Premier Słowacji Roberto Fico w piątek zabronił transkrypcji sformalizowanych związków osób tej samej płci – powszechnie ale błędnie nazywanych „małżeństwami” – zawartych za granicą. Oświadczył, że nie można domagać się rejestracji czegoś, co nie istnieje w porządku prawnym Słowacji.
Fico odwiedził w piątek specjalny urząd stanu cywilnego w ministerstwie spraw wewnętrznych, który jako jedyny w kraju ma prawo dokonywania transkrypcji związków małżeńskich zawartych za granicą.
– W pełni szanuję rzeczywistość i sytuacje, w których osoby tej samej płci żyją w związku partnerskim. Z drugiej strony muszę chronić konstytucję, która definiuje małżeństwo jako wyjątkowy związek mężczyzny i kobiety – powiedział premier.
Fico uzgodnił z urzędnikami, że obecne przepisy prawne nie pozwalają na rejestrację „małżeństw” osób tej samej płci, nawet jeśli takie „małżeństwo” zostało zawarte w innym państwie.
– Nie można domagać się rejestracji czegoś, co nie istnieje w naszym porządku prawnym – stwierdził premier.
Fico spotkał się też z przewodniczącą unijnego parlamentu Robertą Metsolą, której – jak sam poinformował – zarzucił „stosowanie podwójnych standardów wobec jego kraju”. Podkreślił, że polityka taka jest charakterystyczna dla organów Unii Europejskiej, w tym unijnego parlamentu.
– Zgadzam się ze oceną wiceprezydenta USA, że największym problemem UE jest to, że nie szanuje ona podstawowych wartości, na których się opiera, zwłaszcza wartości prawa do odmiennego zdania – oświadczył Fico po rozmowach z Metsolą.
Przypomniał o rezolucji z maja br., w której PE zarzuca Słowacji naruszanie zasad państwa prawa, co jest nieprawdziwe.
– Zarzuca nam również nowelizację konstytucji, w której jasno zadeklarowaliśmy, że w kwestiach tożsamości narodowej, życia prywatnego czy małżeństwa prawo słowackie ma pierwszeństwo przed prawem europejskim – stwierdził Fico i dodał, że zapytał szefową PE, dlaczego w Brukseli to suwerenne stanowisko Słowacji jest postrzegane jako naruszenie zasad państwa prawa.
