacińskiej, wrogimi wobec USA.
„Wymiar symboliczny jest tu absolutnie kluczowy – stwierdziła Lindsey Lazopoulos Friedman, była prokurator w biurze prokuratora federalnego w Miami, zajmująca się sprawami z zakresu bezpieczeństwa narodowego oraz przestępstwami z udziałem obywateli Kuby. – Nawet jeśli Raúl Castro najprawdopodobniej pozostanie na Kubie i tam też umrze, akt oskarżenia można wykorzystać jako narzędzie nacisku – taktyczną przewagę – by wymusić inne ustępstwa, takie jak uwolnienie więźniów czy powstrzymanie wpływów Rosji”.
Od stycznia Biały Dom nałożył ok. 250 sankcji wymierzonych w kubańską gospodarkę, w tym środki mające na celu ograniczenie importu paliw oraz odcięcie dochodów powiązanych z sektorami gospodarki wyspy kontrolowanymi przez wojsko. Wprowadzono między innymi sankcje wymierzone w GAESA – kontrolowany przez wojsko konglomerat, który sprawuje pieczę nad znaczną częścią kubańskiej gospodarki, a także w spółkę wydobywczą Moa Nickel S.A. oraz Anię Guillerminę Lastres Morerę, jedną z dyrektorek GAESA.
Ani Meksyk, ani Wenezuela – niegdyś główni dostawcy ropy na Kubę – nie wysłały na wyspę żadnego paliwa od czasu wydania przez administrację Trumpa w styczniu 2026 r. rozporządzenia wykonawczego, grożącego nałożeniem ceł na każdy kraj dostarczający paliwo temu komunistycznemu państwu.
Od grudnia na Kubę dostarczyła ropę naftową zaledwie jedna duża jednostka – tankowiec „Anatoly Kolodkin” pływający pod rosyjską banderą – zapewniając wyspie chwilową ulgę.
Kubie skończyły się jednak szybko zapasy oleju napędowego i paliwa ciężkiego. Hawana mierzy się więc z najpoważniejszymi od dziesięcioleci cyklicznymi przerwami w dostawach prądu.
Od czasu ujęcia Maduro Trump zintensyfikował retorykę dotyczącą konieczności zmiany reżimu na Kubie, co nastąpiło po złożonej na początku bieżącego roku obietnicy przeprowadzenia „przyjaznego przejęcia” tego kraju, o ile jego przywództwo nie otworzy gospodarki na amerykańskie inwestycje i nie wydali z kraju przeciwników USA.
Według „New York Timesa” amerykańscy urzędnicy określają swoją politykę mianem „dyplomacji warunkowej”, której celem jest wymuszenie reform oraz poszerzenie swobód politycznych i gospodarczych. Podkreślają przy tym, że ich zamiarem nie jest wojna ani nieuchronna interwencja wojskowa, lecz wywieranie stałego nacisku, mającego na celu wymuszenie zmian w polityce i sposobie sprawowania władzy.
Rubio o „nowej Kubie”
W niedawnym przemówieniu wygłoszonym w języku hiszpańskim Rubio – syn kubańskich emigrantów – oświadczył, że USA są gotowe do udzielenia pomocy humanitarnej, w tym żywnościowej i medycznej, stanowczo domagając się jednak, by pomoc ta trafiała do odbiorców z pominięciem rządu. Podkreślił, że polityka USA koncentruje się na wspieraniu narodu kubańskiego w jego walce o wolność oraz na zapewnieniu, by pomoc nie była dystrybuowana za pośrednictwem reżimu.
Zwracając się bezpośrednio do Kubańczyków, oskarżył komunistyczne przywództwo kraju o kradzieże, korupcję i stosowanie represji. „Prezydent Donald Trump proponuje nową drogę w relacjach między USA a nową Kubą – powiedział. – Nową Kubą, w której macie realną szansę wybrać tych, którzy będą rządzić waszym krajem, a także – w drodze głosowania – odsunąć ich od władzy, jeśli nie będą dobrze wypełniać swoich obowiązków”.
Zaznaczmy, że amerykański sekretarz przemawiał w rocznicę uzyskania przez Kubę niepodległości w 1902 r. „Prawdziwy powód, dlaczego brakuje wam prądu, paliwa czy żywności, jest taki, że ci, którzy kontrolują wasz kraj, zrabowali miliardy dolarów, lecz ani centa nie przeznaczyli na pomoc dla ludzi” – dodał. Rubio wziął na cel bezpośrednio Grupo de Administración Empresarial S.A. – wojskowy konglomerat założony przez Raúla Castro – nazywając go „państwem w państwie”, które kontroluje obecnie „70 procent kubańskiej gospodarki”, podczas gdy zwykli obywatele są „zmuszeni do wegetowania przez 22 godziny na dobę bez dostępu do prądu”.
Oskarżył rządzącą elitę o gromadzenie bogactwa. „Czerpią zyski z hoteli, budownictwa, banków, sklepów, a nawet z pieniędzy, które przesyłają wam wasi krewni ze Stanów Zjednoczonych. Wszystko – absolutnie wszystko – przechodzi przez ich ręce” – podkreślił.
