Lider Konfederacji Korony Polskiej Grzegorz Braun gościł ostatnio w Busku Zdroju. Polityk mówił o wolności, odnosząc się m.in. do sankcji czekających na kierowców. Ocenił też, że w Polsce stosowane jest „karanie prewencyjne” wobec tej grupy.
– Po drodze tutaj ileż fotoradarów jest do wykoszenia, ile odcinkowych pomiarów prędkości jest do skasowania – i to tak od zaraz. Bo to nie jest po polsku. (…) karanie prewencyjne – bez żadnej krzywdy, bez żadnej szkody, bez wypadku – podkreślił w Busku Zdroju Braun.
– Ale właśnie nowe prawo idzie przez Sejm, takie, że ma Polak być zmuszony do tego, żeby się tłumaczył, że nie jest wielbłądem, że użytkownik auta, jak nie doniesie na tego, kto nim (samochodem – przyp. red.) jechał, no to oczywiście sam sobie w ten sposób ma wymierzać karę – dodał.
Chodzi o zmiany w zawarte w projekcie ministerstwa infrastruktury. Przewidują one m.in. zmniejszenie korekty z fotoradarów z 10 km/h do zaledwie 5 km/h. Oznacza to, że łatwiej będzie dostać mandat.
Na tym jednak nie koniec, bowiem w planach są także inne restrykcje. Zgodnie z projektem, właściciel samochodu, nawet jeśli nie prowadził go w momencie zarejestrowania przekroczenia prędkości przez odcinkowy pomiar prędkości lub fotoradar, będzie mógł zostać ukarany „opłatą administracyjną”, wynoszącą nawet do 7,5 tys. zł.
Rząd chce docisnąć śrubę kierowcom. Nawet kilka tysięcy złotych kary dla właściciela auta
– To nie jest po polsku, to nie jest po ludzku, to nie jest po europejsku, to nie jest cywilizacja. To jest eurosowiet, to jest zamordyzm. Nam się to nie podoba. My tego nie chcemy dla siebie i nie chcemy tego dla Państwa i dla naszych dzieci – skwitował Braun.
Z wolnościowego punktu widzenia czyny, przez które nikt nie ucierpiał, nie powinny być karane. Sztandarowym przykładem takiej sytuacji jest właśnie przekraczanie prędkości, które – samo w sobie – nie prowadzi do żadnych negatywnych konsekwencji. W Polsce jednak, jak grzyby po deszczu, pojawiają się coraz to nowe odcinkowe pomiary prędkości i fotoradary.