Odrzucając twierdzenia Hawany, jakoby za kryzys odpowiadały amerykańskie sankcje, Rubio stwierdził, że reżim roztrwonił dekady dostaw subsydiowanej wenezuelskiej ropy – otrzymywanej od Hugo Cháveza i Nicolása Maduro – zamiast przeznaczyć te środki na modernizację chylącej się ku upadkowi kubańskiej infrastruktury. „Zamiast wykorzystać te pieniądze na utrzymanie i modernizację zniszczonych elektrowni, przeznaczają je na budowę kolejnych hoteli dla obcokrajowców oraz na zapewnienie swoim krewnym luksusowego życia w Madrycie, a nawet tutaj – w Stanach Zjednoczonych” – powiedział.
W obliczu paraliżu tego wsparcia – jak argumentował Rubio – rząd kubański nie jest już w stanie ukrywać zjawisk, które określił mianem systemowej korupcji i gospodarczej klęski.
„Dziś Kubą nie rządzi żadna »rewolucja«. Kubą rządzi GAESA” – oświadczył. Ogłosił przy okazji, że administracja Trumpa oferuje Kubie pomoc w postaci żywności i leków o wartości 100 milionów dolarów, lecz zastrzegł, że pomoc ta musi ominąć rząd i zostać rozdysponowana „bezpośrednio wśród narodu kubańskiego przez Kościół katolicki lub inne zaufane organizacje charytatywne, a nie rozkradziona przez GAESA”.
Jego zdaniem oznaczałoby to „nową Kubę – taką, w której można narzekać na niewydolny system bez obawy o trafienie do więzienia”. „Jedyną przeszkodą na drodze do lepszej przyszłości są ci, którzy sprawują władzę w waszym kraju” – powiedział.
Operacja wojskowa konieczna?
Tajne dane amerykańskiego wywiadu mówią, że komunistyczny reżim nabył ponad 300 wojskowych dronów i rozpoczął dyskusje nad planami wykorzystania ich do ataków na amerykańską bazę w Zatoce Guantanamo, amerykańskie okręty wojenne oraz Key West na Florydzie, położone 90 mil na północ od Hawany. Nikt poważny nie uważa, by Kuba stanowiła bezpośrednie zagrożenie lub aktywnie planowała uderzenie w amerykańskie interesy. Amerykański wywiad wskazuje raczej, że wojskowi z tej karaibskiej wyspy omawiali plany prowadzenia działań z użyciem dronów na wypadek wybuchu konfliktu z Waszyngtonem.
Według amerykańskich urzędników od 2023 r. Kuba pozyskuje z Rosji i Iranu drony o zdolnościach ofensywnych, rozmieszczając je w różnych lokalizacjach na terenie wyspy. Urzędnicy dodają również, że Kuba zwróciła się ostatnio do Rosji z prośbą o dodatkowy sprzęt wojskowy, a także analizowała reakcję Iranu na presję ze strony USA oraz amerykańskie operacje wojskowe.
Rosja i Chiny utrzymują na Kubie również placówki wywiadu. Sekretarz wojny Pete Hegseth oświadczył podczas przesłuchania w Kongresie, że obecność wrogich państw operujących tak blisko USA wciąż budzi poważne obawy.
Presja cały czas rośnie. Trump uczcił Dzień Niepodległości Kuby i porównał „pokolenie założycieli” państwa, które powstało przeciwko Hiszpanii do „amerykańskich patriotów, którzy 250 lat temu zrzucili jarzmo tyrańskich rządów”.
„Dzisiejszy reżim w Hawanie stanowi bezpośrednią zdradę narodu, za który jego patriotyczni założyciele przelewali krew i oddawali życie – oświadczył. – Przez niemal siedem dekad komunistyczny rząd tej wyspy brutalnie niszczył wolność polityczną, odmawiał swoim obywatelom prawa do uczciwych wyborów, bezwzględnie tłumił wszelkie przejawy sprzeciwu, a kubańską gospodarkę doprowadził do stanu całkowitego upadku”.
Prezydent zapowiedział podjęcie „zdecydowanych działań na rzecz tego od dawna cierpiącego zakątka naszej półkuli, a także w celu przeciwdziałania zagrożeniom dla naszego bezpieczeństwa narodowego, płynącym z tego regionu”.
„Moje zobowiązanie jest niezachwiane: Ameryka nie będzie tolerować istnienia państwa-banity, które zaledwie 90 mil od terytorium Stanów Zjednoczonych udziela schronienia wrogim siłom wojskowym, służbom wywiadowczym oraz organizacjom terrorystycznym. Nie spoczniemy, dopóki naród kubański nie odzyska wolności, o której ustanowienie jego przodkowie tak dzielnie walczyli ponad 100 lat temu” – dodał.
Od kiedy Fidel Castro przejął władzę na Kubie w 1959 r. Amerykanom nie udawało się obalić komunistycznego reżimu. Na nic zdało się – ponoć – aż 600 zamachów na życie samego Fidela. Być może odcięcie wyspy od ropy spowoduje, że rząd w Hawanie może upaść bez jednego wystrzału. Byłby to dla Trumpa rzeczywiście historyczny sukces. Coraz zasadniejsze staje się pytanie nie czy, ale kiedy upadnie komunistyczna Kuba. Oby jak najszybciej.
